HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

poniedziałek

15

Wrzesień 2014

4

komentarzy

Brygada Szturmowa „Misie”

Napisała: , w kategorii: dziecko

Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie odczułam różnicy między przedszkolem prywatnym a państwowym. Co więcej, wystarczyły dwa tygodnie bym zorientowała się, że to zupełnie inna bajka.

 

1. Perspektywa nieogołocenia konta, po pierwszym przelewie, stała się jak najbardziej realna. Gdy wręczono mi karteczkę z numerem konta i kwotą oniemiałam. Na co Pani referent zareagowała „tak wiem, że to sporo ale zapisała pani dziecko w maksymalnych godzinach”… a mi serce dudniło radośnie RANY! BĘDĘ BOGATA! To 1/5 tego co płaciłam prywatnie… 

2. Jestem też skłonna podejrzewać państwowe służby edukacyjne o manipulacje czasem. Zaprowadzenie dziecka do przedszkola zajmuje 3 minuty. Droga powrotna godzinę. Uroki kształcenia na „własnym terenie”.

3. Niech formalności stanie się zadość! Godzinne odczytanie statusu przedszkola na pierwszym zebraniu to nic. Wystąpienia przedstawicieli Rady Rodziców to nic. Protokołowanie przebiegu spotkania Nauczyciel – Rodzice to też jakoś przeszło. Godzinne wypełnianie dokumentów, razem z oświadczeniami, wykluczeniami, umowami i zaświadczeniami to można uznać za standardowe procedury… Ale wkroczenie dyrektorki w sam środek zebrania ze słowami.

– Nie życzę sobie byście Państwo przyprowadzali swoje dzieci w pieluchach!
– Nie wolno Państwu rozmawiać z wychowawcą grupy, gdy odbieracie Państwo swoje dzieci!
– Nie wolno Państwu w ogóle wchodzić do sali. Proszę dzwonić domofonem, dziecko zostanie WYDANE.
etc. etc.

Siedziałam, słuchałam i topniałam w środku. Moje JA-Matka zbierało się do buntu. Już niemal powstało i powiedziało „No chyba sobie Pani żartuje…”. Jednak rozum mnie hamował „to się jeszcze okaże”.

Okazało się dnia następnego. Poszłam po dziecko, zdecydowana wkroczyć do sali i przeprowadzić wywiad „no jak tam mój Mati dzisiaj? No jak?” Podeszłam pod oszklone drzwi. Zajrzałam do środka. Zobaczyłam sporą grupę roześmianych dzieciaków, wpatrujących się z fascynacją w swoją opiekunkę. I krótka chwila, gdy ta odwróciła się od dzieci by odebrać domofon. Rodzic. W jednej sekundzie w sali zapanował chaos. Sala zabaw zamieniła się w poligon wojskowy. Trzylatki to żywioł, który ciężko opanować.

 

Grupa liczy 25 dzieci.

18 chłopców.

7 dziewczynek.

Nazywają się „Misie”.

 

(Brygada Szturmowa).

 

Wycofałam się.

 

 

4 komentarze

  1. Mio

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *