HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

czwartek

8

Styczeń 2015

6

komentarzy

Pakuj kanapki i ruszaj na wojnę?

Napisała: , w kategorii: dieta

Noworocznym postanowieniom nie ma końca. Gdzie przystawię ucho tam słyszę jedno: „od nowego roku jestem na diecie! Zdrowo się odżywiam!”. Ciekawe, że do prowadzenia zdrowego stylu życia potrzeba specjalnych postanowień. Czyż nie powinno to być wpisane w nasz instynkt samozachowawczy?

Instynkt… już dawno został zgłuszony przez konsumpcjonizm, chęć posiadania, pieniądze, kampanie marketingowe. Zamiast zdrowego rozsądku mamy w głowie papkę, do której klei się każda informacja, nawet jeśli jest błędna.

Kobieta na diecie noworocznej cały niemal dzień konsumuje sałatę. Tak. Niestety widzę, że daniem królującym w styczniu jest SAŁATKA!
Sałatka z sałaty… pomidorów… ogórka i kilku innych składników w bardzo śladowej ilości.
Patrzę na to i wiem, że za dwa, może trzy tygodnie te kobiety zrobią niekontrolowany skok na lodówkę, co definitywnie ustawi je na linii startu. 

To jest droga donikąd. A wystarczy dokopać się do swojego zdrowego rozsądku, by usłyszeć, ze głód zdrowy nie jest. Głód wyniszcza i osłabia. Trzeba pohamować apetyt, ale nie głodzić się na litość boską! Zdrowe odżywianie to zdrowe składniki w odpowiednich proporcjach dostarczane regularnie naszemu organizmowi. I tyle.

Druga moja obserwacja dotyczy jedzących i pracujących kobiet. Niestety większość z nich jest cały dzień na „suchej karmie”:
rano kanapka,
w pracy kanapka,
w drodze do domu kanapka, bądź ciacho jakieś,
po pracy zakupy dopiero i szybki obiad wieczorową porą.

Gdy pytam o wcześniejsze przygotowanie lunchu do pracy… to patrzą na mnie jakbym postradała zmysły. Kiedy? Jak to? Jestem zmęczona. Nie mam czasu… itd.

Ale same zamykają się w błędnym kole. Najadają się na noc. W nocy organizm zamiast odpoczywać, trawi czyli ciężko pracuje. Budzą się już zmęczone i niewyspane. Nie jedzą śniadań przed wyjściem z domu, bo nie czują głodu. W żołądku zalega cała masa niestrawionego obiadu. Pierwszym posiłkiem jest zimna kanapka z marną wędliną i tłustym serem. Drugim posiłkiem jest zimna kanapka… i tylko czekają na wieczór, kiedy dostarczą swojemu ciału pierwszy ciepły posiłek… Przecież nie ma czasu i możliwości by to zmienić.

Na pewno? A może to tylko kwestia chęci i dobrego zorganizowania?

Ja do swoich „lunchboxów” też robiłam wiele podejść. Testowałam różne rozwiązania, nie wszystkie trafne. Jednak priorytetowo postanowiłam, że obiad będę jadła w porze obiadu! Bez względu na wszystko.
Gotuję po pracy, wieczorem… na dwa dni do przodu często. Brokuł… makaron razowy… kurczak… ryż… marchewka… przecież nie zepsują się w lodówce do rana. Tak. Mam możliwość odgrzania obiadu, ale zdarza się, że muszę jeść zimny. Pakuję wszystko do pojemników. Nawet zupę udaje mi się przemycić od czasu do czasu.

Przygotowanie sobie „obiadków do pracy” jest uciążliwe tylko na początku. Później to już czysta przyjemność i ogromna satysfakcja. No i kolacja staje się kolacją. Wszystko jest na swoim miejscu i procentuje dobrym samopoczuciem, energią, trzymaniem odpowiedniej formy.

W pracy niestety spędzamy większość naszego czasu. To jak pracujemy i jak się odżywiamy rzutuje na to, jak się czujemy i wyglądamy. Szkoda spędzać życie na jedzeniu kanapek z serem i wędliną… szkoda wyniszczać się głodówkami… Wystarczy tupnąć nóżką, wziąć się w garść i zacząć organizować swoje życie… Bez wymówek. Bez jęczenia i użalania się nad sobą. Każdemu jest ciężko. Ale w życiu trzeba twardym być.

Czas więc ruszyć na wojnę, ale może bez kanapek…

*zdjęcie z foter.com

6 komentarzy

    • Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *