HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

poniedziałek

9

Maj 2016

2

komentarzy

Pokój na pięć

Napisała: , w kategorii: dziecko, styl życia

Nie miałam czasu zastanawiać się jak będzie wyglądał ten post. Nie pisałam od tygodnia. Lista tematów znów została zawieszona w próżni. Powód jeden i ten sam… brak czasu. Od komputera odciągnęły mnie skutecznie dwie najbardziej ukochane sprawy:
1. Egzamin instruktorski z jogi
2. Mój syn. Jego piąte urodziny. A raczej to co mu obiecałam na piąte urodziny:

WŁASNY POKÓJ!

Przez pięć lat mieszkał ze mną. Spał przy mnie. Żył ze mną na jednej przestrzeni. Aż nam obojgu zaczęło być trochę ciasno. Taka już kolej rzeczy, że przychodzi moment odcięcia pępowiny. Czasem następuje szybko. Dla mnie ostateczne odcięcie nastąpiło dopiero po 5 latach, wraz z przeniesieniem syna do innego – drugiego pokoju. Oboje byliśmy na to gotowi. Oboje zaciskaliśmy zęby w złości i wyrzucaliśmy z siebie „nie mogę się doczekać kiedy będziesz/będę w swoim pokoju”. Ja – gdy kolejnego ranka robiłam slalom do łazienki między jego resorakami. On – gdy zaczynałam mu zbierać te resoraki, bo przecież:
– nie widzisz mamo, że one stoją w korku!
– one stoją w korku już od trzech dni!
– bo to bardzo duży korek!
– widzę i bardzo mi przeszkadza!
– to musisz wezwać pomoc drogową
– ja jestem pomocą drogową
– nie możesz być pomocą drogową, bo jesteś ma-mą!!!

Osobny pokój dla niego (i jego zakorkowanych ulic) okazał się koniecznością, byśmy mogli w zgodzie funkcjonować.

– kiedy, kiedy, kiedy – padało pytanie
– na twoje piąte urodziny!

Obietnica została złożona. Czasu dużo. Pół roku. Dam radę. Zaraz po remoncie łazienki, mieliśmy zabierać się za kolejny remont. Nikt nie przypuszczał jednak, że remont naszej łazienki będzie trwał PÓŁ ROKU!!!

Pozostał tydzień do urodzin.
Piątych.
Tych wyczekanych. Tych samodzielnych.
Wraz z urodzinami miał się zacząć nowy etap w naszym życiu.

Nie było wyjścia. Całą majówkę spędziliśmy szpachlując ściany, gipsując, kładąc tapety. Na szczęście pogoda dopisała. Tzn. nie dopisała tym którzy grillowali. Dla nas była idealna, bo nie było mi aż tak bardzo żal, że Mati spędza ten czas w domu. Uczestnicząc w remoncie. Bardzo czynnie uczestnicząc, choć nie zawsze pomocnie.

Niech się uczy!

Ostatecznie ukończyliśmy remontować 3 maja. Dla mnie cała akcja zakończyła się dokładnie o 23:30, kiedy panowie już dawno spali. Ale ogarnęłam, choć nie do końca mogłam uwierzyć, że TO SIĘ DZIEJE! Że mój kochany syneczek będzie TAK DALEKO. Za ścianą.

Rośnie.
Zmienia się.
Zasłużył na to by mieć swój kawałek podłogi. Swój własny kąt.

I wiecie co? Ja też zasłużyłam na własny kąt. Na odzyskanie swojej przestrzeni. Na swoją osobistą STREFĘ ZEN, której nie będą zakłócały samochody, klocki lego czy kolekcja podwórkowych kamieni.

Mam cudownego pięcioletniego chłopca. Już „prawie dorosłego”. Niech jego nowa przestrzeń z nim współpracuje. Pomaga mu w rozwoju. W nauce i zabawie.

Mati się cieszy. Oboje wiemy, że tego potrzebował bardziej niż nowych zabawek…

Zwieńczeniem minionego ciężkiego tygodnia, było oczywiście Przyjęcie Urodzinowe. Nawet dwa… a trzecie przed nami, wszak piąte urodziny trzeba celebrować z rozmachem 🙂

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *