HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

środa

30

Grudzień 2015

2

komentarzy

Jedno się kończy, drugie się zaczyna.

Napisała: , w kategorii: styl życia

To jest ostatni wpis w tym roku. Przyznaję, że nie byłam zbyt regularna w tym moim blogowaniu. Chociaż… listę tematów, o których chcę napisać uzupełniałam regularnie, a te zbyt szybko traciły na aktualności, bądź uciekały mi z głowy kolejne wątki. Zapisuj! Dyktuj! Karciłam się w myślach… cóż. Trochę trudno się organizować, gdy moje życie nagle się rozpędziło i pognało gdzieś hen… w las!

To był ciekawy rok, pełen wyzwań, wzlotów, upadków, motywacji i doświadczeń. O ile 2014 był rokiem Treningu Siłowego, to w 2015 postawiłam na Bieganie. To wcale nie było proste. Zawsze miałam kompleksy na tym punkcie… może zbyt często w młodości słyszałam, że nie mam warunków do biegania. A może to po prostu wymówka, by nie wychylać się, a pozostać w bezpiecznych granicach pięciu kilometrów. 1 stycznia postanowiłam jednak przekroczyć własne granice, co mogliście śledzić i na łamach tego bloga, i na Instagramie. Okazało się, że wszystko jest możliwe, a ja wcale nie jestem taka kiepska jak myślałam. Trzymając się zasady „trening czyni mistrza”, trenowałam. W śniegu, mrozie, deszczu, morderczych upałach, czy miałam na to ochotę czy nie. Klapki na oczy, buty na nogi i biegiem do celu. W ten sposób odhaczałam kolejne marzenia i myślę ze wzruszeniem o tych dwóch, ciężkich dla mnie biegach.

Praca trenera personalnego, przyniosłam mi w tym roku wiele stresu i radości. Myślę, że ciężko brać odpowiedzialność za czyjeś marzenia. Nie mogę planów zrealizować za dziewczyny, które ze mną pracują, mogę jedynie je wspierać i im pomagać w tej drodze. Chciałabym, by wszystko było proste ale „trening czyni mistrza” jak już wspomniałam i wpajanie tego moim podopiecznym to główne zadanie. Samo się nic nie zrobi. Bez nich się nic nie zrobi. Ja za nie nic nie zrobię. Za to, gdy widzę walkę, widzę efekty, nawet gdy one tego jeszcze nie dostrzegają… pękam z dumy. To jest taka radość, którą ciężko zrozumieć i ciężko opisać. Cieszyć się czyimiś sukcesami, nawet tymi najmniejszymi, to ogromne szczęście. Oby tych w przyszłym roku było jak najwięcej.

Chyba w tym roku pierwszy raz w życiu osiągnęłam stan „bez kompleksów”. Patrzę w lustro i nie widzę swoich fragmentów: rozciągniętego ciążą pępka, mocnych ud, czy szerokich bioder… Widzę siebie. Silną. Zdeterminowaną. Szczęśliwą. Z nogami, które potrafią daleko biegać, z silnym brzuchem, który mnie chroni (core), z ramionami, które potrafią dźwigać, z głową, którą staram się mieć na karku niezależnie od sytuacji. Myślę, że to właśnie dało mi bieganie. Oczyściło głowę z trucizn i zdystansowało do ciała. Bo jakże mogłabym się do niego przywiązać, skoro pozostaje w ciągłym rozchwianiu. Mięśnie, które zbuduję na siłowni spalę na treningu biegowym. Przez pół roku zjadam 3000 kcal, drugie pół 1700. A waga stoi w miejscu: 54 kg (chociaż zliczyłam jeden wzrost po półmaratonie  do 56kg, potem stabilizacja i w grudniu spadek do 52,5 kg, ale po świętach… stabilizacja 😉 ).

To już końcówka. Nie ma co przywiązywać się do tego co było. Trzeba zmierzyć się z kolejnym rokiem. Jaki będzie 2016? Dla mnie na pewno trudny. Trudny w sensie pozytywnym (o ile słowo „trudny” może nosić pozytywny sens). Na pewno będzie wyzwaniem.

2016 będzie rokiem Jogi.

To już pewne. Wszelkie płatności dokonane, szkoła wybrana. Kształcenie zacznę rozgrzewką na Instruktora Pilatesu, by później wsiąść na wysokiego konia i z niego nie spaść. Instruktor Jogi to moje marzenie od zawsze. Czas się z nim zmierzyć, choć przez ostatnie miesiące (nawet rok), gdzieś jogę spychałam. Teraz wracam… i czuję, jakie mam braki w przygotowaniu ciała… Ale to nic „trening czyni mistrza”.

Podejmuję więc wyzwanie na nowy rok: skoncentrować się na jodze, nie pomijając treningu siłowego i biegania. To będzie trudne, ale nie nieosiągalne.

Namaste 🙂

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *