HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

wtorek

22

Wrzesień 2015

6

komentarzy

Kontuzja. I co dalej?

Napisała: , w kategorii: bieganie

Wrzesień nie był dla mnie łaskawy. To miał być najważniejszy miesiąc w tym roku, z punktem kulminacyjnym 4 października. Miał być miesiącem ciężkiej pracy, długich wybiegań, poprawy wyników… Pełnego skupienia. I wykonanie planu jakby się zgadza, tylko długich wybiegań brak…

Wszystko przez kontuzję. Chociaż nie. Wszystko przeze mnie. Kontuzja to tylko efekt mojej lekkomyślności. Podchodzę z szacunkiem i pokorą do każdej, nawet najmniejszej aktywności fizycznej. Rozgrzewki przed treningowe, rozciągania po treningowe, treningi ustawione pod aktualny stan zdrowia i możliwości. Tylko gdzieś już zacierają mi się w głowie granice pojęcia w jakich mieści się „aktywność fizyczna”. Aktywność = sport. Zapomniałam, że ciężka, fizyczna praca to najbardziej naturalna dla człowieka AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA właśnie.

Przekopałam sobie działkę łopatą (i siekierą!). Zajęło mi to ok 4 godzin. Bez przygotowania, bez odpowiedniego obuwia (w sportowych Pumach), bez rozgrzewki, bez przerwy na odpoczynek. Oczywiście bez posiłku, z kilkoma łykami wody gdzieś w biegu. Podekscytowana nowym nabytkiem (i nowym hobby), chciałam zrobić jak najwięcej, jak najszybciej…

Zapomniałam, że może i jestem silna, może i łopata, grabie, siekierka, maczeta… to narzędzia, które nie są mi obce, ale zupełnie nie jestem przygotowana do tego typu pracy. Moje ciało zastrajkowało. Następnego dnia nie mogłam chodzić. Zupełnie.

Pierwszy tydzień – wyjęty z życiorysu. Przestałam mieć ochotę na cokolwiek. Kompletnie się załamałam. Omijałam jak tylko mogłam wpisy w necie o biegach, relacje w TV z wydarzeń sportowych… wyłączyłam się, by tkwić w tym swoim bólu.

Potem odkryłam „bengaya” i pojawiło się światełko w tunelu. Przestawało boleć, to i czarne myśli zaczęły się  rozwiewać. Wróciłam do planu.

1. Ciężka praca – codzienna walka, by przebiec choć kilometr, potem kolejny… byle jak, byle wolno, byle biec w ogóle…
2. Poprawa wyników – międzyczasy? życiówki? Zapomniałam. Teraz zaczynam od zera. Poprawiam się z treningu na trening. Nie pamiętam co było przed kontuzją. Teraz liczy się wszystko od nowa.
3. Pełne skupienie – wciąż na jednym celu – półmaraton 4 października
4. Długie wybiegania – długie? wybiegania? Tak… biegłam długo. Raz. 60 minut. Myślałam, że umrę!

Po drodze przyplątało mi się jeszcze przeziębienie. Więc dziś – 1,5 tygodnia przed STARTEM – staję do treningu z mega katarem, osłabiona gorączką, z niedoleczoną kontuzją (wciąż mnie boli) i wielką motywacją.

4 października mam plan stanąć na Starcie Silesia Marathon i zrobić wszystko by dotrzeć do Mety.

Projekt 21 dobiega końca.

6 komentarzy

  1. Asia eSz-Pe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *