HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

rola kobietyArchiwum

czwartek

7

Listopad 2013

9

komentarzy

Kobieta? Pracująca?

Napisała: , w kategorii: styl życia

Są dla mnie sprawy i pojęcia oczywiste. Tak oczywiste, że nie często się nad nimi zastanawiam. Na pewno do nich należy: Praca, Samorealizacja, Kariera. 

Wrzucona w wir pracy, po prostu dawałam mu się porwać. Potrafiłam serce sobie wypruć dla sprawy. Przyszedł jednak i taki moment, że zmądrzałam. A raczej dojrzałam do rozdzielenia pracy od życia. Nauczyłam się „po prostu pracować”, i „po prostu żyć”, ale zawsze w rękach mi się paliło, umysł szukał nowych wrażeń i wyzwań.

Taki program mam wrzucony: Tytan Pracy, Mistrz Organizacji.

Odkąd Mały jest na świecie, bardziej doceniłam „po prostu życie”, bo nagle okazało się, że jest coś ważniejszego, niż cokolwiek. Leżenie na kocyku razem z Synkiem i wodzenie wzrokiem za łażącymi wszędzie mrówkami i biedronkami, stało się ważniejsze niż nienapisany tekst, nietknięte zlecenie. Wszystko pozornie, bo gdy tylko gasły światła w mieszkaniu… wszyscy pogrążali się we śnie, ja nadrabiałam zaległości. To co zaplanowałam, zrobione być musiało i tyle. 

No i obowiązki „domowe”… przecież to nie wakacje w spa. I zdałam sobie sprawę, że przez ostanie 2.5 roku pracowałam ciężej, niż przez lata całe na etacie.

I co się okazuje… gdy teraz właśnie, moje życie zawodowe znów rusza do przodu, to cała reszta obowiązków się nie zmienia… Nic się nie zmienia. Pracy jest więcej.

Mistrz organizacji? Tytan pracy?


I czytam sobie raporty CBOS z początku tego roku, na temat sytuacji kobiet na rynku pracy:

Ponad dwie piąte ankietowanych (44%) uważa, że kobiety pracujące zawodowo cieszą się większym szacunkiem społecznym niż gospodynie domowe, które zajmują się wyłącznie prowadzeniem domu i opieką nad dziećmi. Przeciwną opinię wyraża jedynie 5% badanych.


Może kiedyś sama przyłączyłabym się do tych 44%, ale teraz biję pokłony przed matkami, zwłaszcza tymi wielodzietnymi, które wzięły na swoje barki trudy organizacji zaplecza domowego. A tym, które łapią w jednym ręku i dom, i dziecko, i pracę… to medal zasług specjalnych bym przyznała… Choć pewnie każda powie „Co tam! Życie!” (sama tak mówię). I w myślach przywołuję te „dziewczęta biurowe”, co to z niczym na czas zdążyć nie potrafią… Organizacja drogie panie! Organizacja!

A teraz tak szczerze… lubię ten młyn. Oddycham nim. Może jeszcze bardziej dokręcę śrubki?

😉



wtorek

30

Lipiec 2013

24

komentarzy

Obraz Kobiety

Napisała: , w kategorii: styl życia

Mierzyłam się z tym tematem już wystarczająco długi czas, by teraz o tym wspomnieć. Wakacje u babci oprócz totalnego chilloutu, sprowokowały w mojej głowie szereg myśli na temat wychowania… wychowania dziewczynki na kobietę.

Prawda jest taka, że mam prawdziwy problem z kobietami. W zasadzie to mało jest takich, które lubię. Mało jest kobiet „z jajem”, które wiedzą czego chcą, co nie znaczy, że nie ma ich wcale. Źle się czuję w towarzystwie miłych, grzecznych, zachowawczych panienek, które kiwają głowami, ładnie się uśmiechają i „krzyczą” dużo, dla pozoru… często o nic. Ech… nie lubię kobiet, bo marudzą, bo uzależniają swój byt od mężczyzny, bo idą na łatwiznę i sięgają tylko po oczywiste cele. „Wspinać” się nie lubią, wysilać raczej też nie, godzić z losem też nie bardzo, ale zrobić coś z tym, to już wcale.

Dlaczego?
Bo tak zostały wychowane!

Dziś na placu zabaw widziałam śliczną siedmio, może ośmiolatkę. Siedziała na ławce swobodnie i żuła gumę. Podbiegła do niej zirytowana mama:
– jak będziesz siadać tak rozkracznie to nie znajdziesz przyzwoitego męża!

Jak słyszę takie teksty, to robię się agresywna. Przysięgam. I nie chodzi o to, że słowa zostały skierowane do dziewczynki jeszcze… ale  o wychowanie w przeświadczeniu, że mąż jest Celem Życiowym. Znalezienie Przyzwoitego Męża to jedyne, o czym dziewczyna powinna myśleć. Każde zachowanie powinno być ku temu kierowane.

Wiem o tym dość sporo, bo sama wychowana byłam w takim klimacie.
Klimacie kobiety słabej, bezbronnej, roztkliwiającej się nad sobą, układającej życie dla pozorów… i przyszłego męża. No i dla klasyki… „co ludzie powiedzą!”

Na szczęście odkąd pamiętam, coś mi tutaj mocno nie grało. Nie wierzyłam w poprawność tych stwierdzeń. Ale przyznaję, wiele wysiłku kosztowało mnie, by powiedzieć NIE.
Nie zaręczę się po maturze.
Nie wyjdę za bogatego gogusia.
Nie będę księgową „bo to dobry zawód”.
Nie, nie będę pozwalała by ktoś decydował za mnie.
Nie będę słuchała się nikogo, prócz siebie.
Nie będę na utrzymaniu męża (no dobra… teraz to jest stan tymczasowy i zmierza ku końcowi)
Nie dam sobie wmówić, że jestem słaba i bezbronna.
Nie będę grzeczną dziewczynką.

Rozumiem strach kobiety… ale czy to nie jest czasem prosta droga do kompleksów i samounicestwienia?
Akuratność, wstyd, pokora… może to sposób na proste życie, ale chyba nie na szczęśliwe.

A więc Drogie Panie „nie siadajcie tak rozkracznie, bo nie znajdziecie przyzwoitego męża…”

(czyż ci nieprzyzwoici nie bywają ciekawsi?)

Free Your Mind!!!