HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

poniedziałek

28

Sierpień 2017

0

komentarzy

Odkrywam bieganie

Napisała: , w kategorii: bieganie, styl życia

Bieganie jest moją terapią. Uspokaja myśli, emocje, stres. Gdy biegnę wsłuchuję się w swój oddech, bicie serca, uderzenia stóp o podłoże. Lubię trzask gałęzi pod moimi stopami, gdy biegam po lesie. Lubię zapach mokrych liści… Trochę nie lubię rozglądać się za dzikami, dlatego zapętlam trasę, gdy już raz ją „obejrzę”. 

Nie lubię słońca i wysokiej temperatury. Wtedy trening przestaje być wyzwaniem a staje się walką. O co? O wynik? O odhaczony trening. Czasem biegam dla takiego haczyka. Bo lepiej go mieć niż odpuścić. Wyrzuty sumienia nie dawałyby mi spokoju. Jeśli nie biegam znaczy się, że naprawdę nie mogę. 

Odpuszczam sobie czasem ciśnienie. Oczekiwania wobec mnie są tylko projekcją osób, które mają inny światopogląd. Czasem mi mówią „odpuść sobie”, bo sami pewnie postawiliby granice tam, gdzie ja jeszcze próbuję wykrzesać ostatnie pokłady sił, motywacji, energii…

Mówią mi „nigdy nie odpuszczaj”, „dajesz przykład”, „jak ty odpuścisz, odpuszczą też Twoje podopieczne”, a ja wiem, że niezależnie ile z siebie daję, czasem zdarza się, ze ktoś opuści gardę i podda się bez walki. Czasem przestaję bić się z wiatrakami… wolę w tym czasie zaorać pole pod NOWE. 

Bieganie jest moją terapią. Kształtuje mnie. Zapisane kartki z kalendarza wyznaczają mój życiowy rytm. Mówią w jakim tempie upłyną kolejne godziny. Czasem zamykam kalendarz i szukam własnego tempa, by znów posłuchać jak bije mi serce. A serce bije różnie… czasem odpuszcza, czasem dociska. Jednak obchodzę się z moim kalendarzem z ogromnym szacunkiem, bo gdyby nie on, te wszystkie zapisane treningi, nie byłabym TU, gdzie jestem. Krok po kroku zagarniam kolejne cele. 

Wyniki są i odchodzą. Z każdego szczytu jest spadek, ale progres pozostaje. Satysfakcja pozostaje. Pozostają też emocje, przeżycia, ludzie… coś czego nie da się przełożyć na wynik. Coś co się kolekcjonuje w zakamarkach umysłu, by kiedyś móc o tym opowiadać. 

Ostatnio odkryłam bieganie na nowo. Zdyscyplinowałam się. Nauczyłam się odczytywać tajemne znaki i podążać za nimi. Wiem, kiedy przyśpieszyć, kiedy zwolnić. Wiem, na co jest gotowe moje ciało. Wyznaczam szlak na mojej mapie i wiem, że gdy dotrę do celu będę dokładnie w tym miejscu, w którym powinnam być . 

Za 36 dni startuję w Silesia Marathon i wiem, że będę do niego przygotowana. Nie na 100%, ale zdroworozsądkowo. Robię swoje. Z kalendarzem, dyscypliną, wskazówkami trenera, własną oceną sytuacji. 

Bieganie jest terapią, ale też ciężką pracą. Tak naprawdę formę buduje się małymi, dobrze przemyślanymi krokami… no chyba, że ma się ochotę biegać bez foremnie… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *