HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

czwartek

9

Październik 2014

6

komentarzy

Moje ciało, moja twierdza… czyli bez wymówek cz.II

Napisała: , w kategorii: dieta

Świat stanął na głowie. Nauczyliśmy się dbać o rzeczy nabyte, czy o swoich pupili bardziej niż o samych siebie. Lekarzy traktujemy jak potencjalnych wrogów. Badania kontrolne jako stratę czasu, bo i tak nic nam nie dolega. A swoje ciała  jak śmietnik, do którego bezkarnie można wrzucić niemal wszystko co jest mniej lub bardziej strawialne. „Ech, od czasu do czasu można, przecież mi nie zaszkodzi. Coś od życia się należy”.

Od czasu do czasu… staje się codziennością. Gdzieś zagubiła się kontrolna nad tym co spożywamy, w jakich ilościach i jak często. Jeden batonik przestaje być małym grzeszkiem, kiedy staje się rytualnym zapychaczem: w drodze do pracy, z pracy, wieczorem, bo dzień był ciężki itd. Oszukujemy samych siebie nagminnie. A przecież to co spożywamy krąży w naszych żyłach, odżywia nasze komórki… „Jesteś tym co jesz” to nie jest wyświechtane hasło… To sama prawda.

Często rozmawiam ze znajomymi tymi bliższymi i dalszymi, ze sportowcami, trenerami  i dietetykami na temat ich własnych nawyków żywieniowych. Wnioski, które mi się narzucają nie są zbyt optymistyczne:
1. Znaczna część  osób nie widzi zależności między jedzeniem a stanem zdrowia. Nie wie po co spożywa pokarmy, jakie są ich wartości odżywcze i jakie jest ich zadanie. A jedzenie to przecież nie tylko przyjemność. To proces, który pozwala nam żyć, funkcjonować, zachować sprawność i zdrowie. Źle odżywiony organizm psuje się od środka. Zaczynamy chorować.

2. Nawet jak ma się wiedzę na temat zdrowego żywienia, ciężko z tej wiedzy skorzystać. Bo… nie ma czasu na gotowanie (a jest czas na oglądanie ogłupiających programów). Zdrowa żywność jest droga (za 0,5kg woreczek kaszy jęczmiennej płacę 1zł. Paczka frytek do piekarnika to koszt 5-7zł). Bo jest się zdanym na „kuchnię” serwowaną przez kogoś innego: mamę, babcię, żonę, męża… catering.

Moja koleżanka kupiła sobie samochód. Drogi, piękny. Zainwestowała w niego wszystkie swoje oszczędności. Dba o niego bardziej niż o siebie. Ostatnio się żali:
– ja to bym chciała zmienić swoją dietę na lepszą. Mam dość schabowego z ziemniakami, ale mieszkam z mamą i to ona rządzi w kuchni.
– a gdyby twoja mama prowadziła stację benzynową, w której sprzedawałaby „chrzczone” paliwo i wiedziałabyś o tym, tankowałabyś u niej swój samochód?
– no co Ty! Wzięłabym mamę na kawę, powiedziałabym, że ją kocham, ale tankować będę gdzie indziej.

No właśnie. Jeśli chodzi o samochód, mieszkanie, ogródek, pieski, kotki… bezkompromisowość jest oczywista. Dbamy o to jakby to była najważniejsza rzecz w życiu. A nie jest. Najważniejsze jest Twoje własne ciało. Jeśli się sypnie to cała reszta nie ma najmniejszego znaczenia.

3. Zdrowe odżywianie często jest kojarzone tylko i wyłącznie z wyrzeczeniami. Sama padam ofiarą takiego poglądu, słysząc:
– co ty masz z życia?
– oj bidulka z ciebie… nie masz żadnych przyjemności.
– wciągnęli cię do sekty?
– po co ci to, i tak kiedyś umrzesz. Życie jest krótkie.

Jest krótkie. Jest nieprzewidywalne. I dlatego właśnie chcę przeżyć je świadomie. Szkoda mi czasu na złe samopoczucie i chorowanie. Na zaleganie na kanapie po zbyt obfitym posiłku. Na dolegliwości żołądkowe, bóle głowy i wyrzuty sumienia. Na problemy ze snem czy koncentracją.

Naprawdę szkoda życia.

Świat stanął na głowie. Zapomnieliśmy czym jest zdrowe gotowanie, tęskniąc jednocześnie za smakiem dzieciństwa. Potrawami naszych babć. Prostymi, zdrowymi, aromatycznymi… bez polepszaczy i współczesnych „usprawnień” kulinarnych.

Moje ciało jest moją twierdzą. Jest wszystkim co mam. Najlepszą inwestycją.
No excuses.

6 komentarzy

  1. Karol

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *