HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

sąsiadkaArchiwum

piątek

12

Lipiec 2013

14

komentarzy

Sąsiadka też człowiek.

Napisała: , w kategorii: styl życia

W zeszłym roku dokładnie, wspominałam Wam (TU i TU), że nie zawsze dobrze żyje mi się z sąsiadami, a zwłaszcza z sąsiadką.

Muszę się dziś przyznać, że nasze stosunki się ociepliły, bo oto spotykamy się w każdy piątek na placu zabaw. Sąsiadka zajmuje się synem swojej siostrzenicy…

Oj nie było łatwo dzielić się zabawkami w piaskownicy. Oj nie!
Zwykłe „Dzień Dobry” grzęzło w gardle.

Ale jak to w życiu bywa… „dzieci nas zbliżyły”. Nasi chłopcy od razu zapałali do siebie sympatią. I nie było zmiłuj.
Kiedy razem ganiali… my dwie w równym tempie za nimi.
Kiedy się wspinali… my ramię w ramię.
Kiedy kręcili się na karuzeli… my na przeciwko siebie, pilnowałyśmy by trzymali się barierek.

I tak od słowa do słowa, nawet nie wiem jak to się stało dokładnie, zaczęłyśmy normalnie rozmawiać. Tak po prostu, o dzieciach, zakupach, praniu. Dziś o ocieplaniu bloku, chyba z godzinę.

I choć różnica wieku między nami spora… okazało się, że obie mamy wspólną pasję… pisanie. Ja robię to hobbystycznie, ona pisze zawodowo! Jeszcze nie zgłębiłam tematu. Nie wiem co pisze. Książki? Artykuły? Bloga? Ale na pewno na życie zarabia „piórem”. To powiedziała wyraźnie, ale nie miałam odwagi dopytywać… jeszcze.

Teraz mnie intryguje. Nie mogę doczekać się kolejnego spotkania. A może to ktoś znany jest?

czwartek

25

Październik 2012

19

komentarzy

Sąsiadka drugie starcie

Napisała: , w kategorii: dziecko, styl życia

Co to był za dzień… takiego jeszcze nie miałam. A wszystko zaczęło się od nocy…

Mały, nie wiedzieć czemu, budził się w nocy kilkakrotnie z wielkim płaczem. Może coś mu się śniło, może bolało, może układ nerwowy… nie wiem. Tuliłam, nosiłam, śpiewałam, słowem robiłam co mogłam, byśmy jakoś dobrnęli do rana. Ranek nastał dość wcześnie. Mały obudził się o 4.45 i za nic w świecie nie chciał spać dalej. Dzień zaczął się na dobre. Zabawa, bajeczki śniadanie o 6 rano…  Myślę sobie, ze wcześniej będzie drzemka, to odeśpimy oboje.

O 10.00 dzwonek do drzwi. Sąsiadka z dołu, widzę przez wizjer, zaproszę na kawę, myślę, bo czuję co się świeci. Próbuję uspokoić myśli, otwieram drzwi. Sąsiadka pokojowo nastawiona nie jest. Od razu zaczyna awanturę, „że niektórzy ludzie o 5.00 rano to się dopiero kładą spać i powinnam mieć to na uwadze… że mieszkanie powinnam wygłuszyć… że kto to widział, żeby…”
Litania była długa, nie pozostała bez mojej odpowiedzi. Powiedziałam jej co o tym myślę i że sama ma sobie mieszkanie wygłuszyć, że dziecka kneblować nie będę, że z ogromną przyjemnością przespałabym całą noc, gdybym mogła i zrobiłabym wszystko by moje dziecko nie płakało, etc.

Poszła. Trzasnęłam drzwiami. Od razu zadzwoniłam do Mr.Taty ze skargą. Posyłały się „głupie p**y” i inne soczystości. Mały jeszcze takiej mamy nie widział. Nerwowa atmosfera sprawiła, ze zaczął znów płakać. Próbowałam go położyć, wyciszyć… nic.

Nagle słyszę trzaskanie w kaloryfer. Biorę Małego na ręce i schodzę na dół. Mówię sąsiadce, że jak tak będzie trzaskać, to Synek spać nie będzie i tak do wieczora może ryczeć. I tyle. Nie czekałam na odpowiedź. Poszłam.

Mały zasnął w moich objęciach ok 12.30. Obudził się uśmiechnięty… uff.

O 14.00  znów pukanie. Znów sąsiadka. Otwieram. Sąsiadka skruszona mówi, ze zwady nie chce, że prosi tylko, skoro Mały tak wcześnie wstaje, żeby nie trzaskał się tak bardzo. Odpowiedziałam z uśmiechem, że zrobię co się da, by rano byl jak największy spokój. I zapytałam czy nie można tak było od razu.

Zgoda.

piątek

24

Sierpień 2012

17

komentarzy

Jak dobrze mieć sąsiada…

Napisała: , w kategorii: styl życia

a raczej sąsiadkę…
Nie znam wszystkich sąsiadów w bloku, a ci których znam, to naprawdę mili ludzie. Za wyjątkiem sąsiadki z dołu…
Oj nie lubimy się chyba. Tzn. ja do niej nic nie mam, ale ona najwyraźniej zadowolona nie jest, że nad nią mieszkamy. 
Jak się przeprowadziliśmy to bardzo skarżyła się na muzykę wg niej zbyt głośno puszczaną. Mr.Tata ile może na słuchawkach pracuje i tworzy, ale czasem odsłuchać musi. Wcale nie głośno. Normalnie. I to w środku dnia, a nie wieczorem, czy w środku nocy. Jej to przeszkadza.
Gdy na wiosnę balkon sprzątaliśmy, to kawałek betonu się odłamał i spad w dół. Nie nasza wina, a stanu ogólnego bloku, ale ona awanturę urządziła, że ledwo balkon posprzątała, a my jej brudzimy. Mr.Tata przeprosił i powiedział, że samo spadło. A ona, że na pewno specjalnie ten gruz zrzuciliśmy, i że niepoważnymi studentami jesteśmy. Co mi nawet schlebiło bo my już po trzydziestce…
Jakiś czas temu podjechaliśmy pod blok zaparkować auto. Z Małym byliśmy, a cały bagażnik zawalony zakupami. Ucieszyliśmy się, że miejsce jest, ale obok sąsiadka auto czyściła. Gdy nas zobaczyła, miejsce wiadrem zagrodziła i udawała, że nas nie widzi. Mr.Tata chciał w to wiadro wjechać, ale na szczęście  dwa miejsca dalej samochód wyjeżdżał. Gdy ją mijaliśmy coś burknęłam o życzliwości, a ona udała, że nie słyszy.
Będąc wczoraj na placu zabaw, znajdującym się prawie pod naszymi balkonami obserwowałam, jak sąsiadka odkurzaczem piłeczki wyciąga zza blach. Nasze piłeczki. Nawet nie wiem kiedy Mały je wyrzucił. „Będzie awantura” pomyślałam sobie. Dziś rano znalazłam piłki w reklamówce powieszone na naszej klamce. Nawet nie miała odwagi, albo ochoty by wręczyć nam je osobiście… 
A to nie koniec przecież. Mały rośnie i łobuzuje jak to dziecko. Ciekawa jestem, kiedy zacznie się na to skarżyć…
sąsiadka…