HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

środa

5

Listopad 2014

4

komentarzy

Fobie, lęki, irracjonalny strach

Napisała: , w kategorii: styl życia

Myślę, że jestem bardzo strachliwą osobą. Pielęgnuję w sobie lęki, które często odrywają mnie od racjonalnych zachowań. Jest ich wiele. Dopiero zabierając się za ten tekst uświadomiłam sobie ile. Nie myślę o nich na co dzień, choć codziennie się z nimi zmagam. Żyją ze mną. Żyją we mnie. Skąd się wzięły? Ciężko stwierdzić… wydaje mi się, że większość sama sobie wmówiłam.

1. Lęk wysokości. 
Jako dziecko nie bałam się niczego. Wspinałam się na płoty, drzewa, po drabinie potrafiłam bez lęku wejść na dach dwupiętrowego budynku. Nie potrafię sobie przypomnieć momentu, w którym zaczęłam się bać wysokości. Wiem jedno… paraliżuje mnie widok z piątego piętra, na którym mieszkam. Nigdy nie patrzę w dół, zawsze przed siebie. Tarasy widokowe? Cóż… jak nie muszę to nie wchodzę.

2. Strach przed lataniem.
Nigdy nie leciałam samolotem… i jak nie będę musiała, to nie polecę. Bo 1. Lęk wysokości, 2. lęk wysokości do kwadratu, jeśli pomyślę, że miałabym znaleźć się w przestrzeni powietrznej w jakieś kupie metalu…

3. Pająki.
I inne małe i brzydkie stworzenia. Oczywiście w naturalnym środowisku pająki, osy, pszczoły, żuczki ani mnie nie brzydzą, ani nie wywołują lęku, ale niech tylko wejdą/wlecą mi do mieszkania, to mają problem. To znaczy ja mam problem, bo od razu paraliżuje mnie strach. Przed czym? Przed małym owadem? Głupie… ale niestety ten lęk jestem w stanie zlokalizować w mojej pamięci emocjonalnej. Mała przygoda w dzieciństwie z pająkiem w tle, skończyła się założeniem szwów na górnej wardze…

4. Ciemność.
A raczej samotne poruszanie się nocą po mieście. Nie wychodzę sama. Umarłabym ze strachu.

5. Nerwica natręctw
Wychodząc z mieszkania zamykam drzwi na wszystkie zamki i dodatkowo szarpię klamkę, upewniając się, że na pewno je zamknęłam. Co więcej… potrafię zjechać windą w dół i znów wjechać, by ponownie poszarpać za klamkę. Potrafię wyjść z klatki i wrócić się, wjechać na górę by otworzyć drzwi i ponownie je zamknąć, poszarpać za klamkę i … mogłabym tak w kółko… Nie wspominając o tym, że wciąż zadaję pytania: zamknęłam drzwi? zakręciłam gaz? wyłączyłam prostownicę/żelazko/ekspres do kawy? Gdy wyjeżdżam na dłużej oczywiste jest, że wykręcam korki, zakręcam wodę i gaz na zaworach, zamykam okna… a i tak się martwię, że czegoś nie dopilnowałam.

Da się z tym żyć. Serio.

Jednak ostatnio przestraszyłam się zupełnie czegoś innego, nowego… Zrozumiałam, ze przelewam swoje lęki na syna. Niechcący, nieświadomie. Gdy wychodzimy z domu Mati, po zamknięciu drzwi szarpie za klamkę. Zupełnie jak mamusia. I zaczęłam się bać, że on zacznie się bać… irracjonalnie.

Dzieci uczą się przez obserwację, więc nie powinno mnie dziwić, że on uczy się… bać…

Nie ma żartów, albo coś zrobię z tymi moimi fobiami, albo przejdą one w magiczny (albo raczej całkiem naturalny sposób)  na dziecko.

Tak się też zastanawiam, ile moich lęków jest naprawdę moich? a ile wchłonęłam z otoczenia, w którym dorastałam?

 

*zdjęcie pochodzi z Pinterest

4 komentarze

  1. MamaLemurka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *