HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

poznawanie świataArchiwum

czwartek

13

Grudzień 2012

9

komentarzy

„Szlacheckie” zwyczaje…

Napisała: , w kategorii: dziecko

Tak, tak… mój Mały zachowuje się ostatnio niczym Kmicic w karczmie.

Wypija mleczko z butelki i wyrzuca pustą za siebie…
Wypija herbatkę z kubeczka i ciska nim o podłogę…
Zjada obiadek i pustą miskę na ziemię zrzuca… bo jakże tak puste naczynia mają stać na stole…

W przypływie dobrych chęci odniesie talerz do kuchni, by wrzucić go do zlewu. A że dobrze jeszcze nie sięga to wyrzut w górę jest porządny! Ileż to już się w moim domu wytłukło… nawet nie potrafię zliczyć…

Czas przeprosić się z plastikową zastawą, póki Małemu te „szlacheckie” zwyczaje nie przejdą…

środa

31

Październik 2012

17

komentarzy

Śmiać się czy płakać?

Napisała: , w kategorii: dziecko

Dawno dawno temu słyszałam opinie, ze przy dziecku są same straty… i nie chodziło o koszta jakie za sobą pociąga posiadaniem dziecka, a raczej o to, że sukcesywnie pozbywasz się swojego „majątku”. Oczywiście każdą taką wypowiedź dzielę przez dwa…

Dawno dawno temu też byłam mocno przywiązana do rzeczy. Wyniosłam to z domu, w którym każdy garnek czy talerz służył swoim użytkownikom przez lata całe, a o zbity kieliszek mogła być mała awantura.

Wyprowadziłam się, nabrałam dystansu do tego typu zachowań, co więcej nauczyłam się, że rzeczy służą człowiekowi a nie odwrotnie. Teraz mi nie żal, ani stłuczonej zastawy, ani zaplamionych nieodwracalnie ubrań, zniszczonego telefonu. Jedyną rzeczą do której jestem naprawdę przywiązana i której strata wywołałaby pewnie smutek, a nawet łzy to obrączka! I nic więcej…

Przy dziecku są same straty… a ile radości!

Malec mój dzielny, postanowił pokazać mi jak potrafi załączyć pralkę. Zamknął drzwiczki, nastawił program pokrętłem, nacisnął START i zaczął bić brawo. Ja też! Dopóki nie zobaczyłam, że w środku znajduje się ładowarka do akumulatorków…

Usiadłam na chwilę do komputera z kubkiem kawy, Mały w tym czasie bawił się klockami obok w pokoju. Nagle słyszę trzask. Idę, zaglądam, nic się nie dzieje… Mały siedzi na dywanie obłożony klockami… „pewnie nimi rzucił” pomyślałam… Potem słyszę szybciutkie tup tup tup i trzaśniecie lodówki. Podnoszę się z krzesła i biegnę… Nie zdążyłam, na dywanie wylądowały trzy jajka w nich moja biżuteria. Jak mogłam się nie domyślić, ze wcześniejszy trzask to było moje pudełko na błyskotki? Synek oczywiście znów bił brawo. Kto go tego nauczył?

Gotujemy razem obiad. Nieopatrznie na oczach Małego do kosza wrzucam papierek po wysmarowanym maśle. Zwykle nie wrzucam do kosza przy nim rzeczy, które go zainteresują na tyle, by z tego kosza je wyjąć. Roztargniona byłam… Odwracam się, a on już wylizuje resztki masełka. Wystarczyło, że spojrzałam, by Mały zorientował się, że zrobił coś nie tak i pozbył się dowodu zbrodni, kładąc go sobie na głowę.

Ostatnio jest u nas bardzo wesoło. Bardzo :)))