HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

środa

17

Sierpień 2016

6

komentarzy

Wakacje nad Bałtykiem – tak czy nie?

Napisała: , w kategorii: styl życia

Podjęłam decyzję, że wakacje w kilku kolejnych latach będę spędzała w Polsce. Trzymam się tego już od dziesięciu lat. Czasem wracam w jedno, ulubione miejsce, a czasem potrzebuję zmiany. Jest mi wszystko jedno, czy to są polskie góry, czy nadmorskie miejscowości. W planach mam zwiedzić nasz kraj wszerz i wzdłuż, a i tak pewnie nie zobaczę wszystkiego. Wyjątkowo ukochałam sobie nasze rodzime morze. Pewnie dlatego, że nie jestem typem „plażowicza” i strasznie męczę się spędzając całe dnie wylegując się na słońcu. Chyba słońce mnie męczy najbardziej, dlatego z rezerwą podchodzę do ofert zagranicznych kurortów. Na tym etapie życia to nie dla mnie. Wszystko czego potrzebuję znajduję nad Bałtykiem.

Ale od początku.
W Jastrzębiej Górze byłam już rok temu. Po piętnastoletniej przerwie znów zawitałam na bałtyckich plażach. O tych wakacjach trochę wspominałam w poście Slow/Active. Dziś chcę podsumować ten pobyt nad morzem w okolicach Jastrzębiej Góry, Władysławowa, Trójmiasta i Półwyspu Helskiego.

1. Pogoda
Każdy kto był choć raz nad Bałtykiem powie, że wszystko zależy od pogody. Czuję się wyjątkowo rozpieszczona, bo w te rozkapryszone, deszczowe lato pogoda dopisała. Na 7 dni pobytu tylko raz spadł deszcz. Temperatura ok 25 stopni, słońce, bez wiatru, bez zimnych prądów. Kto chciał się wygrzać początkiem sierpnia, ten miał ku temu okazję. Jak wspominałam ja za słońcem nie przepadam. Na pewno nie za wysoką temperaturą. Nie leżę całymi dniami na plaży. Chyba miałabym poczucie zmarnowanego czasu. Męczę się podczas biernego odpoczynku. Tyle chciałabym zobaczyć, doświadczyć, przeżyć, że życia mi nie starczy. Jastrzębią Górę odwiedziłam po raz drugi, a i tak nie zrealizowałam wszystkich planów.

2. Odpowiednia miejscówka
Pogoda to jedno, a odpowiednia miejscówka to drugie. Odkąd podróżuję z dzieckiem unikam tłoku, knajpianego zgiełku, centrum wszelkiego rodzaju, sklepów zwłaszcza tych „plastikowych”. Na miejsce odpoczynku wybieram ustronne kwatery (koniecznie z dostępem do kuchni – ale o tym za chwilę). W Jastrzębiej znów rozlokowaliśmy się tuż przy Rozewiu, 2 km od centrum miasta, z najbardziej stromym chyba zejściem na plażę (Rozewie 18). Uniknęliśmy tłumów, plaża praktycznie była do naszej dyspozycji. Bez parawanów, bez namiotu z alkoholem i chipsami. Mogliśmy odpocząć a Mati beztrosko kopać dziurę w piachu – cały czas w zasięgu wzroku.

3. Mobilność
Wybrałam też Jastrzębią, bo to doskonała baza wypadowa, dla tych co nie lubią siedzieć na plaży. W zeszłym roku zwiedziliśmy Hel od strony portu wraz z fokarium, Jastarnię, Sopot. W tym rozszerzyliśmy nasze zwiedzanie o Karwię, Rozewie (latarnię widzieliśmy już w zeszłym roku, ale dopiero w tym Mati mógł na nią wejść), Puck i Zatokę Pucką, Gdańsk i powtórnie Hel od strony plaży wraz z całym szlakiem militarnym. Nie byliśmy natomiast w Gdyni, czego bardzo żałuję, ale pogoda była tak cudna, że żal było nie siedzieć na plaży w ogóle. Nie wspominając już o okolicznych zamkach, klasztorach i muzeach.

4. Co warto zobaczyć / gdzie warto być
To informacja dla tych co wybierają się w te okolice (zwłaszcza po raz pierwszy) i nie wiedzą co warto zobaczyć, a na co strata czasu.

Hel:
Muzeum Obrony Wybrzeża – ma formę skansenu, w którym prezentowane są eksponaty militarne. Warto też zobaczyć Fortyfikacje Półwyspu Helskiego oraz bunkry, w których ekspozycja skupiona jest na uświadomieniu okrucieństwa II wojny światowej (nie dla dzieci i osób o słabych nerwach)
Fokarium – nie moja bajka, ale dzieciom się podoba
Latarnia Morska – nie zwiedziłam, bo szkoda mi było czasu na stanie w kilkugodzinnej kolejce, ale kto kolekcjonuje tan postoi pewnie
Port Rybacki i Muzeum Rybołówstwa – malowniczy port, ciekawe muzeum – można się wybrać jeśli ma się dzieci.
plaża na Helu – niby nic takiego, ale jak zobaczy się te wszystkie eksponaty wojenne, zje wojskową grochówkę serwowaną przez militarnie odzianych pracowników pseudo-wojskowej knajpy, przejdzie się deptakiem przy melodiach patriotycznych w tle, minie się wielkie działo skierowane w morze, usiądzie się w końcu na tym żwirowym piachu i spojrzy w niebo… to oko samo wypatruje niemieckich bombowców… Takie wrażenia robi ta plaża…

Jastarnia
Port Jachtowy i Port Rybacki – jak się jest mamą chłopca, to po prostu TRZEBA!
Latarnia Morska – najniższa i najmłodsza latarnia na Wybrzeżu, ale warto

Karwia
-głównie piękna, szeroka, piaszczysta plaża za którą rozciąga się malownicze pasmo wydm oraz sosnowy las. Tam jest pięknie!!!
Klasztor Cystersów – niedaleko Karwi – w Żarnowcu, ale to przecież „rzut beretem”. Dla miłośników starych murów punkt obowiązkowy.

Rozewie
Latarnia Morska – wspominałam już w zeszłym roku, że ta latarnia podoba mi się najbardziej, ale dopiero teraz zwiedziłam jej wnętrze. Z moim lękiem wysokości dotarłam zaledwie do połowy, choć chłopcy poszli na samą górę. To był błąd! Pokazać dziecku swoją słabą stronę. Poddać się bez walki. Teraz mi wypomina, a ja wiem, że następnym razem zagryzę wargi, zamknę oczy… i niech się dzieje co chce 😉

Puck
Molo i Punkt Widokowy – piękne, szerokie, drewniane, z licznymi ławeczkami i tarasami. Można podziwiać całą zatokę Pucką wraz z portem jachtowym i napić się najlepszego grzanego wina, jakie piłam kiedykolwiek.
Rynek z zabytkowymi kamienicami (trochę przypominał mi Pszczynę)
Groty Mechowskie – powstały w skutek wypłukiwania piasku, niestety jaskinie są niezbyt trwałe, dlatego turystom udostępnia się naprawdę krótką trasę, ale i tak warto!
Zamek w Rzucewie – to znów „rzut beretem” od Pucka, więc pasjonaci starych murów na pewno zawitają

Sopot
Byliśmy tam w zeszłym roku. Mati miał wtedy 4 lata i nie dałam rady zobaczyć wszystkiego na czym mi zależało, ale na pewno warto choć raz w życiu być w Sopocie i przejść się po:
– Sopockie Molo – można się trochę polansować, jak ktoś lubi – podobno tak robią gwiazdy 😉
– plażę ze słynnym Grand Hotel
Operę Leśną 
ulicę Bohaterów Monte Casino – przepiękny deptak zwany Monciakiem w otoczeniu XIX-wiecznych kamienic. Tylko Krzywy Domek jakoś mi nie pasuje, a to przecież największa atrakcja tej ulicy (podobno)
Tyle widziałam i tyle polecam (na razie)

Gdańsk
Chcieliśmy zacząć historycznie: Westerplatte, potem Stocznia Gdańska… ale przebudowa dróg (niestety ulice Gdańska są w remoncie i to w strategicznych miejscach) sprawiła, że zboczyliśmy z trasy i tylko Stocznię minęliśmy bokiem… ale Trzy Krzyże widziałam! Za to do centrum trafiliśmy niemal pod sam Jarmark Dominikański i od razu stres mniejszy (przynajmniej do czasu wyjazdu z miasta 😉 ).

Gdańsk jest NAJPIĘKNIEJSZYM POLSKIM MIASTEM jakie widziałam do tej pory. Zrobił na mnie ogromne wrażenie. Mimo tłumu turystów czułam się tam wspaniale. W Gdańsku trzeba zobaczyć wszystko! Po kolei! I jeszcze raz wrócić i cieszyć oko… i tak w kółko.

– Brama Wyżynna i Katownia
– Złota Brama
– Ulica Długa i Długi Targ wraz z Fontanną Neptuna
– Ulica Mariacka z Bazyliką Mariacką
– Długie Pobrzeże z Żurawiem

Tyle i wiele więcej na Starówce – na więcej nie było już czasu, ale i tak powtórzę raz jeszcze. Pięknie jest!

Gdynia – zabrakło na nią czasu, więc jest nadzieja, że jeszcze zawitamy w te strony.

5. Odradzam szczególnie
Władysławowo 
Chłapowo
Centrum Jastrzębiej Góry

Gdy dostałam informację, że centrum Jastrzębiej to same plastiki to nie wierzyłam. Jeszcze w ubiegłym sezonie tylko główny deptak był zajęty przez sprzedawców pseudo pamiątek. Niestety w tym roku już niemal cała główna ulica opanowana jest przez namioty z „byle czym”. Szkoda. Kto lubi takie klimaty temu to przeszkadzać nie będzie, ale jest tyle pięknych miejsc do odpoczynku, że nie trzeba męczyć oczu i uszu tym widokiem. To samo dotyczy Władysławowa i Chłapowa. Zatłoczone plaże, parawany, plastiki, korki, hałas… a wystarczy kilka kilometrów dalej odpoczywać w ciszy i spokoju, delektując się widokiem naszego pięknego morza… Cóż każdy bawi się jak lubi.

6. Gdzie jeść
Ile to ja się nasłuchałam, że nad morzem jest drogo! Że nie można zjeść nic dobrego, nic zdrowego, a na pewno nie w rozsądnej cenie. Hmmm… Przyznam, że nie rozumiem. Wydaje mi się, że klasyczny obiad w cenie 14.90 do 24,90 to cena rozsądna. Nie wiem dlaczego idąc do restauracji chociażby w Katowicach za obiad płaci się nie mniej niż 30zł/os, a będąc na wakacjach oczekuje się, że w fajnej knajpie z widokiem na morze podobny obiad będzie poniżej 10zł. To że ryba jest droga – to oczywiste, ale zawsze była. Będąc jeszcze małą dziewczynką i jeżdżąc na pierwsze nadmorskie wakacje słyszałam o tym, że ryba najdroższa jest nad morzem! To się nie zmieniło i nie zmieni, więc skąd te oczekiwania, że nagle wszytko będzie kosztowało grosze. Chcesz dobrze zjeść? Zapłać tak jak płacisz w innych miastach. Jeśli ci to przeszkadza to masz dwie opcje:
1. Wykupić pobyt z wyżywieniem – wtedy nie musisz martwić się o posiłki
2. Wynająć kwaterę z własną kuchnią (lub chociażby z aneksem kuchennym) – TO MÓJ PATENT! Nie ze względu na oszczędności, choć to też jest argument. Ja po prostu nie lubię jeść na mieście. NIGDZIE. Od czasu do czasu… ale im mniej tym lepiej. Posiłki przygotowuję sama, wtedy mam pełną kontrolę nad tym co jem.
Chcesz odpocząć od „garów”. Nie trzeba odpoczywać od tego co się lubi. Trzeba polubić gotowanie, wtedy nie będzie kojarzyło się negatywnie i wakacje na własnej kuchni będą przyjemnością. Ubędzie przynajmniej jeden powód do narzekania.

7. Ceny
Przyznaję, że jest drożej w porównaniu z zeszłym rokiem. Widać to zwłaszcza na alkoholu (piwo w knajpce w 2015 – 5zł, w 2016 -7,5zł) oraz na słodyczach typu gofry i lody. Tylko, że… alkoholu na mieście nie pijam z reguły. Jestem na wakacjach z dzieckiem – nie siedzę w knajpie. Poszłam raz, zaraz po przyjeździe, drugi raz grzaniec w Pucku. W sumie przez cały pobyt kupiłam jednego gofra (z nutellą!) dla syna i 4 lody. Przy takiej ilości nie odczułam podwyżek. Do tego jedzenie we własnym zakresie + wino zakupione w Lidlu. Ot, takie koszty. A dla tych co marudzą, że wszędzie gofry i frytura, to i pudding z chia się znajdzie. I to gdzie? Na głównej ulicy między lodami i goframi właśnie, w cenie 10zł czyli gofra z bitą śmietaną. Twój wybór!

Myślę, że do wakacyjnego odpoczynku trzeba podejść z głową. A do wypoczynku nad polskim morzem szczególnie. Mamy piękne plaże, cudowną naturę, wiele cennych zabytków… Nie sposób się nudzić. Pod warunkiem, że chcesz to zobaczyć.

Dopełnieniem wakacji było oczywiście poranne bieganie po plaży i wieczorna joga. Niczego więcej do szczęścia mi nie trzeba… Wiem, że za rok znów Bałtyk, a z  Jastrzębią to już się pożegnam, by odkryć nowe miejsca 🙂

6 komentarzy

  1. Justyna
  2. Benio

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *