HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

dwulatekArchiwum

piątek

23

Sierpień 2013

6

komentarzy

Nie-Konwersacja

Napisała: , w kategorii: dziecko

Jakże cudnie donieść, że doszłam w końcu z moim własnym dzieckiem do nie-porozumienia. Język w końcu mu się rozwiązuje… ups… nie-rozwiązuje:

– Chcesz siku?
– nie-siiii
– Chcesz obejrzeć „Świnkę Peppę”
– nie-pepe
– A może pójdziemy na spacer
– nie-pa-pa
– Gdzie jest piesek?
– nie-hał-hał
– A jak robi krowa?
– nie-muuu
– a kotek jak robi?
– nie-miii-miii
– chodź pójdziemy do taty
– nie-tata
-Gdzie jest mama?
– tu-je-mama-nie-mama

itp… itd…

Nie-konwersacja trwa w najlepsze, a co najważniejsze, codziennie pojawia się w niej coś nowego… Chyba zmierzamy w dobrym kierunku :)))

Ps. Ostatni dzień wakacji (dla nas). Zielona noc! Nie zamierzam dziś spać… (przed 23.00). Ostatnie chwile relaksu… szkoda.

sobota

3

Sierpień 2013

9

komentarzy

Śląski chłopak

Napisała: , w kategorii: dziecko

Mój Mały ma zdolności językowe niebywałe. Łapie wszystko, co nie jest poprawną polszczyzną.
Dziś gwarą dziecięcą do mnie przemówił.

Rano, podczas sobotnich porządków przyglądał się uważnie, jak balansuję na krześle i przecieram dość sporych rozmiarów zegar wiszący na ścianie.
On patrzy, a ja go zabawiam rozmową
– a powiedz, co mama robi?
– myju!
– a co myje?
– TIKTOK!!!
– co myje? Powtórz kochanie – pytam zszokowana
– tiktok, tiktok, tiktok…

:)))

*zdjęcie pochodzi z Internetu

piątek

26

Lipiec 2013

24

komentarzy

By się rozgadać

Napisała: , w kategorii: dziecko

Rozwój mowy to sprawa indywidualna. Wiecie same, że różnie z tym bywa. Nie potrafię jednak siedzieć z założonymi rękami i czekać… może się rozgada do trzech lat… może do czterech.

Pierwszą wizytę u logopedy mieliśmy w poniedziałek. Wczoraj byliśmy na drugiej.
Tym razem było zupełnie inaczej. Mały od razu zaczął współpracę. Każda forma zabawy mu odpowiadała. Co więcej, nie chciał w ogóle pożegnać się z „Miłą Panią”. Po 1.5h zostaliśmy poproszeni o zakończenie, bo już inne dziecko niecierpliwie czekało na swoją kolej. No, Mały nie był zadowolony…

Dostaliśmy już konkretne zdania do pracy nad uelastycznieniem aparatu mowy i rozgadaniem się Synka:

1. Ćwiczenie języka (mielenie językiem)
Należy posmarować dolną wargę i górną miodem (lub innym smakołykiem) i zachęcić dziecko do wysunięcia języka. Im dalej tym lepiej.
Ewentualnie można przed lustrem „stroić miny” pokazując język w jak najbardziej zmyślnych pozycjach.

2. Dmuchanie przez słomkę
Należy zakupić słomki w różnym rozmiarze i zachęcić dziecko do dmuchania. Najlepiej w wodę (np. podczas kąpieli)

3. Wyraźnie mówienie i dźwiękonaśladownictwo.
Mój Synek w ogóle nie zwraca uwagi na usta. Dlatego zaleceniem logopedy jest, by rzecz o której mowa przystawić jak najbliżej ust np. jeśli pytam czy chce pić, to dźwigam kubek do góry, tak by Mały uniósł wzrok i spojrzał na moje usta. Ważne jest, by jak najwięcej spoglądał na mówiącego, dlatego rola przedmiotu skupiającego wzrok jest bardzo ważna.

Na razie tyle. Przez kolejne 3 tygodnie trenujemy w domu, a potem kolejne spotkanie.
Nie ma paniki. Jeszcze mamy czas, więc rozgadujemy się małymi kroczkami 🙂

A na rozpoczęcie tego gorącego weekendu, polecam coś, w czym się zakochałam bez pamięci:

SAIL!!!

poniedziałek

22

Lipiec 2013

15

komentarzy

Taaaka przerwa i logopeda

Napisała: , w kategorii: dziecko

Dokładnie tydzień mnie nie było. Pojechałam z Małym do babci… i nie myślcie, że nie miałam komputera ze sobą. Miałam! Miałam nawet dostęp do Internetu! I chęci miałam, by pisać regularnie i na blogi zaglądać. Ale… nie chciało mi się niemiłosiernie. Wybaczcie. Poczułam spokój jakiego dawno nie zaznałam. Byłam wśród bliskich mi osób, które otoczyły mnie opieką, serdecznością, miłością…

Jak tylko ogarnę zdjęcia, będzie specjalny wpis o moich wakacjach. Może jutro, może pod koniec tygodnia. Teraz próbuję się zorganizować. Pranie, sprzątanie, nadrabianie zaległości domowych… Mr.Tata radził sobie znakomicie jako wdowiec słomiany, ale na moje pytanie
– Dałeś radę z praniem?
Odpowiedział:
– Pewnie, że dałem radę. Jak mi się skarpetki skończyły, kupiłem nowe…

Załamałam ręce.

Dziś też byliśmy na tak bardzo wyczekiwanej przeze mnie wizycie u logopedy. Obawiałam się, nasłuchałam opinii, że dziecko niepotrzebnie na stresy narażam. Wolę jednak reagować, upewniać się, kiedy mam wątpliwości.

Oczywiście, żadnych stresów nie było, a Pani logopeda okazała się być również psychologiem dziecięcym. Wspaniale mi się z nią rozmawiało. Od razu złapałyśmy kontakt. A co najważniejsze mój Synek też ten kontakt złapał. Niemalże bez żadnych oporów dał się wciągnąć w proponowane przez nią zabawy i gierki.
Momentami sama byłam zaskoczona jak wiele wie moje dziecko, jak radzi sobie z zadaniami, które w mojej opinii są dość skomplikowane.

A co nam logopeda powiedziała? Same miłe rzeczy. Mogłabym słuchać i słuchać, jaki Mały jest bystry i silny i spostrzegawczy i odważny… Serce rosło. No i mam w domu klasyczny przykład „braku  mowy wynikający z braku takiej potrzeby” czyli zawsze jest kompocik. Znam Synka doskonale i od razu niemal reaguję na jego potrzeby. Jeśli nie… on sam sobie radzi.

Już w czwartek czeka mnie kolejne spotkanie, na którym Logopeda jeszcze poobserwuje Synka i zaproponuje najlepszą metodę stymulacji mowy. Mogła to zrobić dzisiaj, ale po 40 minutach Mały pożegnał się, założył czapkę, otworzył drzwi i wyszedł na korytarz…

Szok!

poniedziałek

17

Czerwiec 2013

13

komentarzy

Kolejny krok w stronę samodzielności

Napisała: , w kategorii: dziecko

Dziś krótko i oficjalnie:

Mały chodzi bez pieluchy!

Tak, tak. Pisałam już  o tym, że Synek świetnie sobie radzi w nocnikiem i WC w domu. Wiedziałam, jaki ma być kolejny krok…  krążyłam wokół tematu i krążyłam… aż się odważyłam.

Dokładnie tydzień temu poszliśmy pierwszy raz na plac zabaw bez pieluchy.
Od tygodnia mój Synek nie nosi pieluszki w dzień, ale na noc mu zakładam.
Mieliśmy tylko jedną wpadkę.
Nawet podróż samochodem, wizyta w sklepie, u dziadków… wszystko bez pieluchy!

To przełomowy krok!
Myślałam, że nigdy nie nadejdzie…

No cóż wszystko jak widać ma swój czas… Trzeba tylko cierpliwie czekać 🙂

piątek

14

Czerwiec 2013

13

komentarzy

Moje Paranoje czyli Bilans Dwulatka

Napisała: , w kategorii: dziecko

W końcu dotarliśmy na bilans… I co usłyszeliśmy od naszej pediatry zaraz po wejściu do gabinetu?

– Czy zapisali już Państwo Syna na zajęcia z siatkówki lub koszykówki?

Musiałybyście zobaczyć nasze miny… a raczej uśmiechy…

Na początku było mierzenie i ważenie czyli:
15,5kg
95cm

Potem wywiad. Sprawdzanie wzroku, stanu uzębienia, chodu, badanie… Wszystko prawidłowo. Nawet ponadprzeciętnie. Doznałam szoku, gdy lekarka zaglądając do buzi Małego mówi:

– o jakie ładne ząbki?
– ładne?
– tak tak, bez próchnicy…

ale i tak wolę jak mi to potwierdzi dentystka. Pisałam już, że mam hopla na punkcie zębów 🙂

A chwilę potem Lekarka pyta się czy coś nas niepokoi?
Niepokoi? Nas? Raczej mnie. Hmmm…

Co mnie może niepokoić w moim idealnym dziecku? Tak myślę przez chwilę dłuższą. Mały w tym czasie demoluje gabinet, Mr.Tata stara się mu to udaremnić, w zasadzie na staraniach się kończy…

– Mały mało mówi… – nad czym się zastanawiałam? przecież ten fakt spędza mi sen z powiek
– na tym etapie rozwoju, najważniejsze jest rozumienie i próbuje i… – (lekarka dalej gadała coś, co w skrócie można by opisać jako „MA JESZCZE CZAS”). Ale widząc moją mocno nie usatysfakcjonowaną minę, szybko dodała – ale jak Pani chce, to mogę wypisać skierowanie do logopedy…

Jak chcę? Czy chcę? No pewnie, że chcę!
– proszę się umówić na wizytę kontrolną.

Bo wiecie… ja tam wolę wszystko sprawdzić, dopytać, skontrolować, niż po pewnym czasie żałować, że zgłosiłam się do specjalisty zbyt późno.

Takie moje małe paranoje…

A tak na marginesie, to chciałabym by Mały od września rozpoczął zajęcia w szkółce piłkarskiej. Nie znalazłam zajęć z siatkówki i koszykówki dla takich maluchów… myślę jednak, że od czegoś trzeba zacząć 🙂

niedziela

9

Czerwiec 2013

12

komentarzy

Mój jest ten kawałek podłogi…czyli moje Dziecko w piaskownicy

Napisała: , w kategorii: dziecko

Moje pierwsze wakacje z Małym przespacerowałam z wózkiem…

W drugie wakacje odkryłam, ze piaskownica to znakomite miejsce na zdobywanie doświadczenia towarzyskiego. Potem  przekonałam się, że to taka sama dżungla… jak ta nasza „dorosła”. Że respektowane jest „prawo silniejszego”… prawo silniejszego rodzica!

W tym roku obserwuję, jak kształtuje się charakter mojego dziecka. Tak! Piaskownica to szkoła życia.
Uczy dzielenia się…
Przyjaźni
Radzenia z gniewem
z odrzuceniem
Uczy prosić i przepraszać…

Wnioski do których dochodzę, są dla mnie zaskakujące. Mały wśród dzieci czuje się świetnie. Lubi ich towarzystwo, stara się współdziałać w zabawach. Potrafi się dzielić, potrafi pomagać… ale..

tak, jest ale…

Mały rządzi!

Tak. Lubi dyrygować dziećmi. Rozdzielać zabawki, decydować, kto gdzie ma siedzieć i co robić. Po prostu bierze, dziecko za rękę i prowadzi po swojemu. Jest silny.

Czasem trafi się malec, który nie chce podzielić się zabawką i już. Synek tak długo potrafi nad nim stać, wkładać zabawkę do ręki (tj.dzielić się). Potrafi się rozzłościć… i w akcie bezradności wyrwać upatrzoną rzecz.

Gdy nie jest w dobrym nastroju, potrafi „chcieć” wszystkie zabawki w piaskownicy… zwłaszcza jeśli są to autka…

Zabawa w piaskownicy uczy.
W tym roku widzę to bardzo dokładnie.

Mnie uczy cierpliwości… nie w stosunku do dzieci… ale rodziców!
Wydaje mi się, że rodzice zbyt często ingerują w zabawy swoich dzieci. Wdziałam nawet jak jeden trzylatek dostał od taty klapsa, za to, że zabierał innym dzieciom zabawki…

cierpliwość… rozsądek… dopóki dzieci nie robią sobie krzywdy, nie ingeruję. Widzę, że one same uczą się kompromisu i współpracy. 

Miłej niedzieli :)))

czwartek

9

Maj 2013

17

komentarzy

Mój Dwulatek

Napisała: , w kategorii: styl życia

Mój Dwulatek ma cudowne, duże piwne oczy.
Ma włosy w mysim-blond kolorze.
Uśmiech szczery, dziecięcy, ufny.
Koszulki przykrótkie… koniecznie muszę spakować wszystkie ubranka w rozmiarze 96. Mały rośnie… za szybko.
Uwielbia swój zielony rower, trzy piłki i wszystkie auta świata.
Bawi się z dziećmi, w pisaku najchętniej.
Ze starszymi kopie piłkę.
Wykazuje się dużym zamiłowaniem Orientu… chiński to wciąż język urzędowy…
Świetnie gotuje zwłaszcza… herbatę z jogurtem…
Przytula się i całuje, ale też płacze i krzyczy…
Słucha, obserwuje, uczy się…
Kocha.

Mój dwulatek jest bystry po mamusi, piękny po tatusiu 😉
Mój dwulatek!

wtorek

7

Maj 2013

25

komentarzy

Pamiętam jak dziś

Napisała: , w kategorii: dziecko

Pamiętam jak dwa lata temu Mr.Tata zawoził mnie do szpitala… dziewięć dni po terminie…
Lekarka kazała czekać, ale ja nie mogłam. Mr.Tata wyjeżdżał właśnie na festiwal do Poznania, a ja nie mogłam zostać sama przecież. Pojechaliśmy na porodówkę, tam kazali czekać… Spanikowałam i nastraszyłam miłe panie, że źle się czuję.
Poskutkowało.
Trafiłam na oddział. Pożegnaliśmy się. Obiecałam,że nie będę rodzić bez niego… ale obiecanki cacanki… ledwo wyjechał, zaczęło się.
Nie bałam się, że zostałam sama.. Plan był prosty: zacisnąć zęby, rozłożyć nogi, urodzić! Zadanie zostało wykonane wedle planu… tylko między jednym a drugim skurczem myślałam, jak Mr.Tata sobie radzi na scenie. Nie zazdroszczę występu podczas narodzin własnego dziecka.
Ja rodziłam on grał…
Po dwóch latach nie pamiętamy o festiwalu, o teatrze…
Pamiętamy jedynie, że nie było go przy mnie…
To chyba najsmutniejsza rzecz jaka nam się przytrafiła,choć dwa lata temu decyzja była całkowicie naturalna…
Za pięć lat może nie będzie już teatru, za dziesięć nie będziemy o nim pamiętać…
Jutro mój Synek kończy dwa lata i jest to najszczęśliwszy dzień w naszym życiu!

czwartek

2

Maj 2013

24

komentarzy

Szał! Dziki Szał!

Napisała: , w kategorii: dziecko

Mój Synek pokazał mi ostatnio jak bardzo potrafi się cieszyć. Ba! Pokazał jak się zachowuje w absolutnym szale szczęścia.

Co robi z radości?

Skacze!
Piszczy!
Bije Brawo!

potem, bierze mnie za rękę i każe mi skakać i bić brawo (całe szczęście, ze nie muszę piszczeć).

A do takiej euforii został doprowadzony trzykrotnie wciągu ostatnich pobytów na placu zabaw.

Powód 1.
Gołąb, który pozwalał się gonić.
Małemu trafił się taki egzemplarz, który nie odfruwał, gdy ten do niego podchodził. Na początku myślałam, że gołąb ma coś ze skrzydłami, ale gdy podeszło inne dziecko, gołąb od razu odlatywał. Tak więc, jeden mały gołąbek towarzyszył mu podczas zabawy, a gdy do niego podchodził, nawet całkiem blisko, Mały skakał, piszczał i bił brawo…

Powód 2
Wywrotka z piaskiem.
Mieliśmy to szczęście, że byliśmy akurat na placu zabaw, gdy przywieźli świeży piasek.
Mały jeszcze na nic nie patrzył z taką pasją, jak na ten samochód. A gdy piasek zsypywał się do piaskownicy, skakał, piszczał i bił brawo.

Powód 3
Osobista Wywrotka Piaskowa
Po powrocie z placu zabaw, przypomniałam sobie, że na szafie mam schowany dla Małego samochód. Z racji gabarytów uznałam, ze jest dla niego trochę niebezpieczny, ale skoro wywrotki robią na nim takie wrażenie, to się ugięłam. Spakowałam samochód do dużej torby i dnia następnego wzięłam do piaskownicy. Gdy mały zobaczył prezent to… skakał, piszczał i bił brawo… i nie odstąpił od niego przez co najmniej godzinę.

Czyste szaleństwo!