HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

rozwój dzieckaArchiwum

piątek

14

Czerwiec 2013

13

komentarzy

Moje Paranoje czyli Bilans Dwulatka

Napisała: , w kategorii: dziecko

W końcu dotarliśmy na bilans… I co usłyszeliśmy od naszej pediatry zaraz po wejściu do gabinetu?

– Czy zapisali już Państwo Syna na zajęcia z siatkówki lub koszykówki?

Musiałybyście zobaczyć nasze miny… a raczej uśmiechy…

Na początku było mierzenie i ważenie czyli:
15,5kg
95cm

Potem wywiad. Sprawdzanie wzroku, stanu uzębienia, chodu, badanie… Wszystko prawidłowo. Nawet ponadprzeciętnie. Doznałam szoku, gdy lekarka zaglądając do buzi Małego mówi:

– o jakie ładne ząbki?
– ładne?
– tak tak, bez próchnicy…

ale i tak wolę jak mi to potwierdzi dentystka. Pisałam już, że mam hopla na punkcie zębów 🙂

A chwilę potem Lekarka pyta się czy coś nas niepokoi?
Niepokoi? Nas? Raczej mnie. Hmmm…

Co mnie może niepokoić w moim idealnym dziecku? Tak myślę przez chwilę dłuższą. Mały w tym czasie demoluje gabinet, Mr.Tata stara się mu to udaremnić, w zasadzie na staraniach się kończy…

– Mały mało mówi… – nad czym się zastanawiałam? przecież ten fakt spędza mi sen z powiek
– na tym etapie rozwoju, najważniejsze jest rozumienie i próbuje i… – (lekarka dalej gadała coś, co w skrócie można by opisać jako „MA JESZCZE CZAS”). Ale widząc moją mocno nie usatysfakcjonowaną minę, szybko dodała – ale jak Pani chce, to mogę wypisać skierowanie do logopedy…

Jak chcę? Czy chcę? No pewnie, że chcę!
– proszę się umówić na wizytę kontrolną.

Bo wiecie… ja tam wolę wszystko sprawdzić, dopytać, skontrolować, niż po pewnym czasie żałować, że zgłosiłam się do specjalisty zbyt późno.

Takie moje małe paranoje…

A tak na marginesie, to chciałabym by Mały od września rozpoczął zajęcia w szkółce piłkarskiej. Nie znalazłam zajęć z siatkówki i koszykówki dla takich maluchów… myślę jednak, że od czegoś trzeba zacząć 🙂

niedziela

9

Czerwiec 2013

12

komentarzy

Mój jest ten kawałek podłogi…czyli moje Dziecko w piaskownicy

Napisała: , w kategorii: dziecko

Moje pierwsze wakacje z Małym przespacerowałam z wózkiem…

W drugie wakacje odkryłam, ze piaskownica to znakomite miejsce na zdobywanie doświadczenia towarzyskiego. Potem  przekonałam się, że to taka sama dżungla… jak ta nasza „dorosła”. Że respektowane jest „prawo silniejszego”… prawo silniejszego rodzica!

W tym roku obserwuję, jak kształtuje się charakter mojego dziecka. Tak! Piaskownica to szkoła życia.
Uczy dzielenia się…
Przyjaźni
Radzenia z gniewem
z odrzuceniem
Uczy prosić i przepraszać…

Wnioski do których dochodzę, są dla mnie zaskakujące. Mały wśród dzieci czuje się świetnie. Lubi ich towarzystwo, stara się współdziałać w zabawach. Potrafi się dzielić, potrafi pomagać… ale..

tak, jest ale…

Mały rządzi!

Tak. Lubi dyrygować dziećmi. Rozdzielać zabawki, decydować, kto gdzie ma siedzieć i co robić. Po prostu bierze, dziecko za rękę i prowadzi po swojemu. Jest silny.

Czasem trafi się malec, który nie chce podzielić się zabawką i już. Synek tak długo potrafi nad nim stać, wkładać zabawkę do ręki (tj.dzielić się). Potrafi się rozzłościć… i w akcie bezradności wyrwać upatrzoną rzecz.

Gdy nie jest w dobrym nastroju, potrafi „chcieć” wszystkie zabawki w piaskownicy… zwłaszcza jeśli są to autka…

Zabawa w piaskownicy uczy.
W tym roku widzę to bardzo dokładnie.

Mnie uczy cierpliwości… nie w stosunku do dzieci… ale rodziców!
Wydaje mi się, że rodzice zbyt często ingerują w zabawy swoich dzieci. Wdziałam nawet jak jeden trzylatek dostał od taty klapsa, za to, że zabierał innym dzieciom zabawki…

cierpliwość… rozsądek… dopóki dzieci nie robią sobie krzywdy, nie ingeruję. Widzę, że one same uczą się kompromisu i współpracy. 

Miłej niedzieli :)))

czwartek

2

Maj 2013

24

komentarzy

Szał! Dziki Szał!

Napisała: , w kategorii: dziecko

Mój Synek pokazał mi ostatnio jak bardzo potrafi się cieszyć. Ba! Pokazał jak się zachowuje w absolutnym szale szczęścia.

Co robi z radości?

Skacze!
Piszczy!
Bije Brawo!

potem, bierze mnie za rękę i każe mi skakać i bić brawo (całe szczęście, ze nie muszę piszczeć).

A do takiej euforii został doprowadzony trzykrotnie wciągu ostatnich pobytów na placu zabaw.

Powód 1.
Gołąb, który pozwalał się gonić.
Małemu trafił się taki egzemplarz, który nie odfruwał, gdy ten do niego podchodził. Na początku myślałam, że gołąb ma coś ze skrzydłami, ale gdy podeszło inne dziecko, gołąb od razu odlatywał. Tak więc, jeden mały gołąbek towarzyszył mu podczas zabawy, a gdy do niego podchodził, nawet całkiem blisko, Mały skakał, piszczał i bił brawo…

Powód 2
Wywrotka z piaskiem.
Mieliśmy to szczęście, że byliśmy akurat na placu zabaw, gdy przywieźli świeży piasek.
Mały jeszcze na nic nie patrzył z taką pasją, jak na ten samochód. A gdy piasek zsypywał się do piaskownicy, skakał, piszczał i bił brawo.

Powód 3
Osobista Wywrotka Piaskowa
Po powrocie z placu zabaw, przypomniałam sobie, że na szafie mam schowany dla Małego samochód. Z racji gabarytów uznałam, ze jest dla niego trochę niebezpieczny, ale skoro wywrotki robią na nim takie wrażenie, to się ugięłam. Spakowałam samochód do dużej torby i dnia następnego wzięłam do piaskownicy. Gdy mały zobaczył prezent to… skakał, piszczał i bił brawo… i nie odstąpił od niego przez co najmniej godzinę.

Czyste szaleństwo!

poniedziałek

29

Kwiecień 2013

18

komentarzy

Muzykiem nie będzie…

Napisała: , w kategorii: styl życia

Pamiętam jeszcze doskonale, jak Mr.Tata śpiewał do mojego ogromnego brzucha.
Pamiętam, jak opowiadał, że Mały na pewno odziedziczy po nim słuch i powinniśmy zainwestować w jego rozwój muzyczny, począwszy od jego życia w moim łonie.

– na trzecie urodziny dostanie skrzypce a na komunię fortepian – śmiał się.
– a na osiemnastkę sprezentuję mu perkusję, by nie było zbyt klasycznie – dodawałam

Mr.Tata piekielnie zdolny, ze słuchem doskonałym (przynajmniej jak dla mnie). Czasem ze smutkiem wspomina, że gdyby mógł się cofnąć w czasie… skończyłby jakąkolwiek szkołę muzyczną. Nie skończył. Wszystko, co tworzy, powstaje w jego głowie… później cudownie przeobraża się w dźwięki.

– nie możemy przegapić jego zdolności… on sam nam pokaże w czym jest dobry, my tylko nie możemy tego przegapić! – wciąż powtarza

Wczoraj obserwując Synka, podczas zabawy jego pierwszym instrumentem: cymbałkami, Mr.Tata, kręcił tylko głową:

– Muzykiem nie będzie…

I coś w tym musi być, bo sama zdolności muzycznych i jakiegokolwiek zainteresowania muzyką u niego nie widzę.
Nie pląsa, gdy słyszy muzykę. Wręcz próbuje zmienić kanał. Jedyne czego słucha to piosenek z Pana Kleksa.
Nie interesuje się gitarą, która jest na wyciągnięcie jego ręki. Nawet z czystej ciekawości…
Wspomniane cymbałki służą mu jedynie jako transporter dla samochodów.
Gdy mu śpiewam, zamyka mi usta. Choć ten argument może świadczyć o jego doskonałym słuchu muzycznym…
Zresztą dłoń ma raczej… „ciężką”… no nie wyobrażam sobie, by tymi swoimi paluszkami stukał po klawiszach…

Muzykiem nie będzie…

chyba…

Na wszelki wypadek rozejrzę się za klubikiem sportowym 🙂

wtorek

26

Marzec 2013

15

komentarzy

A to ci spryciula…

Napisała: , w kategorii: dziecko

Kilka dni temu pisałam o tym, jak mój Mały radzi sobie z otwieraniem drzwi (TU). Drogie Panie, sprawa jest już nieaktualna.

Od dziś Mały otwiera drzwi stojąc na podłodze. Wspina się na paluszki, łapie za klamkę i już! Jakie to proste! Mała rzecz, duże zaskoczenie…

Spraw, które się zdezaktualizowały wciągu ostatnich kilku dni jest kilka w zasadzie:

– o tym, że Mały śpi w nowym łóżeczku, to już od wczoraj wiecie.

– „Ciekawski George” przestał być ciekawy i inspirujący. Mały wyraźnie się nudzi oglądając tę bajkę. Nawet zaczął dobitnie manifestować, że oglądać jej nie będzie, albo wołając „NIE”, albo zamykając laptopa. Teraz na topie jest „Małe zoo Lucy”

– jeśli je owoc to tylko jabłko. Ostatnio zapałał miłością do jabłka. Owsianka z jabłkiem, naleśniki z jabłkiem, wczoraj na kolację dostał kanapkę i przegryzał ją jabłkiem…

– i kopać piłki za bardzo ochoty nie ma. Ale cóż mu się dziwić, po ostatnim meczu Polska – Ukraina, sama bym zastanowiła się, czy piłka nożna to dobra inwestycja na przyszłość…

Mój Mały Spryciula…

czwartek

21

Marzec 2013

15

komentarzy

Drzwi zamknięte. Drzwi otwarte.

Napisała: , w kategorii: dziecko

Mały ma nową zabawę… w otwieranie i zamykanie drzwi. Wprawdzie jeszcze nie dostaje do klamki z podłogi, ale to dla niego akurat jest żaden problem. Podstawia sobie pod drzwi cokolwiek, najlepiej krzesło, ale gdy takowego brak to i wiadrem nie pogardzi, i garnkiem, i pchaczem swoim czy rowerkiem.

Wszystko co znajduje się w domu może służyć za potencjalny podest.

Razu pewnego, wczesnym rankiem, gdy my jeszcze pogrążeni byliśmy w marzeniach sennych, Mały wysunął się z łóżka, cichuteńko otwarł drzwi z pokoju i zaczął buszować po domu. Obudził mnie brzęk kluczy przy drzwiach wejściowych. Serce mi waliło, myślałam, że ktoś próbuje się do nas dostać… a tu moim oczom ukazał się Synek stojący na krześle przy drzwiach i próbujący przekręcić klucz… Na szczęście tego jeszcze nie potrafi, ale jak długo?

Wizja Synka wymykającego się na korytarz napawa mnie lękiem. Muszę pomyśleć o zamontowaniu łańcucha…

Na razie w ramach poszukiwań inspiracji do urządzenia dziecięcego pokoju, trafiłam na to zdjęcie:

Myślę, że Mały byłby szczęśliwy 😉

Ps. Po osiedlu chodzą dzieci z pobliskiego przedszkola i wołają „Wiosno przybądź do nas!” Mam ochotę się przyłączyć…

środa

13

Marzec 2013

14

komentarzy

Nie! Nie wolno!

Napisała: , w kategorii: dziecko

Nie lubię słowa „nie”! Co wcale nie oznacza, że nie uznaję sprzeciwu. Nie lubię słowa „nie” za złe skojarzenia. Za to, że w dzieciństwie byłam karmiona „to nie… tamto nie… tego absolutnie nie wolno”. Zasady, zasadami, ale gdy wszystko jest na „nie” to przestaję w tym słowie widzieć jakikolwiek sens.

Wyparłam to słowo ze świadomości, do tego stopnia, że miałam problemy z asertywnością. Są sytuacje w życiu, kiedy słowo „nie” staje się niezbędne, niestety. Wyparłam to słowo również dlatego, że przeczytałam w różnych poradnikach motywacyjnych o tym, jak nasz mózg nie słyszy słowa „nie”. Zamieniłam więc „nie mogę” na „potrafię, chcę”, itp.

Karcę się w myślach, gdy wypowiadam słowa typu „nie potrafię jeździć samochodem”. Przecież potrafię, tylko miałam przerwę i muszę przełamać swoje lęki.

Radzę sobie jak mogę ze słowem „nie”. Używam, kiedy jest potrzebne, zapominam o nim, kiedy mogę je zamienić na coś brzmiącego bardziej optymistycznie.

Staram się też nie nadużywać słowa „nie” w stosunku do mojego Synka, co nie oznacza, że pozwalam mu na wszystko. Absolutnie nie! Ale nie jestem matką, która do swojego dziecka mówi jedynie „nie wchodź tam”, „nie biegaj”, „nie ruszaj”. Słyszałam to wystarczająco często i nie uważam, by miało to przynieść wychowaniu mojego dziecka jakiekolwiek pozytywne wyniki.

Oczywistym jest jednak, że żyjemy w świecie zasad. Mały musi wiedzieć co mu wolno, a co nie. Musi wiedzieć, że pewne zachowania niosą ze sobą negatywne skutki. Często radziłam sobie metodą zastępstwa… czyli gdy np. nie chciałam by mały wchodził na drabinki na placu zabaw, proponowałam mu piaskownicę, opowiadając przy tym ile radości jest w grzebaniu w piasku. Ta metoda sprawdza się u nas znakomicie. Odwracanie uwagi i zastępstwo rzadko nas zawodzi.

Czasem jednak trzeba powiedzieć „nie” i koniec. Są zasady niedyskusyjne typu: nie dotykaj pieca, nie wchodź na szafkę kuchenną, nie skacz po stole itp. W takim przypadku mówię stanowczo „nie” i tłumaczę dlaczego. Nawet po dwadzieścia razy.

Wczoraj Mały pobiegł do kuchni i postawił sobie pod piecem z gotującym się obiadem krzesło. Natychmiast pobiegłam za nim. Mały popatrzył na moją rozgniewaną twarz i powiedział „nie”. Ja powtórzyłam „nie”. I wystarczyło by Mały zrezygnował z zamiaru wspięcia się na krzesło.

Pewnie jeszcze będzie próbował… ale teraz widzę, że tłumaczenie po ileśtam razy dlaczego czegoś nie wolno zrobić skutkuje tym, że dziecko akceptuje niewygodne dla siebie zasady. Nie trzeba krzyków, agresji, szantażu i innych środków, by osiągnąć cel. Wystarczy konsekwencja.

Konsekwencja w mówieniu „nie” kiedy to jest niezbędne.
Konsekwencja w niemówieniu „nie” kiedy możemy tego uniknąć.

wtorek

12

Marzec 2013

19

komentarzy

Gdzie jest tata?

Napisała: , w kategorii: dziecko

Siedzimy sobie z Małym na dywanie, oglądamy książeczki, pokazujemy obrazki, przeglądamy albumy ze zdjęciami. Synek ładnie wskazuje paluszkiem to o co go pytam, kaczuszkę, chmurkę, traktor, węgiel…

W końcu pytam się:

– a gdzie jest tata?

Mając nadzieję, że Mały wskaże paluszkiem na otwarte akurat zdjęcie w albumie. Oczywiste i proste, prawda? Okazuje się, że niekoniecznie. Synek podnosi książeczkę „Piotruś Pan” i zaczyna przeglądać.

– ale kochanie, gdzie jest tata? Jeszcze mi nie pokazałeś…

Synek otwiera na stronie z Kapitanem Hakiem

– tu je! – wskazuje na obrazek
– nie Skarbie, to nie tata. Gdzie jest tata? – biorę do ręki album.
– tu je! – Mały lekko zirytowany, klepie rączką w obrazek
– jesteś pewny, że to jest tata?
– TU!!! – Mały zamyka książeczkę i bez słowa wychodzi z pokoju.

No tak, dziecko wie lepiej, kto jest jego tatą… tylko jak ja się mężowi wytłumaczę ;)))

poniedziałek

11

Marzec 2013

19

komentarzy

22

Napisała: , w kategorii: dziecko

W piątek Mały skończył 22 miesiące. Niesamowite, że do drugich urodzin pozostały zaledwie dwa miesiące.

Każdy nowy dzień przynosi nowe umiejętności. Każdy mnie zaskakuje i wzrusza.
Ostatnio pisałam jak Synek nabiera zdolności językowych. Trzy dni zaledwie minęły by z pytania

– e je? (gdzie jest)

zrobiło się:

– ze je a-to? (gdzie jest auto?)

Niesamowite, jak wszystko się zmienia. Dziecko mi dorośleje. Tak wiele rozumie i tak wiele potrafi. Musiałabym codziennie poprawiać wpisy, bo to co jest aktualne w tej chwili, w następnej się dezaktualizuje.

Na dzień dzisiejszy Mały potrafi jeszcze:

– wskazać wszystkie części ciała, łącznie z kolanami i łokciami.
– prawidłowo wskazuje kolory: czerwony, żółty, zielony i niebieski
– układa wieże z klocków drewnianych, równą i precyzyjną
– potrafi odkręcać: kremy, butelki, karton z mlekiem, błyszczyk do ust…
– bawi się autami, jeżdżąc nimi, układając je, chowając. Nawet na spacer zabiera je ze sobą
– nie pije już z butelki ani butelko-kubków. Najchętniej spożywa napoje z normalnego, otwartego kubka
– precyzyjnie je łyżką i widelcem
– potrafi nalewać sobie herbatę z dzbanka do kubeczka oraz nałożyć jedzenie na talerz
– sam myje zęby, na razie te przednie
– potrafi sam wejść do wanny, puścić wodę i zatkać korek.

A co najważniejsze. Sika do nocnika! No raz mu się zdarzyło parę dni temu wysikać się do ciocinego buta, ale to chyba z emocji… Kupy do nocnika jeszcze nie robi, ale zaczyna ją sygnalizować… najczęściej po fakcie woła „PA” (w sensie kupa)!

Takie drobne osiągnięcia… błahostki w „trudzie życia”, a napawają mnie dumą jak nic innego na świecie 🙂

piątek

8

Marzec 2013

19

komentarzy

Poliglota

Napisała: , w kategorii: dziecko

Ostatnio smuciłam się, że Mały nie chce gadać… muszę się z tego wycofać.

Ależ chce gadać i robi to bardzo chętnie. Gada jak najęty i to w kilku językach!
Dominujący oczywiście jest język „chiński”. Potrafi paplać po swojemu godzinami. Opowiada niestworzone historie. Komentuje bajki. Relacjonuje zdarzenia z placu zabaw… i dziwi się, ze czasami robię głupią minę, bo ja po „chińsku” ni w ząb.

Odkryłam również, że Synka ciągnie w kierunku iberystyki… melodyjny zaśpiew i to wszędobylskie „e”:

– e je? (gdzie jest)
– e ma (nie ma – w towarzystwie rozłożonych bezradnie rączek)
– tu je (tu jest)

I po francusku się wyrywa czasem. Nie mówi słowa „tak” tylko „łi”

-Kochanie chcesz banana?
-łi
-a może pójdziemy na spacer?
-ooo łi łi

Poliglota mi rośnie, nie ma co!