HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

MikołajArchiwum

piątek

21

Grudzień 2012

7

komentarzy

Mikołaj od ciasteczek

Napisała: , w kategorii: styl życia

Po mojej rodzinie krąży ciasteczkowy Mikołaj… a raczej całkiem niczego sobie Mikołajowa 🙂

Uruchamia ona produkcję ciasteczek świątecznych tuż przed świątecznym weekendem, wedle bardzo sekretnej receptury, by rozwieźć je po rodzinie dnia następnego. Taka paczuszka właśnie wczoraj dotarła i do nas:

Jeszcze nie otwarliśmy… schowałam wysoko, bo Małemu to się już oczy zaświeciły, gdy paczuszkę zobaczył. Wolałabym, by świąt doczekała… a przynajmniej Wigilii.

Dziękujemy Ciociu G. (tzn. Mikołajowo) :)))

poniedziałek

10

Grudzień 2012

17

komentarzy

Po chorobowo i po mikołajkowo

Napisała: , w kategorii: dziecko

Dziś czuję się lepiej. Stanęłam na wadze i zobaczyłam 42kg!
Jestem w szoku jak szybko „jelitówka” wykańcza organizm. I pomyślcie sobie, co biegunka rotawirusowa z dzieckiem robi, skoro młoda i silna kobieta w ciągu trzech dni traci prawie 8kg!

Mam nadzieję, że nawrotów nie będzie, a i apetyt dziś mam i w brzuchu burczy…

Na pocieszenie wczoraj Mr.Tata kupił mi spóźniony prezent mikołajkowy:

Uwielbiam takie niespodzianki :)))

czwartek

6

Grudzień 2012

11

komentarzy

Całkiem wyluzowany Święty…

Napisała: , w kategorii: dziecko

Z racji tego, iż dziś Święty Mikołaj ma bardzo dużo pracy, my, chcąc go odciążyć troszeczkę, zaprosiliśmy go do siebie już wczoraj.

W tym roku Święty okazał się całkiem wyluzowany. Musieliśmy mu wybaczyć godzinne spóźnienie, oraz niedopracowanie ubrania wyjściowego (które zakładał, o zgrozo tuż przed samym wejściem, pod windą!). Cóż Święty to Święty i nie ma co dyskutować, ważne, że dotarł w ogóle 🙂

Mały czekał na Świętego cały dzień. Słuchaliśmy świątecznych przebojów, próbowaliśmy zrobić dekorację i upiec pierniki. Nieskutecznie niestety, ale najważniejsze, że Synek czuł, że wydarzy się coś ważnego.

Gdy w końcu się zjawił, Mały zdezorientowany wbił się we mnie swoimi pazurkami. Dopiero, gdy Mikołaj przemówił, coś jakby zaświtało w jego głowie, coś swojskiego, coś co już dobrze zna, ale ni jak dźwięk z obrazem nie chciał współgrać.

Prawdziwy dramat nastąpił gdy posadziłam Małego Świętemu na kolanach. Och co to był za szloch. Na szczęście trwał krótko, bo Mikołaj od razu zabawkę wyciągnął… No i po krzyku. I nawet pomachał mu na pożegnanie, i coś co przypominało buziaka posłał.

Bardzo Mały zafascynował się zabawką. A najbardziej młotkiem. Trzaskał i trzaskał… aż sen go znużył. Ucieszyłam się, bo lubię jak Mały dostaje zabawki, które uczą, koordynują, rozwijają itd. Dziś odkryliśmy, że zabawka bardziej niż koordynację oko-ręka, ćwiczy kreatywność.

Mały zamiast młotkiem, pałeczki wbijał stopą, bo łatwiej… a na końcu zaczął na nich siadać, bo wszystkie na raz można przebić na drugą stronę. Gdy rozpracował system… znudził się 🙂

Uwielbiam takie „mądre”zabawki, dlatego w przyszłym roku Synek sam napisze list do Świętego, nie mama…