HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

poniedziałek

23

Luty 2015

1

komentarzy

Odwołuję wszystko co powiedziałam…

Napisała: , w kategorii: dziecko

…i pomyślałam złego na temat państwowego przedszkola!

Wszystkie moje lęki opisałam TU i cieszę się, że żaden z nich się nie potwierdził. Dzieląc się odpowiedzialnością za dziecko z osobami trzecimi jakimi są instytucje czy opiekunowie, każda matka zapewne ma obawy o słuszność swoich decyzji. Zadaje sobie pytania:

– czy moje dziecko będzie bezpieczne?
– czy będzie rozwijało się prawidłowo (tutaj zawiera się troska i o dietę, i o stymulacje rozwoju)
– czy będzie szczęśliwe? 

Pierwszy raz borykałam się z tymi pytaniami dokładnie rok temu, gdy moje dziecko rozpoczęło swoją przygodę przedszkolną w prywatnej placówce. Niewielki miałam wybór, więc cieszyłam się, że znalazłam miejsce, które cieszyło się dobrą opinią, wręcz było polecane. Na tamtą chwilę byłam szczęśliwa i przekonana, że lepiej trafić nie mogłam. Pomijając już kwestie finansowe, uważałam że mały jest pod doskonałą opieką. Przedszkole liczyło ok 30 dzieci, które podzielone były na dwie grupy -maluszki i dzieci starsze. Na każdą grupę przypadały dwie opiekunki – młode(!) i kreatywne dziewczyny. Posiłki dostarczane były przez firmę cateringową i podobno specjalnie komponowane pod potrzeby dzieci. Placówka zadbała również by dzieci przeszły wszystkie możliwe badania (odpłatnie oczywiście). Przedszkole należało do kategorii „twórczych”, więc dzieci skupione były głównie na produkowaniu niewyobrażalnej dla mnie teraz ilości prac (rysunków, wyklejanek, wycinanek itp.). Żal mi było wypisywać stamtąd dziecka. Bardzo.

Mój negatywny osąd państwowego przedszkola sprowokowały osoby trzecie: dyrektorka prywatnej placówki, przedszkolanki, rodzice i tych dzieci, które pozostawały w przedszkolu (nigdzie nie ma lepiej) i dzieci z państwowego (choroby, choroby, choroby).

Minęło pół roku i co się okazało?

1. Rygor i dyscyplina
To co raziło mnie na samym początku, czyli ten dystans w stosunku do rodziców, ilość zasad, kilkunastostronicowy regulamin itp. to podstawa by placówka funkcjonowała prawidłowo. 150 -200 dzieci. Raz tyle rodziców. Cztery razy tyle dziadków, opiekunów razem wziętych. Zdarzyło mi się odebrać dziecko w okolicach godziny 15:00 tłum taki, że można się zgubić. Nie dziwią już mnie listy, kropki, wpisywane co do sekundy godziny, dokładne sprawdzanie kto odbiera dziecko. Mogę nawet powiedzieć, że te wszystkie formalności dają mi poczucie bezpieczeństwa. Mi – rodzicowi.

2. Opiekunki
Wychowawca i osoba do pomocy. W grupie 25 dzieci. Ład, porządek, dyscyplina… Podstawa programowa wykonana z nawiązką. Dzieci robią postępy (nie tylko mój), coraz lepiej rysują, coraz więcej wiedzą. Wychowawca ma na oku każde dziecko. Z zamkniętymi oczami mówi, które dziecko zjadło w danym dniu obiad, co które lubi, z czym ma problemy i zwraca na nie uwagę, często podpowiadając co można w temacie zrobić.

(w prywatnym tylko głaskali mnie po głowie: wszystko było dobrze, Mati zjadł, Mati był grzeczny, Mati nie płakał – choć nie zawsze była to prawda)

3. Czystość
Przedszkole jest wyjątkowo czyste. Starannie sprzątane, pluszaki regularnie prane, zabawki myte. Szafki dzieci w idealnym stanie. Można zostawić rzeczy i nic nie ginie, nic się nie gubi. Każda rzecz ma swoje miejsce. Dzieci są czyste. Nie mówię o ubraniach, bo z tymi jest różnie, ale ręce i buzia zawsze jest umyta.

(w prywatnym rzeczy nam się „gubiły”. Nie doliczę się już ile par skarpetek tam zostawiliśmy. Zdarzało się też, że dzieci jadły obiad czy podwieczorek na świeżym powietrzu. Super! Tylko, że jadły go brudnymi od ziemi i piasku rękoma)

4. Jadłospis
Chyba nic nie cieszy mnie bardziej niż jedzenie w tym przedszkolu. Świetnie zbilansowane, z dużą ilością ryb i warzyw. Pojawia się i szpinak, wątróbka, i ryba wędzona, kasze, soczewica, fasola, pieczywo razowe, makaron pełnoziarnisty w równych proporcjach co wyroby z mąki pszennej… a podwieczorek to nie słodki zapychacz. To kolejny posiłek w ciągu dnia. Nieco mniejszy. Kanapka. Sałatka owocowa. Rogal z dżemem niskosłodzonym… A herbata to też nie słodka breja, jaka kojarzy się z przedszkolem. Oczywiście słodka, ale smakuje jak herbata, wygląda jak herbata, i da się ją pić. Zwłaszcza, że często jest owocowa.

(w prywatnym catering serwował makaron z serem i cukrem, drożdżówki, jogurty, krakersy i paluszki. Dużo tego było. Zwróciłam raz uwagę, to zostałam bardzo grzecznie, z ogromnym uśmiechem poinformowana, że oczywiście mogę przywozić własne obiadki, ale nikt nie da mi gwarancji, że dziecko nie będzie jadło tego co inne dzieci. Hmm… pewnie, że będzie jadło – kubki z paluszkami na stolikach rozstawione były przez cały dzień. Dzieci sięgały po takie przekąski, kiedy tylko miały ochotę)

5. Integracja i rozwój społeczny
Mówili mi, że Mati to typ samotnika, który lepiej bawi się sam niż w grupie. Którego ciężko zaangażować w grupowe zadania, w zespołową pracę. Teraz widzę, że to nieudolność opiekunek sprawiła, że moje dziecko zaczęło się izolować. Bo co innego pierwsze kilka tygodni w przedszkolu, które często są adaptacyjne, ale gdy sytuacja nie zmienia się przez kolejne miesiące to jest to sygnał, że coś nie gra.

W nowym przedszkolu Mati nie miał żadnego problemu z przystosowaniem się. Pomimo problemów w komunikowaniu szybko odnalazł się w nowej, większej grupie. Kolegów wymienia z imienia i nazwiska (z poprzedniego przedszkola nie potrafi wymienić nikogo), angażuje się w zabawy, zadania, coraz chętniej występuje w przedstawieniach (choć nie daje się przebrać). W niedzielę rano otwiera oczy i pyta czy już jest poniedziałek bo chce do przedszkola.” Nie? Po co jest ta niedziela?”.

Wnioski?
Prywatne nie znaczy lepsze. Niestety wydawane przez rodziców, ciężko zarobione pieniądze często zniekształcają obraz. Panuje powszechne przekonanie, że skoro płacę to mi się należy coś ekstra. Prywatne przedszkola wyrastają jak grzyby po deszczu. Często funkcjonują przez dwa, trzy lata i są zamykane. Otwierają je osoby, które mają właśnie taki pomysł na biznes. Niekoniecznie związani z oświatą czy pedagogiką w ogóle. Zatrudniają personel, ale oczywiście rzadko kiedy są to wykwalifikowane osoby z dużym doświadczeniem, bo takie często są drogie. Zatrudnia się młode dziewczyny, które ledwo skończyły studia i szukają swojej pierwszej pracy (wiek opiekunek w przedszkolu do którego uczęszczało moje dziecko nie przekraczał 35 lat).

Przedszkola państwowe istnieją „od zawsze”. A przynajmniej takie jest pierwsze wrażenie, bo często funkcjonują kilkanaście, czasem 20, 30 lat lub więcej. I nie pracują tam tylko przedszkolanki  w wieku przedemerytalnym. Dużo jest młodych osób, które wnoszą świeże spojrzenie na pracę z dziećmi. To w tych przedszkolach tradycja łączy się z nowością. Doświadczenie z eksperymentem. Jednak to co jest ważne: przedszkola publiczne podlegają nadzorowi kuratorium oświaty. W razie jakichkolwiek problemów są instytucje do których można się zwrócić. Przedszkola prywatne to małe firmy działające na zasadzie: klient – usługodawca. Tyle.

Oczywiście wśród przedszkoli prywatnych jest wiele „perełek edukacyjnych” tak samo jak w wielu  państwowych zdarzają się nieprawidłowości. Najważniejszym jednak zadaniem dla rodzica, nie dać się zmanipulować. Przez żadną ze stron. Nie ufać temu, że wydane na placówkę pieniądze dają gwarancję bezpieczeństwa i właściwego rozwoju dzieci. To nie od tego zależy. I nie dać sobie w mówić, że w państwowym nikt o dziecko troszczyć się nie będzie.

6 miesięcy w prywatnym, 6 miesięcy w państwowym… Nie mam żadnych wątpliwości, że mojemu dziecku jest lepiej w starych, zbiurokratyzowanych murach…

1 komentarz

  1. Anja M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *