HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

wtorek

28

Lipiec 2015

4

komentarzy

Slow / Active

Napisała: , w kategorii: styl życia

Jeszcze niedawno zastanawiałam się jak to jest „nic nie musieć”, nigdzie się nie spieszyć, nie martwić się, żyć bez internetu. Pędziłam przed siebie na złamanie karku. Szkolenia, treningi, praca, treningi, przedszkole, treningi z podopiecznymi, zawsze online. A wystarczyło tak niewiele… uświadomienie sobie, że Twoje dziecko nie ma zorganizowanego przedszkola na cały miesiąc…

Najpierw przychodzi strach. Jak ja sobie poradzę z tym wszystkim? Jak ogarnę wszystkie moje aktywności, o pracy nie wspominając? Opiekunka? Prywatne przedszkole… znowu?

Potem jest zimny prysznic przynoszący otrzeźwienie. Zaraz… nie jestem niczyim niewolnikiem. Nie jestem też niewolnikiem swoich pasji. Jest potrzeba – trzeba jej sprostać. W dni, w które musiałam wywiązywać się z obowiązków, z Małym zostawali dziadkowie, ale to raptem kilka dni w skali miesiąca. Resztę pozostawiłam w zawieszeniu.

Na końcu przyszła radość! Powróciłam do czasów, kiedy mogłam przebywać z Matim 24h/dobę. I przypomniałam sobie, że czasem jest ciężko… bo dziecko wymaga nieustannej uwagi, ale to nic. Przecież za kilka tygodni znów będę go mieć na kilka godzin dziennie, nim zaśnie.

Tym „losowym” sposobem zorganizowałam sobie miesięczny urlop. Taki prawdziwy! Bez ciśnienia, bez wyrzutów sumienia. Wyłączyłam komputer. Jedyny kontakt ze światem dostarczał mi telefon komórkowy. Ale to tylko do sprawdzania przychodzących wiadomości i odsyłania krótkich informacji „Jestem na urlopie. Zajmę się tym jak wrócę”. Jedynie na Insta pozostałam niewzruszenie. Bardzo lubię ten rodzaj kontaktu obrazkowego, i już. To dla mnie forma zabawy, a nie zobowiązanie.

Treningi? Na początku lipca miałam strach w oczach – jak ja sobie poradzę bez nich? Na całe szczęście nie musiałam się przekonywać. Gdy się chce można zorganizować się w każdych warunkach. Może mniej intensywnie, ale za to bardziej ambitnie… Bieganie w ponad 30 stopniach to dla mnie naprawdę wielkie wyzwanie. Już wolę deszcz i śnieg. Moje dziewczyny też w większości na urlopach, więc było łatwiej. Kończyłam też kolejny plan siłowy i przyszła pora na REST. Wszystko się zgrało idealnie.

Udało mi się też wyjechać na wakacje – można powiedzieć, że całkiem spontanicznie. Szybka decyzja, krótkie działanie i znalazłam się w Jastrzębiej Górze, choć jeszcze rok temu zarzekałam się, że nie pojadę już na północ Polski „za żadne skarby”.

To była dobra decyzja. Świetna miejscówka. Nie wiem jak ja to robię ale ze wszystkich możliwych do wyboru miejsc trafiam idealnie:
– 600m do morza
– 1,5 km do centrum
– plaża piaszczysta i wyludniona
– 10min. spacerkiem latarnia Rozewie
– 70m dobrze zaopatrzony i nie drogi sklep spożywczy
– pogoda słoneczna i ciepła ok 25 stopni
– woda w Bałtyku cieplutka!

 

Cóż za ulga, że nie trafiłam do centrum, ani do sąsiadującego Władysławowa. Wtedy chyba bym się zapłakała. Jak to jest, że nadmorskie kurorty zamieniły się w chińskie centra handlowe? Były miejsca, gdzie kolorowy plastik zasłaniał widok na morze. Nie potrafię odpoczywać w tłumie i w plastiku, zwłaszcza, gdy trzymam dziecko za rękę… Czterolatka, który na widok tej świecącej i grającej tandety niemal nie oszalał: „chcę! chcę! chcę!”.

Jak to dobrze, że w miejscu, w którym wypoczywałam stacjonował obóz Karate, był park dla osób uprawiających Nordic Walking, było aż gęsto od biegaczy. W dzień, w nocy – byli wszędzie. Biegali pod moim oknem, na plaży. Rundka na Rozewie stała się niemal rytualna. I jak tu nie biegać w takich warunkach? Poziom motywacji sięgał zenitu.

Wypoczęłam. Naładowałam się.
Odcięta od „świata” miałam okazję ułożyć od nowa hierarchię wartości i ważności spraw. Choć i tak dużo zmieniło się w moim życiu wiem, że to nie wszystko na co mnie stać.

Czas iść dalej.

4 komentarze

    • Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *