HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

lewArchiwum

poniedziałek

22

Październik 2012

8

komentarzy

Wyścigi z Lwem

Napisała: , w kategorii: dziecko

Nareszcie się zdecydowałam, by zaopatrzyć Małego w pchacza osobistego… Chodziło to za mną już od długiego czasu. Miał być prezentem na roczek, ale po znikomym jego zainteresowaniu wtedy, uznałam, że jeszcze ma czas.

A ten czas właśnie nadszedł. Mój wybór padł na chodzik – pchacz Lew Fisher Price. Taki oto:

Zabawkę nabyłam w sklepie internetowym Zabawki dla dziecka. Przyszedł szybciutko, praktycznie na drugi dzień, czym byłam bardzo mile zaskoczona. Baa… nawet nie byłam na to przygotowana i musiałam „biegiem” z placu zabaw zawracać by kuriera złapać 🙂

Nie wiem czyja radość była większa, moja czy Synka, gdy rozpakowaliśmy karton. Na szczęście zabawkę składało się intuicyjnie wręcz, więc nie czekając na Mr.Tatę, złapałam za śrubokręt w kilka chwil uruchomiłam Lwa.

Mały patrzył co mama robi, z ogromnym zaciekawieniem. W pewnym momencie chwycił łeb i nie chciał puścić… bo grał, ryczał raaaa i a nos zwierzaka świecił się na czerwono. Na szczęście Fisher Price pomyślał o wrażliwym uchu rodzica i zainstalował sprytny wyłącznik, dzięki któremu można regulować natężenie odgłosów, a nawet wyłączyć całkowicie.

Lew jest zarówno jeździkiem, jak i pchaczem. Pozycję można bardzo szybko zmienić. Jeśli dziecko chce samemu popchać to rozkładam rączkę, jeśli siedzieć to składam. Oczywiście pozycja, w której można sobie pomykać samemu po mieszkaniu jest numer jeden. Mały siedzi i odpycha się nogami, do przodu i do tyłu, obija meble i ściany, ale co tam. Ważne, że zabawka trafiona w punkt. Nic bardziej do tej pory Małego nie cieszyło jak swój własny pojazd. Bardzo szybko załapał o co w tym chodzi.

Czasem Lew służy jako podnóżek czy krzesełko. Podstawia go sobie pod najwyższe szuflady i raduje się niezmiernie, że w końcu może w nich pogrzebać.

Lew jest na tyle solidny, że nie miałam oporów by na nim usiąść i osobiście zademonstrować Synkowi jak ma wykorzystać ruch naprzemienny nóg własnych, by się odpychać. Mały ćwiczy zawzięcie, choć czasem zapomni o co z tymi nogami chodziło i „na żabkę” jeździ.

Dlaczego zależało mi właśnie na takim pchaczu?
– bo dziecko ćwiczy koordynację ruchową
– ćwiczy utrzymywanie równowagi
– jest doskonałym treningiem, przed rowerkiem biegowym (który wymarzyłam i wypatrzyłam już w tym samym sklepie. Oczywiście zamówię na wiosnę, ale o tym innym razem).