HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

nauka samodzielnościArchiwum

poniedziałek

25

Marzec 2013

17

komentarzy

Zmiana miejsca spania.

Napisała: , w kategorii: dziecko

Do zmiany łóżeczka dla Synka, przymierzałam się już od kilku miesięcy. To niemowlęce nie spełniało swoich zadań. Choć bok został ściągnięty ponad rok temu, to teraz łóżeczko jakby się skurczyło. Nie wspominając już o jego niestabilności.

Skaczący dwulatek +łóżeczko składające się z cienkich deseczek, zamontowanych na czterech śrubach = prędzej czy później zdarzenie wypadkowe.

Pojechaliśmy do Ikei więc i kupiliśmy:

Zastanawiałam się nad kilkoma wariantami: może biały Kritter? Może kanapa jednak? Ale postawiliśmy na opcję najprostszą, nie inwazyjną stylistycznie. W pokoju dla Synka jeszcze nie zaczęliśmy remontu, więc i nie wiemy dokładnie co i jak.

Wraz z nowym łóżeczkiem, pojawiło się nowe miejsce spania. Dotąd łóżeczko stało na przeciwległej ścianie w stosunku do naszego łóżka, zaraz przy drzwiach balkonowych… i właśnie po zmontowaniu nowego nabytku, okazało się, że przecież to jest znacznie większy (szerszy) mebelek i zachodzi na drzwi balkonowe tak, że nie da się ich otworzyć.

Cała niedziele stała więc pod znakiem meblowania. Zmieniliśmy całą koncepcję przestrzeni, ale efekt końcowy zaskoczył nas samych 🙂

A co najważniejsze Małemu ta zmiana bardzo się spodobała, bez dwóch zdań zaakceptował i nowe łóżko i nowe miejsce…

środa

19

Wrzesień 2012

35

komentarzy

Nocny koszmar ze szkodą dla dziecka

Napisała: , w kategorii: dziecko

Plac zabaw to istna szkoła przetrwania… dla rodziców bardziej niż dla dzieci. To szkoła wychowywania przez rodziców swoich pociech. Ileż różnych teorii, dobrych rad, trików, sztuczek (co jedna to lepsza) wychowawczych usłyszeć można.

Na całe szczęście podatność na dobre rady i opnie dawno mam już za sobą. Wyrobiłam w sobie przekonanie, ze sama wiem, co jest słuszne dla Małego i wychowuję go w świetle zasad, w które wierzę.

Jednak od czasu do czasu trafi mi się rozmowa z drugim rodzicem, która wybija mnie z mojego świata. Tak było i tym razem. Czułam się jakbym dostała młotkiem w głowę lub zażyła jakiś psychotropowy specyfik.

Siedzę w piaskownicy z Synkiem, a razem z nami ojciec dwuletniego chłopczyka. Rozmawiamy o naszych dzieciach. Pada w moją stronę pytanie:

– śpi już sam?
– czasem… raz śpi u siebie, raz ze mną
– w swoim pokoju?
– nie ma jeszcze swojego pokoju…
– no ja bym z tym nie zwlekał. My właśnie uczymy syna zasypiać w swoim pokoju, póki jeszcze nie mówi.
– co mowa ma wspólnego z zasypianiem w swoim pokoju?
– no ma! Moja siostra uczyła swoją 2,5 letnią córkę zasypiać u siebie, a że ta już dobrze gadała to mieli w domu istny horror
– jak to?
– na bo krzyczała „mamo nie zostawiaj mnie. mamo boję się”
– dlaczego?
– no, jak ją wkładali do łóżeczka, gasili światło i wychodzili, żeby małą nauczyć samodzielnego zasypiania…

Ta rozmowa jeszcze chwilę się ciągnęła. Wdałam się z ojcem w dyskusję o samodzielności dwulatków. I czułam się w tej rozmowie, jakbym gimnazjaliście całki wykładała.

Nie daje mi to spokoju. Jak można tak małe dziecko zostawić same w ciemności? Zdaję sobie sprawę, ze teraz dzieci szybko nabierają samodzilności, świat pędzi do przodu, rodzice pracują, dzieci często zdane są same na siebie.

Ale jaki jest sens pozostawienia dziecka w krzyku „mamo boję się”?
Czy dwuletnie dziecko (w ogóle dziecko) nie potrzebuje już przytulenia, kołysanek, wspólnego czytania bajek?
Czy naprawdę te parę chwil towarzyszenia dziecku przy zasypianiu to taka strata czasu dla rodzica?
Czy dzieci naprawdę muszą być aż tak samodzielne? Same jeść, same zasypiać, same się sobą zajmować?
Czy to nie jest przypadkiem znęcanie się psychiczne nad dzieckiem? Oczekiwanie od niego rzeczy, które go przerastają?

Same sobie na to odpowiedzcie, bo mi ręce opadają…