HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

środa

25

Maj 2016

4

komentarzy

Biegający pięciolatek

Napisała: , w kategorii: bieganie, dziecko

Maj to najbardziej intensywny miesiąc do tej pory. Nie mam tu na myśli samych treningów, ale ilości zdarzeń do ogarnięcia. Imprez, wycieczek, szkoleń, spotkań… ale jest jedna której za żadne skarby nie chciało przeoczyć moje dziecko: Bieganie!

Pierwszy raz w akcji C(m)ała Polska Biega braliśmy udział w zeszłym roku (<<link do relacji>>), i choć miałam spore obawy to okazało się finalnie, że to świetna impreza jest, a dzieci z dystansem 2km radzą sobie bardzo dobrze… emocjonalnie przynajmniej ;). Nie miałam więc oporów by zapisać nas (mnie i Matiego) na tegoroczną edycję, choć dystans dla dzieci został zwiększony do 3km a dla rodziców do 6km. Był tylko jeden mały problem. Tego samego dnia Mati miał całodniową wycieczkę z przedszkola.

Szkoda – pomyślałam, bo intuicyjnie czułam, że nasze wspólne bieganie może stanąć pod znakiem zapytania.

Start imprezy przewidziany był na godz. 17.00…

…tymczasem o 16.30 dzieci wciąż nie wróciły z wycieczki.

Trudno – pobiegniemy za rok – ale tak naprawdę było mi żal. Nie dlatego, że ja chciałam pobiec z nim. Widziałam, że on na to czeka.

16.40 podjeżdża autokar wycieczkowy.
Z autokaru wychodzą zmęczone i rozespane pięciolatki.
Mati słania się na nogach. Przytulam go mocno. Biorę za rękę i prowadzę do domu…

16.45
– Mamo! Jestem głodny!
Wyciągam z plecaka wycieczkową bułkę z serem żółtym i mu podaję. Nim docieramy do domu bułka zostaje pochłonięta w całości. A wraz z nią zostaje wessana jakaś kosmiczna energia. Nie przestaje mnie zaskakiwać fakt tak szybkiej dziecięcej regeneracji.
– To co Mati? Nie pobiegamy chyba dzisiaj… – stwierdzam zaczepnie
– Biegamy! – zrywa się na równe nogi, choć jeszcze 5 minut wcześniej spał na stojąco

16.50
Mały w dresiku. Ja w leginsach wybiegamy z klatki. Zapisy na bieg tylko do 16.55
Biegniemy na miejsce zbiórki. Na szczęście mamy blisko.
Niezła rozgrzewka…

16.55
Jesteśmy na miejscu i odbieramy numery startowe. Trasa jak zwykle biegnie przez las, który tak dobrze znam ze swoich treningów. Uczestników niewielu. Pewnie przez wycieczkę wiele osób zrezygnowało. Mati rozgląda się po polanie i chce wracać, gdy nie dostrzega żadnego kolegi.

17.00
Na ostatnią chwilę dobiegają kolejni uczestnicy w tym kolega z grupy. Zainteresowanie dzieci startem – zerowe. Lepsze kamienie.
– Halo chłopcy! Ustawiamy się! Zaraz startujemy!
– zaraz!!! – krzyczą oboje

WP_20160520_16_58_01_Pro

17.05
Wszyscy czekają aż to „zaraz” się skończy i będziemy mogli już ruszyć. Jeszcze tylko rozgrzewka… albo coś co ma ją przypominać i START
17.13
Pokonaliśmy pierwsze 100 metrów
– Mamo! Nie mam energii! Zobacz – spuszcza głowę na klatkę piersiową, ramiona wiszą swobodnie, ostentacyjnie powłóczy nogami – Widzisz?
– Tak. Dam Ci magiczny Napój Siły. To doda ci energii – i z plecaka wyciągam wodę.

Biegniemy. Po kolejnych 200 metrach:
– Nie cierpię zawodów. Wcale nie lubię biegać. Bolą mnie nóżki! Mamo weź mnie na ręce!
– ???
Zatrzymujemy się.
– wiesz, wcale nie musimy biec. Możemy sobie zrobić spacerek, ale nosić cię nie będę.
– czemu?
– bo jesteś za duży, a ja za mądra!
– chcę do domu!
Mija nas kolega z mamą.
– o Dominik to musi mieć dużo energii! Widzisz!
– Ja też mam! Zobacz!
– ???
Strzała. Mati goni kolegę zostawiając mnie daleko z tyłu. Odwraca się. Szacuje odległość. Zatrzymuje się.
– znów jestem wyczerpany!
Idziemy.

WP_20160520_17_23_56_Pro

Za zakrętem na polanie spotykamy stado dzików.
– Mati! Musisz szybko naładować baterie i biegniemy! Zatrzymamy się dopiero gdy ja powiem, że można!
– czemu?
– Bo cię dziki pogonią!
Mati łapie mnie za rękę i biegniemy ile mamy sił. Dziki ani drgną, ale lepiej im się stracić z oczu.

dziki

Za zakrętem spacer. Po raz kolejny mija nas Dominik.
Mati ledwo widzi jego plecy i zrywa się do biegu. Nie rozgląda się nawet czy biegnę za nim.
Resztę trasy chłopcy robią wyścigi. Wyprzedzają się nawzajem, zupełnie zapominając o zmęczeniu i nienawiści do biegania.
– fajnie mamo? Widziałaś jakie mam przyśpieszenie?
– no pewnie!

Las zaczyna się przerzedzać.
– Mati. Meta już blisko
– Jak blisko?
– jeszcze dwa zakręty
– to bie -gnie-my! – krzyczy
Nie rozgląda się już za Dominikiem. Mijamy inne dzieci, w tym przemierzającą trasę spacerkiem  3-letnią dziewczynkę.
– Pobiegniemy razem? – pyta Mati
– taaak
– to daj mi rękę, ale będziemy biegli szybko. Masz tyle energii?
– nieee
I dziewczynka chwyta się kurczowo tatowych spodni.
Mati biegnie sam.

WP_20160520_17_19_21_Pro

Widać polanę. Wszyscy biją brawo. Mati wbiega na metę. Na jego szyi ląduje medal. Podbiegam do niego.
– I co? fajnie było?
– No. Ale to bieganie jest strasznie męczące. Zobacz. Znów nie mam energii – ręce zwisają wzdłuż ciała i pojawia się charakterystyczne dla braku energii powłóczenie nogami – Kupisz mi loda?
– Tak. Zasłużyłeś na niego
– a zaniesiesz mnie do domu?
– nie.
– szkoda.
WP_20160520_17_37_07_Pro
Nie pobiegłam swoich 6km. Nie miałam serca go dłużej trzymać na tym słońcu. Był autentycznie wyczerpany po tak intensywnym dniu.

Dystans 3km (niecałych) pokonaliśmy w 22 minuty. To całkiem niezły czas jak na pięciolatka.
Czy pokocha bieganie?
Nie wiem. Mam nadzieję.
Dowiedziałam się za to, że lubi rywalizować. Czerpie z tego prawdziwą przyjemność. Nie biegł po pierwsze miejsce. Wybrał sobie cel i konsekwentnie się go trzymał. A wyciągnięcie ręki tuż przed metą do młodszej koleżanki totalnie mnie rozwaliło.

Sponsorem dzisiejszego wpisu było słowo – klucz „ENERGIA”.
Jedno słowo które w stu procentach pasuje do mojego pięcioletniego biegacza 😉

4 komentarze

  1. Ada

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *