HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

środa

13

Marzec 2013

14

komentarzy

Nie! Nie wolno!

Napisała: , w kategorii: dziecko

Nie lubię słowa „nie”! Co wcale nie oznacza, że nie uznaję sprzeciwu. Nie lubię słowa „nie” za złe skojarzenia. Za to, że w dzieciństwie byłam karmiona „to nie… tamto nie… tego absolutnie nie wolno”. Zasady, zasadami, ale gdy wszystko jest na „nie” to przestaję w tym słowie widzieć jakikolwiek sens.

Wyparłam to słowo ze świadomości, do tego stopnia, że miałam problemy z asertywnością. Są sytuacje w życiu, kiedy słowo „nie” staje się niezbędne, niestety. Wyparłam to słowo również dlatego, że przeczytałam w różnych poradnikach motywacyjnych o tym, jak nasz mózg nie słyszy słowa „nie”. Zamieniłam więc „nie mogę” na „potrafię, chcę”, itp.

Karcę się w myślach, gdy wypowiadam słowa typu „nie potrafię jeździć samochodem”. Przecież potrafię, tylko miałam przerwę i muszę przełamać swoje lęki.

Radzę sobie jak mogę ze słowem „nie”. Używam, kiedy jest potrzebne, zapominam o nim, kiedy mogę je zamienić na coś brzmiącego bardziej optymistycznie.

Staram się też nie nadużywać słowa „nie” w stosunku do mojego Synka, co nie oznacza, że pozwalam mu na wszystko. Absolutnie nie! Ale nie jestem matką, która do swojego dziecka mówi jedynie „nie wchodź tam”, „nie biegaj”, „nie ruszaj”. Słyszałam to wystarczająco często i nie uważam, by miało to przynieść wychowaniu mojego dziecka jakiekolwiek pozytywne wyniki.

Oczywistym jest jednak, że żyjemy w świecie zasad. Mały musi wiedzieć co mu wolno, a co nie. Musi wiedzieć, że pewne zachowania niosą ze sobą negatywne skutki. Często radziłam sobie metodą zastępstwa… czyli gdy np. nie chciałam by mały wchodził na drabinki na placu zabaw, proponowałam mu piaskownicę, opowiadając przy tym ile radości jest w grzebaniu w piasku. Ta metoda sprawdza się u nas znakomicie. Odwracanie uwagi i zastępstwo rzadko nas zawodzi.

Czasem jednak trzeba powiedzieć „nie” i koniec. Są zasady niedyskusyjne typu: nie dotykaj pieca, nie wchodź na szafkę kuchenną, nie skacz po stole itp. W takim przypadku mówię stanowczo „nie” i tłumaczę dlaczego. Nawet po dwadzieścia razy.

Wczoraj Mały pobiegł do kuchni i postawił sobie pod piecem z gotującym się obiadem krzesło. Natychmiast pobiegłam za nim. Mały popatrzył na moją rozgniewaną twarz i powiedział „nie”. Ja powtórzyłam „nie”. I wystarczyło by Mały zrezygnował z zamiaru wspięcia się na krzesło.

Pewnie jeszcze będzie próbował… ale teraz widzę, że tłumaczenie po ileśtam razy dlaczego czegoś nie wolno zrobić skutkuje tym, że dziecko akceptuje niewygodne dla siebie zasady. Nie trzeba krzyków, agresji, szantażu i innych środków, by osiągnąć cel. Wystarczy konsekwencja.

Konsekwencja w mówieniu „nie” kiedy to jest niezbędne.
Konsekwencja w niemówieniu „nie” kiedy możemy tego uniknąć.

14 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *