HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

motywacjaArchiwum

poniedziałek

9

Styczeń 2017

0

komentarzy

Podsumowanie roku 2016

Napisała: , w kategorii: styl życia, trening

Cały poprzedni rok „męczyłam” Was podsumowaniami treningowymi. Dlaczego? Powodów miałam kilka, ale najważniejszy jest ten:

Pokaż innym i sobie samej ile wysiłku wkładasz w to co robisz!

Oczywiście nie ważna jest ilość treningów, ale ich jakość. Ważna jest regeneracja i dobry plan treningowy. Wszystko musi być poparte właściwie zbilansowaną dietą. 

Czasami zastanawiam się skąd się w ludziach bierze przekonanie, że jednemu coś przychodzi łatwiej niż innym. Czasem rzeczywiście, można mówić o szczęściu, zrządzeniach losu, sprzyjających warunkach, ale tak naprawdę na wszystko trzeba ciężko pracować. Wielokrotnie słyszałam:

– Ty się nie musisz wysilać. Tobie to łatwo przychodzi. Ty masz na wszystko czas.
(więcej…)

piątek

19

Luty 2016

1

komentarzy

Strefa komfortu

Napisała: , w kategorii: dieta, styl życia, trening

Własnie ogarnęłam swoją skrzynkę mailową i widzę jak wraz z kolejnym tygodniem maleje motywacja do ćwiczeń osób, które mi tę skrzynkę zapchały tuż po Nowym Roku. Lubię początek roku za nowe perspektywy. Zasypiasz 31 grudnia, budzisz się 1 stycznia z przekonaniem „teraz wszystko będzie inaczej, będzie lepiej”. Przez jedną noc dzieje się to, do czego nie można się zmusić przez cały rok – zmiana sposobu myślenia o sobie i swojej przyszłości. Początek roku zawsze jest magiczny. Zaczynamy wierzyć w siebie, chcemy naprawiać wszystko co wokół kuleje. Formułujemy wciąż nowe postanowienia:
– pozbędę się nadwagi
– rzucę papierosy
– nie będę jadła słodyczy
– będę więcej się ruszać
– będę dbać o siebie
– nauczę się hiszpańskiego
– zmienię pracę
– wyjdę za mąż… (więcej…)

wtorek

11

Luty 2014

6

komentarzy

poniedziałek

27

Styczeń 2014

4

komentarzy

Starość. Radość? Nie radość?

Napisała: , w kategorii: styl życia

W zeszłym tygodniu obchodziliśmy Dzień Babci i Dziadka. Wpisy na blogach, wiadomości w TV, reklamy… niemal wszystko przedstawiało obrazek uśmiechniętych staruszków tulących swoje małe lub całkiem duże wnuki… ale mój wzrok i moje myśli wyjątkowo skupiły się na upływie czasu, starości właśnie. (więcej…)

sobota

18

Styczeń 2014

11

komentarzy

Kochaj męża swego i wszystkich bliskich jego?

Napisała: , w kategorii: styl życia

Z okazji nadchodzącego dnia Babci i Dziadka naszły mnie takie oto przemyślenia… W zasadzie nachodzą mnie czasami, ale teraz chcę się nimi podzielić.

Zawierając związek małżeński, czy też po prostu wchodząc w trwałą relację z bliską osobą, tak naprawdę nie tworzymy więzi wyłącznie z nim. W tym szczęśliwym łańcuszku uczestniczy wiele osób. Jedni rodzice, drudzy rodzice, rodzeństwo (a czasem może być to naprawdę spora grupa), ciotki, wujkowie, kuzynostwo…. przyjaciele! (więcej…)

czwartek

2

Styczeń 2014

7

komentarzy

Przestać myśleć, zacząć działać!

Napisała: , w kategorii: styl życia

Jestem dobra w działaniu, ale jak się okazuje, jeszcze lepsza w myśleniu.

Podsumowując ubiegły rok, przekonałam się, że mimo, iż nie próżnowałam, wiele spraw nad którymi pracowałam, i które planowałam zostały gdzieś zawieszone…w myślach. Ludzki umysł to doskonałe miejsce na upychanie wszystkich planów, marzeń i fantazji. I o zgrozo! Jest nieograniczony!

Wypijając szklankę whisky w sylwestrową noc, a raczej w noworoczny poranek (była chyba 5 rano) – nie, nie piłam przez całą noc – uroczyście postanowiłam (w myślach), że w tym roku mniej skupię się na myśleniu, a więcej na działaniu. Dlatego dziś od rana niemal tworzę plan kolejnych kroków do osiągnięcia celu (celów).

I chyba po raz pierwszy nie jest to lista życzeń, a realny plan do realizacji. Krok po kroku. Niemal na tygodnie rozpisany, w trzech grupach:

1. Sprawy osobiste, zawsze na pierwszym miejscu, więc i tym razem z konkretnym planem.

2. Kariera. Muszę mądrze nią pokierować, by zaowocowała w kolejnych latach.

3. Rozwój osobisty:

JOGA – moja wielka i trudna miłość. Choć nie raz ją zdradzałam, myślę, że przyszedł czas na potraktowanie jej całkiem serio.

PORTUGALSKI
– kiedyś mi dobrze szło. Głupia byłam, że porzuciłam naukę, ale za 2-3 lata, gdy wszystko w moim życiu nabierze harmonii, planuję nagrodzić się wycieczką do Portugalii… taką dłuższą i treściwą. Znajomość języka, nawet w podstawach będzie zupełnie na miejscu.

A skoro wszystkie horoskopy zgodnym chórem mówią, że 2014 będzie sprzyjał odważnym, to nie pozostaje mi nic innego, jak być wyjątkowo Brave & Strong w tym nowym roku.

yoga warrior pose
źródło Internet

niedziela

22

Grudzień 2013

12

komentarzy

Być gotowym na wszystko.

Napisała: , w kategorii: styl życia

W ciągu ostatniego tygodnia miałam wyjątkowo wiele sposobności, by spotkać się ze znajomymi i ich pociechami. I pewnie bym o tym nawet nie wspomniała, gdyby nie rzuciło mi się w oczy, że oni jednym zgodnym chórem mówią „nie byliśmy gotowi / nie jesteśmy gotowi (na dziecko, na kolejne dziecko)”.

I mówią to z żalem, z wewnętrznym oskarżeniem, że sobie nie radzą.

Mają rację. Nigdy nie jest się wystarczająco przygotowanym, na tą przygodę zwaną RODZICIELSTWEM. Można się wyedukować i zaopatrzyć we wszystkie ułatwiające codzienność gadżety, ale prawda jest taka, że każdy kolejny dzień jest w mniejszym lub większym stopniu nieprzewidywalny.

Bo na to nie da się przygotować w żaden sposób. Nie da się niczego zaplanować, bo każdy plan weryfikuje się z dnia na dzień.

Rodzicielstwo daje niezwykłe pokłady siły i emocji, o których istnieniu niewielu by siebie podejrzewało. Od euforii, po rozpacz i bezradność. Daje też motywację by starać się o każdy kolejny dzień, o każdy następny krok. Pozwala zrozumieć czym jest odpowiedzialność, za siebie i drugiego człowieka, tego małego, bezbronnego jeszcze. Uczy systematyczności i opanowania, jak nic z czym miało się do czynienia do tej pory.

A najważniejsze uczy miłości. Tej bezwarunkowej i bezgranicznej. Cierpliwej. Wymagającej.

I muszę przyznać, że nie byłam gotowa na dziecko, choć tak bardzo chciałam wierzyć, że jestem. Byłam gotowa na coś ważniejszego. Na podjęcie decyzji. Niezależnie jaki obraz rodzicielstwa miałam w głowie i jak bardzo rozminął się on z rzeczywistością, a z drugiej strony jak wiele radości wniósł w moje życie, podjęłam decyzję. Podejmuję ją każdego dnia. Konsekwentnie. Podążam za swoim wyborem i stawiam mu czoło. Czerpię z niego ile się da. Uczę się ile mogę, i po prostu staram się. Staram się być dobrą i rozsądną matką.

Nie istnieje takie pojęcie jak „właściwy moment na dziecko”.

Przychodzi tylko moment, w którym trzeba być gotowym na podjęcie decyzji, trzymać się jej i nigdy w nią nie wątpić.
Być gotowym na wszystko.

                                                                        *źródło Internet

poniedziałek

9

Grudzień 2013

11

komentarzy

Anioł ze mnie ;)

Napisała: , w kategorii: styl życia

Tak. Myślę, że musiałam być wyjątkowo grzeczna w tym roku… a przynajmniej „wyjątkowa”, ponieważ poczciwy Mikołaj postanowił zasypać mnie prezentami. I skoro zapomniałam co to znaczy dostać prezent 6 grudnia… teraz ciężko się zastanawiam, o co chodzi?

A tak poważnie, to już dawno początek grudnia nie dostarczył mi tyle radości:

DAWANIE
.
Przede wszystkim radość z dawania. Prezentów. Uśmiechów. Miłych słów… Nic nie sprawia mi większej satysfakcji, niż radość wypisana na twarzy i to taka, której nie sposób ukryć, spontaniczna i szczera. I rozkoszuję się tą prawdą powtarzaną mi od dziecka, choć w dzisiejszych czasach mocno wyświechtaną, że najpiękniej jest dawać, nie brać! Sezon na DAWANIE rozpoczęłam już 1 grudnia… a skończę…  hmm… Skończę w ogóle?

WROCŁAW
I znów trafił mi się wyjazd szkoleniowy, w dodatku w tak idealnym mikołajkowym terminie. I myślę, że czasem niewiele trzeba, wystarczy chwila ucieczki. Tak. Nie ma przecież w tym nic złego, że opuszcza się rodzinne gniazdko tylko na chwilę, by móc trochę polatać. Rozłożyć skrzydła i pobyć sam na sam ze swoimi myślami… choć przez jedną noc. I nową wiedzę zdobyć. I przejść się po pięknym rynku wieczorową porą, i odnaleźć magię świąt na Jarmarku Bożonarodzeniowym. Odkryć inny rodzaj piękna… to sentymentalne… pochodzące z migających światełek, świątecznych przebojów, zapachu choinki i prażonych migdałów… a może to grzaniec tak mi w głowie myśli ubarwił?

KINDLE
To już zupełnie namacalnie. Moje potrzeby i pragnienia zmaterializowały się w postaci tego cudnego czytnika. Zapałałam do niego miłością wielką i rozstawać się z nim nie zamierzam. I kończyć szybko ten post muszę, bo Gibson na mnie czeka. Kolejny rozdział się otwiera 😉


CHODAKOWSKA
Zmień swoje życie… krzyczy do mnie z okładki książki. No zmieniam, zmieniam… odpowiadam jej w myślach. A co mnie najbardziej w tej pozycji urzekło to przepisy. Proste, zdrowe i sycące. Takie jak lubię.

Tak. Mikołaj wie, co dla mnie jest najlepsze i jak mnie uszczęśliwić 😉

czwartek

7

Listopad 2013

9

komentarzy

Kobieta? Pracująca?

Napisała: , w kategorii: styl życia

Są dla mnie sprawy i pojęcia oczywiste. Tak oczywiste, że nie często się nad nimi zastanawiam. Na pewno do nich należy: Praca, Samorealizacja, Kariera. 

Wrzucona w wir pracy, po prostu dawałam mu się porwać. Potrafiłam serce sobie wypruć dla sprawy. Przyszedł jednak i taki moment, że zmądrzałam. A raczej dojrzałam do rozdzielenia pracy od życia. Nauczyłam się „po prostu pracować”, i „po prostu żyć”, ale zawsze w rękach mi się paliło, umysł szukał nowych wrażeń i wyzwań.

Taki program mam wrzucony: Tytan Pracy, Mistrz Organizacji.

Odkąd Mały jest na świecie, bardziej doceniłam „po prostu życie”, bo nagle okazało się, że jest coś ważniejszego, niż cokolwiek. Leżenie na kocyku razem z Synkiem i wodzenie wzrokiem za łażącymi wszędzie mrówkami i biedronkami, stało się ważniejsze niż nienapisany tekst, nietknięte zlecenie. Wszystko pozornie, bo gdy tylko gasły światła w mieszkaniu… wszyscy pogrążali się we śnie, ja nadrabiałam zaległości. To co zaplanowałam, zrobione być musiało i tyle. 

No i obowiązki „domowe”… przecież to nie wakacje w spa. I zdałam sobie sprawę, że przez ostanie 2.5 roku pracowałam ciężej, niż przez lata całe na etacie.

I co się okazuje… gdy teraz właśnie, moje życie zawodowe znów rusza do przodu, to cała reszta obowiązków się nie zmienia… Nic się nie zmienia. Pracy jest więcej.

Mistrz organizacji? Tytan pracy?


I czytam sobie raporty CBOS z początku tego roku, na temat sytuacji kobiet na rynku pracy:

Ponad dwie piąte ankietowanych (44%) uważa, że kobiety pracujące zawodowo cieszą się większym szacunkiem społecznym niż gospodynie domowe, które zajmują się wyłącznie prowadzeniem domu i opieką nad dziećmi. Przeciwną opinię wyraża jedynie 5% badanych.


Może kiedyś sama przyłączyłabym się do tych 44%, ale teraz biję pokłony przed matkami, zwłaszcza tymi wielodzietnymi, które wzięły na swoje barki trudy organizacji zaplecza domowego. A tym, które łapią w jednym ręku i dom, i dziecko, i pracę… to medal zasług specjalnych bym przyznała… Choć pewnie każda powie „Co tam! Życie!” (sama tak mówię). I w myślach przywołuję te „dziewczęta biurowe”, co to z niczym na czas zdążyć nie potrafią… Organizacja drogie panie! Organizacja!

A teraz tak szczerze… lubię ten młyn. Oddycham nim. Może jeszcze bardziej dokręcę śrubki?

😉



wtorek

29

Październik 2013

23

komentarzy

…sweet dreams…

Napisała: , w kategorii: dziecko

Nastała rzecz niebywała. Nieprawdopodobna wręcz. Mały sam zasypia w swoim łóżeczku! Bez…

misia,
trzech piłek,
dwudziestu samochodzików,
pięciu książeczek,
telefonu komórkowego,
laptopa,
wokalu osobistego jednego, bądź drugiego rodzica,
chórku czasem.

Godzina 19.30 gasimy światła w całym mieszkaniu. Mówimy dobranoc. Mały biegnie do łóżeczka, układa się do mnie tyłem, czasem tylko rękę wyciągnie, by sprawdzić czy jestem.

5 minut później śpi.

Śpi.

Jakie to proste.

Ale fakt pierwszy: od miesiąca nie zaliczyliśmy żadnej dziennej drzemki. Fakt drugi: jak tylko mogę staram się organizować mu aktywne zajęcia (tak. skakanie po łóżku, gdy mama pracuje, to jest aktywne zajęcie). Fakt trzeci: mój mały chłopiec dorasta.

I pomyśleć, że jeszcze kilka miesięcy temu zamieniałam się w zombie… gdy Mały budził się co parę chwil… Wszystko się zmienia. I nie wiem tylko czy cieszyć się, czy lękać, że to dzieje się w takim tempie… Ale najważniejsze: i ja, i Synek mamy spokojny sen. Gdy się jest wypoczętym i zrelaksowanym, łatwiej stawić czoła wszystkiemu, co nas tak zaskakuje 😉