HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

czwartek

31

Marzec 2016

4

komentarzy

Trenuję i piję wino.

Napisała: , w kategorii: styl życia, trening

Tak, piję wino. Po prostu. Przyznaję się do tego i nie udaję, że jest inaczej. W środowisku trenerów, sportowców, fit-freaków picie alkoholu jest piętnowane i bardzo dobrze, że tak jest. Niestety sport i alkohol to niezbyt udana para. Zresztą procenty nie łączą się w sposób pozytywny i skuteczny z żadną inną strefą życia. Jednak prawda wygląda trochę inaczej:

Prawda nr 1:
– wiele osób regularnie uprawiających sport sięga po alkohol – biegaczy, amatorów sportów siłowych, sztuk walki, fitnessowych zapaleńców itp.

Prawda nr 2:
– wielu trenerów i osób zawodowo uprawiających sport sięga po alkohol.

Niestety spożywanie alkoholu  przekłada się na jakość treningów, spadek formy, o aspektach zdrowotnych nie wspominając. Często przechodząc na dietę, czy po prostu rozpoczynając swoją „zdrową” przygodę, w rozpisce żywieniowej jeden z punktów brzmi:

Ogranicz lub całkowicie wyeliminuj alkohol z diety!

W pierwszym skojarzeniu przytakujesz – oczywiste! Od Alkoholu się tyje!
Prawda!
A dokładniej wpływa on na zaburzenia metabolizmu tkanki tłuszczowej. Energia jest czerpana przez organizm z rozkładania alkoholu, a nie z zasobów tłuszczowych, stąd też  nadmierne odkładanie się tkanki tłuszczowej przy spożywaniu alkoholu.

Pamiętaj, że nie osiągniesz zamierzonych wyników, zapijając trening piwem czy winem. Możesz też zrobić kilka kroków w tył i nabierać kilogramów pomimo zwiększonej aktywności. Czyli osiągnąć efekt odwrotny do zamierzonego.

Alkohol nie tylko odkłada się w „boczkach” ale też szybko i mocno odwadnia organizm. Za odpowiednią gospodarkę wodną w organizmie (utrzymanie właściwego poziomu wody) odpowiedzialny jest hormon antydiuretyczny. Zahamowanie produkcji tego hormonu skutkuje  ubytkiem wody. Nawet 1% odwodnienie organizmu może zmniejszyć twoje zdolności wysiłkowe o 10%, a po silnym odwodnieniu organizm potrzebuje nawet do 5 dni, by całkowicie dojść do równowagi wodno-elektrolitowej.

Chcesz iść na siłownię po zakrapianej imprezie? To nie jest najlepszy pomysł! Alkohol wpływa negatywnie na zdolności motoryczne organizmu. Zaburzona jest koordynacja wzrokowo-ruchowa. Obniżona koncentracja i zdolności analityczne. Dźwigając ciężary możesz zrobić sobie krzywdę.

A co z piwem, tak cudownie gaszącym pragnienie po zakończonym biegu? Wtedy musisz liczyć się z tym, że twoja regeneracja będzie trwała dłużej. A na kolejnych treningach twoja wydolność mocno spadnie. Również sen może być zaburzony, co dodatkowo wpływa niekorzystnie na procesy regeneracyjne.

Ciężko po alkoholu zrobić jakiekolwiek postępy. A jeśli już zaliczysz jakiś pozytywny wynik nie eliminując alkoholu z diety, to pomyśl tylko jak daleko możesz dojść przestając się truć i pozwalając swojemu organizmowi funkcjonować w niezaburzonym rytmie.

Często po takim wywodzie zadawane jest mi pytanie czy JA piję alkohol?
Tak.
Piję.
Raz w tygodniu (przeważnie jest to piątek lub sobota) wypijam 2-3 kieliszki wytrawnego czerwonego wina.
Dlaczego?
By nie zwariować od tego całego „clean eating”.

By trochę zaszumiało w głowie, a że piję niewiele, więc niewiele mi trzeba.

Piję tylko wino, bo dobrze je trawię. Po innych (nawet po piwie) bywam strasznie struta, więc wyeliminowałam zupełnie.
Lubię.

Jest jedno ale:

Zawsze staram się maksymalnie nawodnić swój organizm: wino piję w towarzystwie wody (1 kieliszek wina, 1 szklanka wody), a o poranku wypijam cały dzbanek (ok 1,3l) izotoniku własnej roboty.  Potem dopiero śniadanie i kubek zaparzonego czystka, czy zielonej herbaty.

Nie piję w pozostałe 6 dni tygodnia.

Nie pochwalam i nie namawiam do picia.

Jednak nie będę  udawać, że w fit środowisku nie ma alkoholu. Jest. Był i będzie.

Ale tam gdzie alkohol, niech będzie też zdrowy rozsądek.

4 komentarze

  1. Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *