HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

rodzicielstwoArchiwum

wtorek

12

Luty 2013

14

komentarzy

Ma to po mamie

Napisała: , w kategorii: dziecko

Lubię wpatrywać się w mojego Synka… podczas zabawy, wspólnych posiłków, spacerów, snu… wciąż mnie zaskakuje jak szybko się zmienia.

Widzę w nim Mr.Tatę. Taką jego miniaturkę… gdy tak leżą obok siebie to mam wrażenie, ze to jego klon, skóra z ojca zdjęta.

Coraz częściej jednak widzę w nim siebie.

Ma moje oczy… duże, piwne. I gęste, ciemne, długie rzęsy…

Ma moje nogi… nie tak strzeliste i idealnie zgrabne jak Mr.Tata, ale normalne… takie moje po prostu.

Ma łaskotki w pępku. Dziwna przypadłość, ale ja w pępek dotknąć się nie dam, a Mały zanosi się od histerycznego śmiechu, kiedy w pępek mu palec wkładam.

Wczoraj na spacerze spotkałam koleżankę, która Małego widziała ostatni raz, kiedy ten miał trzy miesiące chyba:

– O Boże! Ale ty masz duże dziecko! O Boże! On ma twoją twarz!

Bałam się zapytać czy to dobrze, czy źle… :)))

poniedziałek

28

Styczeń 2013

13

komentarzy

Dwa lata

Napisała: , w kategorii: dziecko, styl życia

Dokładnie dziś mijają dwa lata odkąd „siedzę w domu”.

Dwa lata temu, zaczynając siódmy miesiąc ciąży poszłam na swoje pierwsze L4. To znaczy, sama nie poszłam… zostało to na mnie wymuszone. Praca w korporacji skutecznie mnie osłabiła, wyssała ze mnie resztki energii i zdrowia. Poczułam się źle. Ginekolog wypisała mi L4 na dwa tygodnie z kategorycznym dopiskiem ODPOCZYWAĆ! (więcej…)

czwartek

10

Styczeń 2013

21

komentarzy

„Radzisz sobie”

Napisała: , w kategorii: dziecko

Przypomniało mi się, jak będąc studentką, lat 22, wracałam do domu autobusem ze szkolną koleżanką. Drogi większości licealnych znajomych rozeszły się w różnym kierunku. Niektórzy poszli na studia, inni do pracy, a kolejni założyli rodziny. Koleżanka należała do tej trzeciej grupy. Zaraz po maturze wyszła za mąż i urodziła dziecko. Z wypiekami na policzkach opowiadała mi o swojej córeczce, o ząbkowaniu, o tym że kupy nie było od trzech dni, o pieluszkach… Jak można się domyślić niespecjalnie mnie to wszystko interesowało, dlatego zmieniłam temat:

– a co u Danusi? (naszej wspólnej znajomej)
– wiesz, właśnie urodziła chłopca. Ale jak ona sobie genialnie radzi! Sama jest, a i zakupy zrobione, dom wysprzątany, mały czyściutki pachnący… Ja tak nie potrafię…

Pffii… pomyślałam wtedy. Co to za filozofia poprowadzić dom i zajmować się dzieckiem? No żadna przecież. Nie rozumiałam przekazu wtedy. Ale co ja miałam za problemy? Dwa razu w roku sesja (fakt bywało stresująco), dobre notatki z zajęć, no i odwieczny problem, w co się ubrać na randkę z chłopakiem (obecnym mężem de facto). Nic a nic nie rozumiałam.

Wczoraj widziałam się ze znajomą, matką dwójki dzieci. Na pożegnanie powiedziała mi, że podziwia, jak sobie radzę…

I dopiero wtedy do mnie dotarło. Musiałam czekać dziesięć lat by zrozumieć. Bo macierzyństwo to nie zajęcie hobbystyczne, a prowadzenie domu, to nie wakacje w spa.
Muszę przyznać, ze żadna dotychczasowa praca nie wymagała ode mnie tyle poświęcenia, cierpliwości, zorganizowania, logicznego myślenia, wysiłku fizycznego jak opieka nad moim Synkiem. Z drugiej strony, żadna dotychczasowa praca nie dawała mi tyle spełnienia i szczęścia…

„Radzisz sobie”, to jeden z najważniejszych komplementów w moim życiu.

czwartek

3

Styczeń 2013

10

komentarzy

W trójkącie raźniej

Napisała: , w kategorii: dziecko

Mr.Tata wrócił  już do swoich zawodowych obowiązków, co sprawiło, że zdążyłam zapomnieć o świętach. Trochę za szybko wróciliśmy do szarej codzienności. Przydałby się jeszcze co najmniej tydzień, by się sobą nacieszyć w pełni.

Aż trudno uwierzyć, że zaledwie przedwczoraj inaugurowaliśmy Nowy Rok porannym spacerem…



Tak rzadko wychodzimy wszyscy razem, że każda chwila w naszym rodzinnym trójkącie jest dla mnie bardzo cenna… i chcę by trwała jak najdłużej.

Byle do niedzieli…

poniedziałek

31

Grudzień 2012

6

komentarzy

Rok Odkrywcy

Napisała: , w kategorii: dziecko

Czas na podsumowanie kończącego się roku. Wczoraj myślałam nad tym, czym tak naprawdę ten rok różnił się od poprzedniego. A różnił się bardzo…

Zeszły rok był emocjonalny i zaskakujący, a ten? Hmmm… Odkrywczy. Tak czułam się jak Odkrywca niezbadanych terenów.

Odkryłam otaczający świat na nowo. Moje dziecko mnie tego nauczyło. Pokochałam od nowa zmieniające się pory roku, zwierzęta, rośliny, przedmioty i ludzi. Widząc fascynację w oczach dziecka, sama ją poczułam. I nie ważne czy deszcz, czy słońce, czy mrówka, czy pies… wszystko jest wielkim „oooo”.

Odkryłam, że moja natura biurokratki bardzo ułatwia mi organizację dnia. Nie mogę żyć bez planów i kalendarzy. Myślałam, że dziecko wprowadza do życia jedynie chaos, ale miło się zaskoczyłam. Dziecko lubi stały harmonogram nie mniej niż ja. Im bardziej wszystko jest poukładane, tym spokojniej i weselej. Oczywiście, co jakiś czas wyskakuje jakiś trybik i wszystkie plany sypią się jak domek z kart, ale cóż… nie może być zbyt idealnie, a i mama potrzebuje trochę niezaplanowanej „rozrywki”.

Odkryłam, że pozostawienie dziecka pod opieką dziadków (bo tylko oni z nim zostawali) nie jest żadną zbrodnią, a czasem przynosi miły dla ciała i duszy relaks. Mały kocha dziadków i lubi z nimi spędzać czas, więc czasem wolę go zostawić z nimi, niż ciągać po marketach.

Odkryłam też, że nie jestem samowystarczalnym cyborgiem. Pierwszy raz w tym roku poczułam, jak to jest nie móc zająć się dzieckiem. Było to podczas mojej choroby. Pierwszy raz poprosiłam o pomoc…

Odkryłam, że mimo szczerych chęci, dobrze zorganizowanego czasu, głowy pełnej pomysłów… praca przy tak małym dziecku jest niezwykle trudna. O ile szeroko pojęte obowiązki domowe nie stanowią żadnego problemu, bo przeważnie Synek mi towarzyszy, o tyle praca jest czasem niemożliwa, bo Mały towarzyszyć mi nie może. Kombinuję jak mogę, gdy tylko śpi… ale czasem sama padam. Wiele więc spraw czeka na realizację w 2013.

I na koniec odkryłam, że nie jestem całym światem dla mojego Malca. Czasem wręcz odsuwa mnie, gdy sam chce się pobawić, ucieka z klockami w kąt, albo uznaje, że z tatą zabawa jest lepsza. Oj tak… mój dzielny Synek zaczyna się separować… staje się coraz bardziej samodzielny. Choć wciąż miewa dni „mamo, nie odstąpię cię na krok. Będę tak na tobie wisiał od rana do wieczoroa, a i w nocy się na tobie wyłożę”. Ale to nic… kocham takie chwile i je celebruję, bo już za chwil parę Mały przestanie lepić się zupełnie…

Tyle odkryłam w tym roku…

Ciekawe, co przyniesie 2013?

Bawcie się dobrze dzisiejszej nocy, a w Nowy Rok wkroczcie z uśmiechem i optymizmem :)))

piątek

28

Grudzień 2012

16

komentarzy

Bo tata też ma coś do powiedzenia w kwestii wychowania

Napisała: , w kategorii: dziecko

Święta cieszyły mnie w tym roku ogromnie, z różnych powodów. A najważniejszy z nich to ten, że moi chłopcy dwaj spędzą ze sobą trochę więcej czasu.

I tak jak przewidziałam, tak się stało. Mały praktycznie nie odstępował taty na krok. Razem się wygłupiali, kopali piłkę, oglądali bajki, śpiewali kolędy (albo coś w tym stylu). Nawet zakatarzeni obaj, leżeli razem w łóżku i wypoczywali.

Tata oczywiście wykorzystał ten czas na wpajanie Synkowi zasad życiowych, a że chciał nadrobić stracony czas, co rusz wyskakiwał z jakąś „mądrością”.

W pewnym momencie z pokoju usłyszałam:
– Synu, choć namaluję Ci to co w życiu jest najważniejsze…

No nie mogłam tego przegapić, więc wparowałam z marchewką w jednej ręce (właśnie gotowałam obiad) i aparatem w drugiej. Oto co zobaczyłam:

A Tata rzecze:

– Zawsze najważniejsi są mama i tata. I piłka. I komputer. I pilot do telewizora. Bez tego ani rusz w życiu…

I kropka 😉

czwartek

20

Grudzień 2012

13

komentarzy

Taty Era

Napisała: , w kategorii: dziecko

Mały tęskni za tatą.
Płacze kiedy wychodzi. Trzyma się go kurczowo i nie chce puścić.
Gdy ten wraca do domu, Synek ciska w niego czym popadnie. Złości się.

Niestety ostatni miesiąc jest tak zawalony robotą, że Mr.Tata wraca do domu późno i tego czasu spędzonego z dzieckiem jest niewiele…

A Mały czeka… czasem siedzi pod drzwiami i na każde trzaśnięcie drzwi windy szepcze „TATA…”
Na mnie też zaczął mówić tata… a dokładniej „TADA”

Tak więc mieszkają z Synkiem Tata i Tada…

Mr.Tata tęskni okrutnie… nie raz coś mu się wyrwie pod nosem, na ten niesprawiedliwy świat…

Tak się cieszę, że święta już tak blisko. Moi chłopcy wreszcie spędzą ze sobą trochę więcej czasu…

środa

29

Sierpień 2012

11

komentarzy

Coraz dalej od mamy

Napisała: , w kategorii: dziecko

Mój Mały Synek staje się coraz bardziej samodzielny. Kiedy on tak podrósł? Kiedy?
Jeszcze niedawno spał wtulony w maminą pierś a teraz?
Teraz to… No właśnie…
Kilka miesięcy temu otwarłam łóżeczko Małego i przystawiłam je do naszego łóżka (pisałam o tym w jednym z postów). Pomysł sprawdził się bardzo. Ja nie zastanawiałam się co wieczór czy lepiej by Synek spał sam czy ze mną. Sam dokonywał wyboru. Usypiałam go w łóżeczku po czym przez wiele, wiele nocy wędrował w objęcia mamy. Aż do teraz.

(więcej…)

piątek

17

Sierpień 2012

19

komentarzy

Babcia kontra „toksyczna matka”

Napisała: , w kategorii: dziecko

U babci można więcej… babcia przymyka oko i pozwala szaleć. 
Babcia daje na obiad racuchy z cukrem pudrem, a mamie mówi, że szpinak był. 
Babcia nie karze kłaść się spać po dobranocce, tylko do późnej nocy bajki opowiada.
Babcia pozwala ze wszystkich mebli w pokoju zrobić bastion.
Babcia pozwala bawić się w piwnicy i nie straszne jej są mocno zabrudzone ubrania.
Babcia wychodzi z pokoju, gdy wnuczka w histerię wpada, bo do domu iść nie chce, i mówi do matki „nie może przecież kochać mnie bardziej niż ciebie”.
Babcia jest najukochańszą osobą na świecie.
Moja babcia…
A jaką babcię ma mój Synek?
Wczoraj odwiedziliśmy rodziców. Było miło, do czasu kiedy na stół nie wniosła łakoci. Grzecznie jej powiedziałam, że Mały słodyczy nie jada. A ona? Na siłę próbowała mu wcisnąć delicję do ręki. Musiałam wyjść z dzieckiem z pokoju, by się uspokoiła. Ona. Nie dziecko, które zainteresowania ciasteczkiem nie wykazywało…
I okazało się, że toksyczną matką jestem bo:
nie pozwoliłam, by Synek był bity, popychany i gryziony przez 3,5 letnią kuzynkę, bo przecież „dzieci tak się bawią”.
założyłam mu bluzę, gdy wyszedł na balkon, bo wiało tak, że doniczki przewracało.
nie pozwoliłam bawić się szklanymi świecznikami, a babcia i tak dała mu do ręki, co skończyło się roztrzaskaniem ich w drobny mak.
kazałam sprzątnąć przybornik krawiecki z nożyczkami i igłami. „Po co? Niech sobie pogrzebie”. Sama musiałam go sprzątnąć.
 
Ale jestem toksyczna… moje dziecko musi być bardzo nieszczęśliwe.
a na koniec usłyszałam: „będziesz okropną teściową, bo tak na niego chuchasz i dmuchasz”.
Ja nie wiem… czy każdej babci rozum odbiera, gdy wnuczka swojego widzi? U babci można więcej, ale minimum zdrowego rozsądku wykazać trzeba. 
Mr.Tata jest wściekły. Wczoraj chciał zerwać z nimi kontakty. Dziś już złagodniał, choć zapowiedział, że Synka od kuzynki separować będzie.
I ma rację. Dziewczynka jest nieznośna i agresywna… niestety. Podejrzewam, że ma ADHD, a mój Malec sam obronić się nie potrafi jeszcze. 
Babcia… ech

środa

8

Sierpień 2012

14

komentarzy

Wielkie zmiany na 15 miesięcy

Napisała: , w kategorii: dziecko

Właśnie dziś mój Synek kończy 15 miesięcy i muszę przyznać, że ostatni miesiąc zdecydowanie różnił się od pozostałych. Bardzo wyraźnie wkroczyliśmy w nowy etap. Mój Mały Bobas zmienił się w Dziecko.
Zmienił się plan dnia:
4.30-5.00 – pobudka (od razu robię mleczko, po którym dosypia jeszcze godzinkę, bądź nie – reguły brak)
6.00 – jestem już na nogach i parzę zieloną herbatę, a mój Syn próbuje dobudzić Mr.Tatę
7.00 – śniadanie. Przeważnie kaszka
8.00-11.00 – plac zabaw 
11.00-12.30 – drzemka Małego (tak, tak… oto nowość: przestawił się na jedną drzemkę!). Ja w tym czasie próbuję uporać się z obiadem
13.00 – obiad
14.00-17.00 – plac zabaw (na podwieczorek owoce, które pałaszujemy oboje podczas wspólnej zabawy)
17.00-18.00 – czas na brojenie w domu
18.00 – kolacja (zupka, bądź kasza, bądź kanapki – choć chlebka ostatnio nie chce)
18.30 – kąpiel
19.00 – leżymy wszyscy w łóżku i bawimy się, pomału przygotowując dziecię do snu
19.30 – usypianie. I tu druga nowość: do usypiania służą książeczki!!! Oglądamy je tak długo, aż Synek znuży się i zaśnie.
20.00 – 4.30 – sen, tylko czasami przerywany krótkimi przebudzeniami. Zdarza się mu przespać całą noc. Oby zdarzało się częściej :)))
Po za tym Mały:

– pokazuje rączką jaki jest duży
– pokazuje poprawnie wszystkie części twarzy
– bawi się na placu zabaw z innymi dziećmi (np. kopiąc piłkę)
– wciąż ćwiczy aparat mowy: pojawiły się nowe dźwięko-słowa:

E DZIU (nie mam pojęcia co to),
LALA (ta z teletubisiów, konkretna),
BABA (nie babcia, a baba z piasku),
PA (nie papa, ale kupa. Jak go przebieram to mówię ku-pa, a on PA. Czasem jak zrobi kupę, biegnie po matę do przewijania i krzyczy PA!)

– dwa razy trafił siuśkami do nocnika, przy czym raz wylał te siuśki na siebie
– potrafi wspiąć się na drabinę
– potrafi wdrapać się na zjeżdżalnie po śliskiej stronie
– wie jak używać pchaczo-jeździka
– ogląda teletubisie. Potrafi skoncentrować się na bajce ok 10min.
– buduje wieżę z klocków, kubków, kamieni…
– zakłada na siebie poprawnie, choć nieudolnie poszczególne części garderoby, swojej i naszej 😉
– idąc się kąpać potrafi wskazać następujące po sobie czynności. Pokazuje na światło, które trzeba zapalić, potem na drzwi, po wejściu na kran. Wie, który płyn do kąpieli jest jego.
– daje buzi ciągle :)))
– zjada wszystko jak leci bez grymaszenia. Raz nawet połknął kulkę z mojego pudru brązującego…
– uwielbia banany
– wyszły mu dwa górne i jeden dolny trzonowiec, kolejny w natarciu. Kłów brak jak na razie
– DA! to wciąż jego ulubione słowo!
Jest najdoskonalszym dzieckiem na świecie! Nie wymyśliłabym go sobie lepiej! Nawet jak płacze, robi to perfekcyjnie :)))