HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

wtorek

23

Maj 2017

0

komentarzy

To co w życiu ważne.

Napisała: , w kategorii: dziecko, styl życia

-mamo! Chodź zobacz co zbudowałem!
-maaamooo!
-mamo! Jestem głodny!
-mamo! Poszukaj ze mną instrukcji!
-mamo, nudzi mi się..
-mamo zrobimy wyścigi?
-mamo… a Dawid powiedział…

po dziesięciu minutach wyczerpują się moje zasoby cierpliwości:
– A ty nie znasz innych słów niż „mamo”?
– znam… Kasia. Mogę mówić do ciebie Kasia? (więcej…)

środa

10

Maj 2017

0

komentarzy

Zapuść korzenie. Czakra Podstawy

Napisała: , w kategorii: joga, styl życia

Nic mi się nie chce.
Nie chce mi się żyć.
Każde moje działanie kończy się fiaskiem, więc po co mam robić cokolwiek?

Z brakiem energii, czasem chwilowej, czasem tej życiowej w swojej pracy spotykam się dość często. Od dziecka jesteśmy karmieni przeświadczeniem, że świat jest zły, a życie ciężkie. Z tym nastawieniem wychodząc z Domu Ojca i Matki stajemy u progu życia. Wiele kompleksów i nieuzasadnionych lęków uniemożliwia nam harmonijne funkcjonowanie w świecie, we własnym życiu. Poczucie bezsensu, porażki, lęku przed podjęciem działania towarzyszy niejednemu z nas. Ucieczka w konsumpcjonizm, w natychmiastowe zaspokojenie swoich potrzeb to częsta praktyka, która niestety nie gwarantuje nam ani bezpieczeństwa, ani poczucia stabilności życiowej, ani nawet sensu życia. Stres zajadamy. Karmimy wyrzuty sumienia, po czym opadamy z sił z poczuciem bezsensu.

W takich przypadkach mówię: ZAPUŚĆ KORZENIE! (więcej…)

wtorek

25

Kwiecień 2017

2

komentarzy

XXIV Bieg Uliczny im. Wojciecha Korfantego – relacja

Napisała: , w kategorii: bieganie

Na TEN dzień czekałam całą zimę. Całą wiosnę… no może przedłużającą się zimę. TEN dzień, do którego podchodzę z wielkim sentymentem i gorącym sercem. Bieg Korfantego!

Nie jestem biegaczką, która startuje co weekend. W zasadzie biegam mało w biegach oficjalnych z różnych powodów. Brak czasu, terminy biegów pokrywające się z moim kalendarzem zawodowym i osobistym, brak parcia. Lubię te moje treningowe biegania. Są dla mnie terapią, odskocznią, moją chwilą zmęczenia i zamyślenia. Czasem mam ochotę zmierzyć się z innymi biegaczami – wtedy nie mam możliwości startu, czasem mam czas, ale forma i zdrowie zawodzą. Nie robię z tego problemu. Nie płaczę w poduszkę i nie marudzę. Biorę tyle ile zdołam, na moich warunkach. Ale na Korfantego czekam. Bo taka jestem… że przywiązuję się, irracjonalnie.

W tym roku start treningowy miałam ciężki. Długa choroba zabrała mi wiele tygodni. Nie jestem w szczytowej formie, ale wciąż potrafię biegać, więc Korfantym wcale, ale to wcale się nie przejęłam. Już w zeszłym roku postawiłam na „radość biegania” a nie na wynik… więc biegło mi się wybornie. (więcej…)

wtorek

4

Kwiecień 2017

0

komentarzy

Konkurs dla biegaczy z PKO SILESIA MARATHON

Napisała: , w kategorii: bieganie, reklama

Dziś krótko i konkretnie.

Jako ambasadorka PKO Silesia Marathon mam dla Was kilka prezentów do rozdania:

5 kuponów zniżkowych na maraton PKO Silesia Maraton

5 czapek z logo PKO Silesia Maraton

Do tego odblaski, smycze, długopisy, kubek.

Oczywiście nie rozdam tego wszystkiego od razu. Do startu pozostało 179 dni, wystarczająco dużo, by zaplanować ten start i rozpocząć trening. Moja już w tym rola, by przekonać Was, że warto. Na zachętę szybkie rozdanie.

Do wygrania:

1 Kupon rabatowy 20% na pakiet startowy maratonu Silesia Marathon 2017 

oraz

Zestaw gadżetów (czapka + odblask + smycz)

Oczywiście są to dwie oddzielne nagrody. 

Rozdanie będzie równolegle odbywać się na moim blogu, na Facebooku i na Instagramie.

Zasady Rozdania:

1. Jednym zdaniem odpowiedz na pytanie: Dlaczego chcesz pobiec w PKO SILESIA MARATHON?
swoją odpowiedź zostaw w komentarzu pod tym postem lub na fb pod postem konkursowym lub na Instagramie pod zdjęciem konkursowym

2. Udostępnij informacje o konkursie na swoim dowolnym koncie społecznościowym (FB, Instagram, G+, Twitter)

3. Będzie mi bardzo miło jeśli polubicie:

    profil na Facebooku >>>Silesia Marathon<<<
    mój profil na Facebooku >>>HPM my power project<<<

Rozdań będzie więcej, więc warto być na bieżąco.

Wśród wszystkich komentarzy wybiorę dwóch zwycięzców. Czas na odpowiedź macie do poniedziałku 10 kwietnia. 🙂

poniedziałek

27

Marzec 2017

0

komentarzy

Rozbieganie

Napisała: , w kategorii: bieganie, trening

Nie tak.
No nie tak miało to wszystko wyglądać. 
Też tak macie, że jak sobie coś dokładnie rozplanujecie to okazuje się, że tych planów w żaden sposób dopiąć się nie da?

Tegoroczną aktywność sportową planowałam już jesienią. Cel klarował się w styczniu… (Maraton?) Gdzieś podświadomie ustawiałam sobie ten bieg. Jesienna regeneracja, zwiększenie siły i mobilności, joga… to wszystko miało mi pomóc w dotarciu do celu. Z treningami miałam ruszyć w styczniu. I ruszyłam raz czy dwa, a potem rozłożyłam się na całego. Najpierw przeziębienie, potem zapalenie oskrzeli… i kończy się marzec, a ja dopiero od dwóch tygodni mogę biegać.  (więcej…)

czwartek

9

Marzec 2017

2

komentarzy

Wege Power

Napisała: , w kategorii: dieta, styl życia

Właśnie mija sześć miesięcy odkąd skierowałam swoją dietę na pokrętną wegetariańską drogę. Właściwie to wegetariańską powinnam napisać w cudzysłowie, bo gdyby jakiś wegetarianin prześwietlił to co jem, to szczerze by się uśmiał. Nie mogę o sobie mówić wegetarianka, bo byłoby to niezgodne z prawdą. Prawdą natomiast jest, że 80% mojej diety opiera się na wege jadłospisie. 

Dlaczego podjęłam decyzję o o ograniczeniu spożycia białka zwierzęcego możecie przeczytać w poście >>>BEZ MIĘSA<<<

Od tego momentu trochę się pozmieniało. Okazało się bowiem, że bardzo ciężko jest zbilansować dietę, gdy w grę wchodzi sportowy tryb życia. Moje życie kręci się wokół sportu. Nie robię treningów 3-4 razy w tygodni. Robię kilka treningów dziennie! Nie na każdym przerzucam ciężary, ale niemal w każdym biorę czynny udział (moje podopieczne to wiedzą 😉 ). Do tego dochodzi bieganie i codzienne wieczorne prowadzenie grup jogi, na które muszę mieć siły.  (więcej…)

środa

1

Marzec 2017

4

komentarzy

Sekretne życie trenerki fitness

Napisała: , w kategorii: styl życia, trening

Godzina 04:30. Zimne, już nie takie małe rączki lądują na mojej twarzy.
-Mamo, musisz już wstawać!
-Nie muszę… jeszcze jest NOC.
-No racja. Taki żarcik.
I czuję nie tylko zimne rączki ale i nóżki wpychające się pod kołdrę. Żarcik… Śmieszne. Ale lubię gdy pakuje się do mojego łóżka, by trochę się przytulić. Nawet jeśli serwuje mi wcześniejszą pobudkę. Zasypia od razu. Ja nie. Ja już jestem myślami w dzisiejszym grafiku. Do kogo mam zadzwonić? Komu zapomniałam odpisać? Próbuję sobie przypomnieć imiona nowych dziewczyn… 

06:30. Wstaję. Muszę pierwsza zająć łazienkę, bo potem będzie ciężko. Wyglądam dobrze. Nawet. 

07:00. Pobudka. 
– Mamo nie chcę owsianki. Chcę jajeczko.
– Mamo, a wiesz co było pierwsze? drzewo czy nasionko?
– Maaaamooo! Szkoda, że nie widziałaś. To było śmieszne co zrobiłem. Poczekaj, pokażę Ci.
– Maaamooo! a już nic…
– Mamo, pośpiesz się, bo się spóźnimy.

07:45 Wychodzimy.
Fuck. Zapomniałam, że dziś gimnastyka. Oj niedobra Ja.

08:00
Ok. Wrzucam swoje tempo. Szybkie zakupy i marszem do domu. Kawa. Ostatnio znów mam ochotę na kofeinę. Kończę przygotowywać posiłki na dzisiaj. Nie mogę doczekać się wiosny. Zimowe życie „wegetarianina” jest dość skomplikowane. Nie narzekam, to mój wybór, na szczęście jestem daleka od wszelkich rygorów. To trochę ułatwia sprawę. 
Pierwszy trening mam o 09:30. Delektuję się tym Slow Life do momentu, kiedy odkrywam, że jestem spóźniona. Szybko wciągam getry. Na styk.

„Na styk” upływają kolejne godziny. Oczywiście mam przerwę, ale odnoszę wrażenie, że wszyscy o niej wiedzą, bo w punkt rozlegają się telefony, przychodzą maile. Rozmawiam z pełnymi ustami. Nieładnie. Ale jak nie zjem to padnę, wybaczcie.

13:15 mam czas na własny trening. Zerkam na sztangę. „Oj, my się dzisiaj nie przyjaźnimy koleżanko” – myślę szyderczo (o ile można myśleć szyderczo). Robię minimum z minimum. Liczę w myślach, że przecież zrobiłam już dziś „z trzysta przysiadów”. Ćwiczę z dziewczynami, bo tak lubią. Motywacja, tempo, zaangażowanie. W zasadzie nie muszę już rozpisywać sobie treningów, ale czuję się niezręcznie bez własnego planu.

Na wszystko muszę mieć plan. Tak jest łatwiej. To daje mi poczucie bezpieczeństwa. 

o 14:00 jem obiad. Nie lunch. Nie posiłek po treningowy. Obiad. Tak po prostu zdrowo. Nie nadaję mojemu życiu nowomodnych znaczeń, bo to jest bez sensu. Obiad zawsze będzie obiadem, choć ułożony jest stricte pod moje zapotrzebowanie i plan dnia. To taki mój sekret… gdy mówię o jedzeniu śniadań, obiadów, kolacji to łatwiej trzymać się planu. Gdy mówię po posiłkach przed treningowych, po treningowych, regeneracyjnych… nagle wszyscy popadają w popłoch. Niepotrzebnie. 
Niepotrzebna jest zmiana dotychczasowego nazewnictwa. Celebrujmy naszą tradycję. No chyba, że chcemy zabłysnąć w socialach.

O 15:00 wreszcie mam czas na organizację. Czasem domu, czasem skrzynki mailowej, bloga… trochę rzadziej. Choć częściej teraz wykorzystuję ten czas na czytanie. Mam ostatnio szczęście do wciągających książek, więc pranie i pisanie czeka sobie na „jak będę mieć czas”. Przecież tylko wywiązuję się z noworocznych postanowień. Chciałam więcej czytać? No to czytam. Reszta niech leży, albo zrobi się sama (dlaczego się nie robi, ja się pytam?).

16:15.
Fuck. Fuck. Fuck. 
Za 5 minut skończy się angielski. Lecę do przedszkola. Zdążyłam. Czekam. 
-Mamo, a pójdziemy na plac zabaw?
-Mamo, a do sklepu z zabawkami? Potrzebuję więcej klocków.
-Ale ja naprawdę potrzebuję. Muszę wybudować kamerę.
-no taką na szpulki.
-Mamo, nogi mnie bolą. Poniesiesz mnie?
-Żarcik
-Pobaw się ze mną!
-Nie lubię bawić się w jogę.
-Mamo, opowiedz mi jak pracuje silnik.
-Zrobisz mi rybkę?
-Dlaczego nie masz rybki? Musisz wiedzieć, że będę chcieć. Przecież jesteś mamą!!!

O 18:00 zamykam się w łazience. Staram się ogarnąć. Nie chce mi się wychodzić. Nigdzie. Z łazienki. Z domu. Jest mi cieplutko i dobrze. Policzkuję się w myślach: „przecież to lubię! Uwielbiam!”. Gdy wychodzę na zewnątrz uderza mnie rześkie powietrze. Zaciskam ręce na macie. Wchodzę w mrok. Przez całą drogę powtarzam mantry – nowy nawyk.

19:00 
Wdech – unosimy ręce do góry. Wydech – skłon. Wdech – prawa noga do tyłu, otwieramy klatkę piersiową. Wydech – dostawiamy lewą nogę. Deska. W dół Chaturanga. Wdech Kobra…

Kolejna Mantra. Robię to już z automatu. Czasem tylko nogi mi się pomylą. Lewa? Prawa? co za różnica, skoro Wszyscy Wszystko Wiedzą. Potrafią zrobić to z zamkniętymi oczami (mam nadzieję!). Oni nie wiedzą, ale ja wiem, że z kolejnymi zajęciami są coraz lepsi i chyba trochę nerwowo reagują, gdy mówię, że „dziś będzie spokojnie”. Nie wiem dlaczego. 

Wychodzę ze spokojną głową. Joga działa na mnie terapeutycznie nawet gdy jestem w trybie pracy. 20:15… nie śpieszę się. W wieczornym powietrzu czuć już wiosnę. To był dobry dzień. Kolejny… Czuję wdzięczność.

O 20:45 mam tyle energii, że nie wiem co mam ze sobą zrobić. Poczytam! Może coś obejrzę… o Walkiria za kwadrans. Wskakuję w piżamę i zaparzam herbatę. Cieszę się bo nigdy nie obejrzałam do końca. 

21.30… tracę kontakt z rzeczywistością.
Odpadłam.

Godzina 05.15:
-Mamo, zrób mi śniadanko. Jestem głodny. 
-Maaamooo chcesz, żebym umarł z głodu?

Żarcik? Powiedz, że to żarcik…

czwartek

16

Luty 2017

2

komentarzy

Wolne z przymusu

Napisała: , w kategorii: styl życia, trening

Czas na relaks i regenerację należy się każdemu bez względu jaki zawód uprawiają. Nie jesteśmy zdolni do aktywności 12/h na dobę, 7 dni w tygodniu. Nawet jeśli zdarzy nam się taki gorący okres, który uziemi nas w pracy na kilka tygodni, to z pewnością wyjdziemy z niego z nadszarpniętym układem nerwowym i totalnym wyczerpaniem organizmu. 

Na szczęście istnieje weekend!
Na szczęście istnieje urlop!

Na nieszczęście przychodzi choroba. (więcej…)

wtorek

7

Luty 2017

0

komentarzy

W zgodzie z hormonami

Napisała: , w kategorii: joga, styl życia, trening

Kobieta przez całe swoje życie podlega działaniu hormonów. Jesteśmy zdominowane przez nasz cykl miesięczny. Od dojrzewania do okresu menopauzalnego. Niby każda to wie, ale czy na pewno?

Ile sama o hormonach wiedziałam? Z dzisiejszej perspektywy – niewiele. Wszystko zmieniło się, gdy nie potrafiłam zajść w ciążę i zaczęłam interesować się tematem. Pierwsze zetknięcie z jogą hormonalną nie tylko otworzyło mi oczy, ale i umysł na zdobywanie wiedzy w tym zakresie. Uważam, że nasza gospodarka hormonalna jest kluczem do rozwiązania najczęstszych problemów
– zaburzeń nastrojów
– zaburzeń wagi ciała
– zaburzeń cyklu miesięcznego
– niepłodności
(więcej…)

poniedziałek

23

Styczeń 2017

2

komentarzy