HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

piątek

19

Luty 2016

1

komentarzy

Strefa komfortu

Napisała: , w kategorii: dieta, styl życia, trening

Własnie ogarnęłam swoją skrzynkę mailową i widzę jak wraz z kolejnym tygodniem maleje motywacja do ćwiczeń osób, które mi tę skrzynkę zapchały tuż po Nowym Roku. Lubię początek roku za nowe perspektywy. Zasypiasz 31 grudnia, budzisz się 1 stycznia z przekonaniem „teraz wszystko będzie inaczej, będzie lepiej”. Przez jedną noc dzieje się to, do czego nie można się zmusić przez cały rok – zmiana sposobu myślenia o sobie i swojej przyszłości. Początek roku zawsze jest magiczny. Zaczynamy wierzyć w siebie, chcemy naprawiać wszystko co wokół kuleje. Formułujemy wciąż nowe postanowienia:
– pozbędę się nadwagi
– rzucę papierosy
– nie będę jadła słodyczy
– będę więcej się ruszać
– będę dbać o siebie
– nauczę się hiszpańskiego
– zmienię pracę
– wyjdę za mąż…

…te życzenia wiodą prym wśród noworocznych postanowień. Siłownie pękają w szwach. Telewizyjne bloki reklamowe zapchane są środkami odchudzającymi czy wspomagającymi rzucanie palenia. Dietetycy zbierają żniwa… Moja skrzynka mailowa się zapycha. Z jednej strony bardzo mnie to cieszy, ale gdy otwieram kolejną wiadomość rozpoczynającą się od „Jak co roku obiecałam sobie, że schudnę”… to jest mi smutno. Po prostu. Okazuje się bowiem, że postanowienia noworoczne często pozostają jedynie zwerbalizowanym życzeniem. Zapał do zmian znika z każdym kolejnym tygodniem, czego właśnie doświadczam i co mnie bardzo smuci. Dzieje się tak głównie dlatego, że nie potrafimy wyjść ze swojej strefy komfortu. Przyzwyczailiśmy się pewnego trybu życia. Do swojego wizerunku. Do tego jak odbierają nas inni. Czujemy się bezpiecznie, bo znamy siebie. Zmiany wywołują chaos i potrzeba trochę czasu, by ten chaos ujarzmić i zbudować z niego swoją nową przyszłość.

Żeby trenować, musisz wstać z kanapy. Logiczne i banalne. Nie ważne czy ćwiczysz na swojej domowej podłodze z trenerkami z You Tube, czy kupiłaś karnet na siłownię lub basen, czy też postanowiłaś biegać. Musisz wstać z kanapy. Założyć buty i wyjść z domu. Może zmrozi Ci policzki, zasypie śniegiem lub zleje Cię deszcz. Może przegapisz swój ulubiony serial. Najważniejsze jest podjęcie decyzji… Serial nie wzbogaci Twojego życia, ani śledzenie znajomych na fb tego nie zrobi. Przebiegnij jednak swój pierwszy kilometr. Zrób pierwszy zestaw ćwiczeń, a zobaczysz jak wspaniale się poczujesz. Potem zrób kolejny… i jeszcze jeden… i tak przez kolejne miesiące. Gwarantuję! Zmieni się Twoja strefa komfortu. Będzie Ci źle gdy nie będziesz mogła zrobić swojego ulubionego treningu. Kanapa zacznie parzyć Cię w tyłek.

Trochę gorzej sprawa wygląda z dietą i zdrowym żywieniem. Tutaj łatwiej popełnić błąd, który odbić się może na zdrowiu. Wiele osób, które do mnie trafiają odchudza się na własną rękę, posiadając wybiórcze informacje na ten temat zaczerpnięte z internetu. Dążąc do szybkich efektów, głodują (dieta 1000 kcal wciąż króluje!!! o Zgrozo!!!), bądź jedzą bardzo monotonnie (ryż + brokuł + kurczak „bo to jest fit”). Efektem takiego żywienia jest złe samopoczucie. Nie dziwi mnie więc strach przed słowem „dieta” czy „zdrowe żywienie”. Niestety cały fitnessowy ruch oraz nieudolni dietetycy nadali tym pojęciom niewłaściwe znaczenie. Doszło do paradoksalnej sytuacji, ze w XXI wieku, w czasach gdy dostęp mamy do wszystkiego nie potrafimy jeść i gotować. Łatwiej sięgnąć po danie instant niż obrać ziemniaka i go ugotować. Zapewniam Was, że to nie jest kwestia czasu… to kwestia wyboru. Wyjścia ze strefy komfortu. Dieta jest kluczowa w procesie odchudzania. Zwłaszcza w przypadkach patologicznych (duża nadwaga) musi być właściwie opracowana. Ale wierz mi, wystarczy się postarać, zdać sobie sprawę, że to Ty jesteś najważniejsza i należy Ci się wszystko co najlepsze, by zacząć dobre zmiany w swoim życiu. Nie zadowalaj się więc bylejakością!

Tak naprawdę z dietą jest jak z kobietą. Łatwa i sztuczna jest nic nie warta.

Strefa komfortu – jeśli z niej nie wyjdziesz nie zrobisz kroku naprzód. Pewnie zaliczysz wiele wzlotów i upadków. Utracisz wiarę w sens tego co robisz, ale jeśli powstaniesz, będziesz silniejsza.

Olej wszystkie swoje kompleksy i zrób porządny trening. Za każdym razem, kiedy pomyślisz o sobie źle, jeśli w siebie zwątpisz – zrób trening. Niech będzie Twoją terapią. Nie patrz na innych, patrz jedynie w swoją stronę. Staraj się codziennie robić krok do przodu, bo tylko wtedy osiągniesz cel.

Piszę ten tekst, do osób, które zagubiły się w swojej fitnessowej przygodzie. Do osób, którym przestało się chcieć. Ale piszę ten tekst również dla siebie. Może momentami myślę, że punkt w którym się znalazłam jest docelowy. Rozgościłam się w swojej strefie komfortu, w swoim życiu. Przecież mam to czego zawsze chciałam. Mogłabym już odpocząć… ale wiem, że mogę więcej. I nie ważne ile czasu jeszcze upłynie, ile pieniędzy mnie to będzie kosztowało trzeba zrobić nie krok, ale skok. I to od razu na głęboką wodę.

The Big Jump!

…i dopiero wtedy będę „na swoim”.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *