HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

boże narodzenieArchiwum

wtorek

23

Grudzień 2014

5

komentarzy

Spokojnie na święta

Napisała: , w kategorii: styl życia

Nigdy wcześniej nie rozumiałam dlaczego życzy się „spokojnych i wesołych świąt”. To znaczy, że wesołych to rozumie się samo przez się, ale o co chodzi z tym spokojem?

Nie rozumiałam do momentu, kiedy sama tych świąt nie zaczęłam organizować. W gonitwie między pracą, sklepowymi kolejkami, walką o karpia, wielogodzinnym staniem w kuchni, szukaniem i pakowaniem prezentów… z trzylatkiem u boku… no cóż… spokój mi się marzy w te święta.  (więcej…)

czwartek

27

Grudzień 2012

12

komentarzy

Już za nami…

Napisała: , w kategorii: styl życia

Tyle czekałam… tyle przygotowałam… a dziś po świętach nie ma ani śladu. Rano sprzątnęłam świąteczną zastawę, resztki jedzenia pomroziłam, ściągnęłam obrusy i serwety do prani, umyłam podłogi…

Nie ma.

Została tylko choinka.

Muszę szczerze powiedzieć, że były to niezwykle udane święta. Rodzinne, domowe, tak jak chciałam, choć drugi dzień przeleżeliśmy wszyscy w łóżku z ogromnym katarem, to i tak było klimatycznie.

Tak mniej więcej wyglądał mój stół wigilijny (zdjęcie zrobiłam podczas strojenia, więc jest „częściowy”)

A to już zabawa po wieczerzy prezentem, który Synek dostał od dziadków…

A teraz trzeba przygotować się do Sylwestra 🙂

niedziela

23

Grudzień 2012

13

komentarzy

piątek

21

Grudzień 2012

7

komentarzy

Mikołaj od ciasteczek

Napisała: , w kategorii: styl życia

Po mojej rodzinie krąży ciasteczkowy Mikołaj… a raczej całkiem niczego sobie Mikołajowa 🙂

Uruchamia ona produkcję ciasteczek świątecznych tuż przed świątecznym weekendem, wedle bardzo sekretnej receptury, by rozwieźć je po rodzinie dnia następnego. Taka paczuszka właśnie wczoraj dotarła i do nas:

Jeszcze nie otwarliśmy… schowałam wysoko, bo Małemu to się już oczy zaświeciły, gdy paczuszkę zobaczył. Wolałabym, by świąt doczekała… a przynajmniej Wigilii.

Dziękujemy Ciociu G. (tzn. Mikołajowo) :)))

wtorek

18

Grudzień 2012

8

komentarzy

Na bogato?

Napisała: , w kategorii: styl życia

Robicie już zakupy przedświąteczne?

Ja właśnie zaczęłam skupować produkty spożywcze, a że sama jak palec jestem… tzn. z Małym moim pomocnikiem, to na raty zakupy rozłożyć muszę.

Przygotowałam świąteczne menu.
Zrobiłam listę zakupów.
Trzymam się jej!

Nie mam zamiaru kupować nic ponad to co mi jest naprawdę potrzebne. W moim domu nie marnuje się jedzenia, dlatego przygotuję dokładnie tyle ile jesteśmy w stanie zjeść. Wiadomo, że pędzie ciut ponad, zwłaszcza, że pewnie i teście smakołykami nas obdarują… ale już przygotowałam pojemniczki, by ewentualną nadwyżkę zamrozić.

I ze znajomą rozmawiałam, co pierwszy raz święta  u siebie robi. I porównywałyśmy menu, a ona takie wielkie oczy zrobiła, jak moją listę zobaczyła:
– to u was tak skromnie będzie…

Uwielbiam tradycyjną kuchnię i tradycyjne potrawy zwłaszcza świąteczne, ale to nie znaczy, że mam tego naprodukować na 20 osób, gdy w sumie będzie nas piątka. Skromnie… ach, z jaką przyjemnością odchodzę od tej polskiej tradycji, co to stoły od jedzenia się uginają…

Skromnie czy na bogato… każdy sam podejmie decyzję, ale to co się w sklepach wyprawia… same wiecie.

Nerwów na wodzy na ten tydzień życzę 😉

poniedziałek

17

Grudzień 2012

15

komentarzy

Upadłe Anioły

Napisała: , w kategorii: styl życia

Rozkręciłam się świątecznie na całego. Porządki, zakupy, świąteczne mega przeboje… i choinka.

Moi chłopcy w sobotę ubrali samodzielnie choinkę. Zrobili mi niespodziankę. No przynajmniej próbowali, bo nie mogłam się powstrzymać, by nie wejść do pokoju i nie pstryknąć kilku fotek. Zresztą zwabił mnie do nich jeszcze jeden powód… odgłos spadających z hukiem na podłogę ozdób świątecznych.

Gdy weszłam zobaczyłam zastępy moich własnoręcznie robionych, solnych bezskrzydłych już aniołów. Tak… zaliczyły ostre lądowanie, gdy Mr.Tata otworzył karton z ozdobami…

Synek nie wiedział gdzie ma oczy i ręce posiać. Ze sznurkowych bombek zrobił sobie piłki do kopania, z łańcuchów sznur do ciągnięcia… tylko choinka go nie interesowała, bo żywa, więc kująca.

Moim zdaniem, cała dekoracja wyszła pierwszorzędnie. I kokarda zamiast szpica, całkiem nieźle wygląda (Mr.Tata nie potrafił go znaleźć, a ja nie chciałam popsuć jego kreatywnych pomysłów). No i upadłe anioły na gałązkach znalazły swoje miejsce.

Niech nie będzie perfekcyjnie w te święta… Niech będzie domowo i rodzinnie. Bez spiny 🙂

piątek

14

Grudzień 2012

14

komentarzy

Wigilia w domu

Napisała: , w kategorii: styl życia

Uwielbiam spędzać Wigilię we własnym domu… To czas dla mnie bardzo szczególny, magiczny wręcz. Gdy mieszkałam z rodzicami jeszcze, byłam wdzięczna, że nie musimy nigdzie jeździć, że zostajemy w czwórkę w domu i spędzamy razem czas… może dlatego, że tych rodziców w ciągu roku jakoś tak mało było…

Gdy wyszłam za mąż i rozpoczęłam samodzielne życie, nie wiedziałam jak ma ta Wigilia wyglądać. Zdecydowaliśmy się jednak spędzać ją w domu, we dwójkę, jako rodzina. I tak nam się udało przez pierwsze dwa lata.

Później, z różnych przyczyn, spędzaliśmy święta głównie u teściów, no i raz (w zeszłym roku) u moich rodziców… I widziałam, jak Mr.Tata kręci się, i miejsca nie może sobie znaleźć… bo nie jest u siebie. A to Wigilia, czas szczególny, czas rodzinnego komfortu psychicznego, a nie spiny.

W każdym domu ten wieczór wygląda inaczej. Inaczej jest u teściów, inaczej u rodziców, a zupełnie inaczej jest u nas w domu.

Tak naprawdę nie mam nic przeciw „tłumom” przy stole, wręcz przeciwnie. Lubię spotkania rodzinne, lubię śmiech, opowieści dziwnej treści, życzenia, których się nie pamięta… lubię to. Jednak najbardziej lubię być w ten dzień u siebie…

Dlatego udało nam się wypracować w tym roku kompromis. Zostajemy w domu! Ale nie sami. Na kolację zaprosiliśmy teściów. Zgodzili się, choć obawiałam się, że będą mieli opory, wszak nie spędzali Wigilii poza domem z jakieś dwadzieścia lat co najmniej.

Nie wiem czy będzie im się podobało „po mojemu”. Nie wiem… mam nadzieję, że tak, bo to rodzi nadzieję na nową tradycję… wieczerzania u nas…

Ja w każdym bądź razie w tym roku jestem głęboko zrelaksowana świętami. Cieszę się, że nadchodzą tak szybko. Robota pali mi się w rękach… klimat jest taki jak nigdy 🙂

A na dobry świąteczny nastrój:

niedziela

2

Grudzień 2012

17

komentarzy

Z Największym Skarbem…

Napisała: , w kategorii: styl życia

Wyszłam z Synkiem na spacer.
Na spacer bez wózka.
Nagle czuję szarpnięcie. Mały złapał za torbę przechodzącą obok kobietę. Ta zatrzymała się i uśmiechnęła. Przykucnęła i powiedziała do Synka:

– ale masz szczęście. Twoja mama wyszła na spacer ze swoim Największym Skarbem…

Przez cały spacer jej słowa dźwięczały mi w uszach…
Największy Skarb!

To prawda. Kobieta trafiła w sedno. Nie mam nic cenniejszego niż mój kochany Malec. Nic na świecie nie liczy się bardziej. I znów przypomniałam sobie, jak długo musiałam czekać, by pojawił się na świecie. I znów poczułam wdzięczność, że los jest dla mnie łaskawy. Że pozwolił mi doświadczać tych pięknych chwil.

Macierzyństwo sprawiło, że czuję się kompletna, wyjątkowa, szczęśliwa, spełniona….

Mam najpiękniejszy, największy, najcudowniejszy Skarb na świecie… mojego Syna.
Kocham go miłością tak ogromną, że aż niewyobrażalną.

Razem, całą naszą trójką jesteśmy w stanie góry przenosić…
I przeniesiemy jak będzie taka potrzeba!