HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

czwartek

9

Marzec 2017

2

komentarzy

Wege Power

Napisała: , w kategorii: dieta, styl życia

Właśnie mija sześć miesięcy odkąd skierowałam swoją dietę na pokrętną wegetariańską drogę. Właściwie to wegetariańską powinnam napisać w cudzysłowie, bo gdyby jakiś wegetarianin prześwietlił to co jem, to szczerze by się uśmiał. Nie mogę o sobie mówić wegetarianka, bo byłoby to niezgodne z prawdą. Prawdą natomiast jest, że 80% mojej diety opiera się na wege jadłospisie. 

Dlaczego podjęłam decyzję o o ograniczeniu spożycia białka zwierzęcego możecie przeczytać w poście >>>BEZ MIĘSA<<<

Od tego momentu trochę się pozmieniało. Okazało się bowiem, że bardzo ciężko jest zbilansować dietę, gdy w grę wchodzi sportowy tryb życia. Moje życie kręci się wokół sportu. Nie robię treningów 3-4 razy w tygodni. Robię kilka treningów dziennie! Nie na każdym przerzucam ciężary, ale niemal w każdym biorę czynny udział (moje podopieczne to wiedzą 😉 ). Do tego dochodzi bieganie i codzienne wieczorne prowadzenie grup jogi, na które muszę mieć siły. 

Pierwsze 2 miesiące to była sielanka, ale zaczynałam w sierpniu, miesiącu, w którym dostępność warzyw i owoców jest ogromna. Wszystko szło dobrze. Makra się zgadzały. Spadek wagi niewielki. Potem było gorzej. Gdy moja waga pokazała niebezpieczną dla mnie wartość 47,7 kg, wiedziałam że muszę sporo rzeczy przemyśleć. Z taką wagą nie pociągnęłabym długo w tym zawodzie, z tak dużą intensywnością. Jednak całkowity powrót do mięsa nie był i nie jest możliwy. Źle toleruję białko zwierzęce. A sięgając pamięcią daleko wstecz z całą pewnością mogę stwierdzić, że ta nietolerancja miała już miejsce w latach dziecięcych, młodzieńczych. Wiele lat zajęło zrozumienie, że to co powoduje mój „dyskomfort” to właśnie białko zwierzęce.Testy to już tylko formalność. 

Przez ostatnie cztery miesiące zwiększyłam w diecie podaż węglowodanów. Ach, jaki piękny jest teraz mój jadłospis, gdzie niemal w każdym posiłku jest kasza (głównie), makaron bezglutenowy, ryż naturalny. Trenerska brać patrzy na to z niedowierzaniem. Ba! Ze strachem w oczach! Bo niby jak to? To przeczy wszystkim fit dietom, a zwłaszcza tak bardzo popularnej białkowo-tłuszczowej. Nie można przecież trenować, bez białka! Tak się nie godzi! To nie profesjonalne! To wbrew!

I tutaj muszę sprostować wiele kwestii:
1. Tak wysoka podaż węglowodanów nie jest dla każdego. Na pewno nie dla tych co chcą zrzucić zbędne kilogramy. Moje podopieczne są na zbilansowanej diecie, nie wykluczającej żadnego z podstawowych składników.
2. Na samych strączkach i warzywach przy tak intensywnych treningach można rozwalić sobie wszystko: metabolizm, hormony, zdrowie. Węgle są niezbędne dla uzupełnienianiedoborów energetycznych.
3. Mój sposób odżywiania to dieta wegetariańska dla sportowców. Niekoniecznie przeznaczona dla wszystkich.

Jak wygląda więc moja dieta?

2-3 posiłki dziennie skomponowane są ze zbóż i warzyw (kasza jaglana, gryczana, płatki owsiane, jaglane, makaron bezglutenowy, ryż, warzywa niemal wszystkie, na specjalnym traktowaniu jedynie ziemniaki…)

Owoce wedle uznania. Bardziej w sezonie. Zimą głównie jabłka, gruszki, banany i to co pozostało mi w zapasach z letnich zbiorów

3-4 porcje dziennie rośliny strączkowe i produkty bogate w białko (soczewica, cieciorka, groch, fasola, bób, tofu)

2-3 porcje tłuszczy pochodzenia roślinnego

Dodajmy do tego jeszcze nasiona, orzechy i owoce suszone

Co z nabiałem?
Praktycznie wykluczony. 

Spożycie jaj – to średnio 2 jajka na tydzień

Ale uwaga. Tak jak wspominałam wcześniej. Nie byłabym sobą, gdybym nie podkręciła diety pod własne potrzeby i upodobania. Nie muszę rezygnować całkowicie z mięsa, więc tego nie robię. Same ograniczenie spożycia mi wystarczy, więc 1-2 razy w tygodniu jem rybę. Czasem świeżą, czasem filet z makreli. A raz w tygodniu gotuję rosół. taki bogaty, z 2-3 rodzajów mięsa. Mięso spożywam też wedle okazji (to przeważnie imprezy rodzinne)

Taka więc ze mnie wegetarianka „od siedmiu boleści”.

Okazuje się jednak, że przynosi to efekty, które mnie zadowalają.
1. Waga ustabilizowała się (51-52kg)
2. Wzrosła wydolność i efektywność treningowa
3. Nie mam zjazdów energetycznych
4. Dobre wyniki zdrowotne
5. Hormony mają się świetnie 🙂
6. To, że jest świetnie widać też po stanie mojej skóry, włosów i paznokci

Przede wszystkim mogę pracować jak lubię, trenować jak lubię, biegać, ogarniać sprawy domowe, spędzać czas z synem… od świtu… po wieczorne zajęcia jogi. Cały dzień na wysokich obrotach, nie skarżąc się na brak sił czy złe samopoczucie.

Tak jest dobrze. 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *