HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

treningArchiwum

czwartek

8

Czerwiec 2017

6

komentarzy

Dla przyjemności.

Napisała: , w kategorii: styl życia, trening

Padam zmęczona po wieczornym treningu. Zaparzam herbatkę. Otwieram książkę. Wyciągam nogi w świeżej pościeli. Mój czas. Moja godzina nim oczy same zaczną się zamykać. Krótkie bzyczenie telefonu wyrywa mnie z błogostanu. Czytam:

„Kasiu, muszę Ci się do czegoś przyznać… podałam sobie efedrynę. Czuję się źle”.

Czytam. Nie wierzę. Ręce mi opadają. Dopada mnie smutek. Cel uświęca środki? Pięć minut szczytowej formy naprawdę warto przypłacić własnym zdrowiem, czasem życiem?

To nie pierwszy raz, gdy widzę jak sport, wynik, rezultat przekształca zdrowego człowieka, w jego cień. Podążanie za marzeniami przybiera groteskowe formy. Dla wielu niestety zdrowy odżywianie utożsamiane jest z wieczną głodówką. Dobry trening to ten, co cię sponiewiera do nieprzytomności. Bieganie tak, ale tylko wtedy gdy jest szansa na życiówkę.  (więcej…)

środa

1

Marzec 2017

4

komentarzy

Sekretne życie trenerki fitness

Napisała: , w kategorii: styl życia, trening

Godzina 04:30. Zimne, już nie takie małe rączki lądują na mojej twarzy.
-Mamo, musisz już wstawać!
-Nie muszę… jeszcze jest NOC.
-No racja. Taki żarcik.
I czuję nie tylko zimne rączki ale i nóżki wpychające się pod kołdrę. Żarcik… Śmieszne. Ale lubię gdy pakuje się do mojego łóżka, by trochę się przytulić. Nawet jeśli serwuje mi wcześniejszą pobudkę. Zasypia od razu. Ja nie. Ja już jestem myślami w dzisiejszym grafiku. Do kogo mam zadzwonić? Komu zapomniałam odpisać? Próbuję sobie przypomnieć imiona nowych dziewczyn… 

06:30. Wstaję. Muszę pierwsza zająć łazienkę, bo potem będzie ciężko. Wyglądam dobrze. Nawet. 

07:00. Pobudka. 
– Mamo nie chcę owsianki. Chcę jajeczko.
– Mamo, a wiesz co było pierwsze? drzewo czy nasionko?
– Maaaamooo! Szkoda, że nie widziałaś. To było śmieszne co zrobiłem. Poczekaj, pokażę Ci.
– Maaamooo! a już nic…
– Mamo, pośpiesz się, bo się spóźnimy.

07:45 Wychodzimy.
Fuck. Zapomniałam, że dziś gimnastyka. Oj niedobra Ja.

08:00
Ok. Wrzucam swoje tempo. Szybkie zakupy i marszem do domu. Kawa. Ostatnio znów mam ochotę na kofeinę. Kończę przygotowywać posiłki na dzisiaj. Nie mogę doczekać się wiosny. Zimowe życie „wegetarianina” jest dość skomplikowane. Nie narzekam, to mój wybór, na szczęście jestem daleka od wszelkich rygorów. To trochę ułatwia sprawę. 
Pierwszy trening mam o 09:30. Delektuję się tym Slow Life do momentu, kiedy odkrywam, że jestem spóźniona. Szybko wciągam getry. Na styk.

„Na styk” upływają kolejne godziny. Oczywiście mam przerwę, ale odnoszę wrażenie, że wszyscy o niej wiedzą, bo w punkt rozlegają się telefony, przychodzą maile. Rozmawiam z pełnymi ustami. Nieładnie. Ale jak nie zjem to padnę, wybaczcie.

13:15 mam czas na własny trening. Zerkam na sztangę. „Oj, my się dzisiaj nie przyjaźnimy koleżanko” – myślę szyderczo (o ile można myśleć szyderczo). Robię minimum z minimum. Liczę w myślach, że przecież zrobiłam już dziś „z trzysta przysiadów”. Ćwiczę z dziewczynami, bo tak lubią. Motywacja, tempo, zaangażowanie. W zasadzie nie muszę już rozpisywać sobie treningów, ale czuję się niezręcznie bez własnego planu.

Na wszystko muszę mieć plan. Tak jest łatwiej. To daje mi poczucie bezpieczeństwa. 

o 14:00 jem obiad. Nie lunch. Nie posiłek po treningowy. Obiad. Tak po prostu zdrowo. Nie nadaję mojemu życiu nowomodnych znaczeń, bo to jest bez sensu. Obiad zawsze będzie obiadem, choć ułożony jest stricte pod moje zapotrzebowanie i plan dnia. To taki mój sekret… gdy mówię o jedzeniu śniadań, obiadów, kolacji to łatwiej trzymać się planu. Gdy mówię po posiłkach przed treningowych, po treningowych, regeneracyjnych… nagle wszyscy popadają w popłoch. Niepotrzebnie. 
Niepotrzebna jest zmiana dotychczasowego nazewnictwa. Celebrujmy naszą tradycję. No chyba, że chcemy zabłysnąć w socialach.

O 15:00 wreszcie mam czas na organizację. Czasem domu, czasem skrzynki mailowej, bloga… trochę rzadziej. Choć częściej teraz wykorzystuję ten czas na czytanie. Mam ostatnio szczęście do wciągających książek, więc pranie i pisanie czeka sobie na „jak będę mieć czas”. Przecież tylko wywiązuję się z noworocznych postanowień. Chciałam więcej czytać? No to czytam. Reszta niech leży, albo zrobi się sama (dlaczego się nie robi, ja się pytam?).

16:15.
Fuck. Fuck. Fuck. 
Za 5 minut skończy się angielski. Lecę do przedszkola. Zdążyłam. Czekam. 
-Mamo, a pójdziemy na plac zabaw?
-Mamo, a do sklepu z zabawkami? Potrzebuję więcej klocków.
-Ale ja naprawdę potrzebuję. Muszę wybudować kamerę.
-no taką na szpulki.
-Mamo, nogi mnie bolą. Poniesiesz mnie?
-Żarcik
-Pobaw się ze mną!
-Nie lubię bawić się w jogę.
-Mamo, opowiedz mi jak pracuje silnik.
-Zrobisz mi rybkę?
-Dlaczego nie masz rybki? Musisz wiedzieć, że będę chcieć. Przecież jesteś mamą!!!

O 18:00 zamykam się w łazience. Staram się ogarnąć. Nie chce mi się wychodzić. Nigdzie. Z łazienki. Z domu. Jest mi cieplutko i dobrze. Policzkuję się w myślach: „przecież to lubię! Uwielbiam!”. Gdy wychodzę na zewnątrz uderza mnie rześkie powietrze. Zaciskam ręce na macie. Wchodzę w mrok. Przez całą drogę powtarzam mantry – nowy nawyk.

19:00 
Wdech – unosimy ręce do góry. Wydech – skłon. Wdech – prawa noga do tyłu, otwieramy klatkę piersiową. Wydech – dostawiamy lewą nogę. Deska. W dół Chaturanga. Wdech Kobra…

Kolejna Mantra. Robię to już z automatu. Czasem tylko nogi mi się pomylą. Lewa? Prawa? co za różnica, skoro Wszyscy Wszystko Wiedzą. Potrafią zrobić to z zamkniętymi oczami (mam nadzieję!). Oni nie wiedzą, ale ja wiem, że z kolejnymi zajęciami są coraz lepsi i chyba trochę nerwowo reagują, gdy mówię, że „dziś będzie spokojnie”. Nie wiem dlaczego. 

Wychodzę ze spokojną głową. Joga działa na mnie terapeutycznie nawet gdy jestem w trybie pracy. 20:15… nie śpieszę się. W wieczornym powietrzu czuć już wiosnę. To był dobry dzień. Kolejny… Czuję wdzięczność.

O 20:45 mam tyle energii, że nie wiem co mam ze sobą zrobić. Poczytam! Może coś obejrzę… o Walkiria za kwadrans. Wskakuję w piżamę i zaparzam herbatę. Cieszę się bo nigdy nie obejrzałam do końca. 

21.30… tracę kontakt z rzeczywistością.
Odpadłam.

Godzina 05.15:
-Mamo, zrób mi śniadanko. Jestem głodny. 
-Maaamooo chcesz, żebym umarł z głodu?

Żarcik? Powiedz, że to żarcik…

środa

13

Kwiecień 2016

0

komentarzy

Przed startem

Napisała: , w kategorii: bieganie

Jeszcze wczoraj nie byłam pewna czy w ogóle wystartuję w Biegu Korfantego. Dwudniowa gorączka, osłabienie, bóle mięśniowe sugerowały stan grypowy, a jak wiadomo grypa to nie katar. Podejmując duży wysiłek fizyczny można zrobić sobie krzywdę.

Lekarz.

Osłuchowo czysto.

Diagnoza niejednoznaczna.

Leki.

Czekać.

 

A zegar tyka. Bieg już w tę sobotę. (więcej…)

czwartek

7

Kwiecień 2016

2

komentarzy

Podsumowanie marca

Napisała: , w kategorii: trening

To był wspaniały miesiąc! Spotkała mnie największa (dla mnie) nagroda za ciężką pracę. Nowy rekord na 10km, którym potwierdziłam moje motto: Trening czyni mistrza. By osiągnąć cel nie liczy się ani talent, ani wrodzone predyspozycje, a wysiłek jaki wkładasz, by przeskoczyć wszystkie bariery, które stoją ci na drodze. Począwszy od własnych niedoskonałości, poprzez czynniki zewnętrzne i osoby trzecie. Na dobrze wykonany trening ma wpływ jedynie głowa. Ona kieruje wiarą w to, że się uda! Ja uwierzyłam, że potrafię nie tylko biegać daleko, ale i szybko. Krok za krokiem, kilometr za kilometrem. Wyczyściłam głowę z wszelkich negatywnych myśli. Pozwoliłam ciału na większą regenerację. Przestałam czytać porady typu: „10 sprawdzonych sposobów by biegać szybciej”. Zrobiłam rachunek sumienia i powiedziałam sobie: (więcej…)

piątek

19

Luty 2016

1

komentarzy

Strefa komfortu

Napisała: , w kategorii: dieta, styl życia, trening

Własnie ogarnęłam swoją skrzynkę mailową i widzę jak wraz z kolejnym tygodniem maleje motywacja do ćwiczeń osób, które mi tę skrzynkę zapchały tuż po Nowym Roku. Lubię początek roku za nowe perspektywy. Zasypiasz 31 grudnia, budzisz się 1 stycznia z przekonaniem „teraz wszystko będzie inaczej, będzie lepiej”. Przez jedną noc dzieje się to, do czego nie można się zmusić przez cały rok – zmiana sposobu myślenia o sobie i swojej przyszłości. Początek roku zawsze jest magiczny. Zaczynamy wierzyć w siebie, chcemy naprawiać wszystko co wokół kuleje. Formułujemy wciąż nowe postanowienia:
– pozbędę się nadwagi
– rzucę papierosy
– nie będę jadła słodyczy
– będę więcej się ruszać
– będę dbać o siebie
– nauczę się hiszpańskiego
– zmienię pracę
– wyjdę za mąż… (więcej…)

poniedziałek

25

Styczeń 2016

6

komentarzy

Mata do jogi – mieć czy nie mieć?

Napisała: , w kategorii: joga

-Mamo! Gdzie mam położyć twoją szmatę?
-Jaką szmatę?
-no TO! – (demonstracja wizualna) – Do Jogi!

No tak. Nie potrzebowałam więcej argumentów by zacząć się rozglądać za nową matą. Wprawdzie lubiłam starą. To nic, że nie da się doczyścić, a miejscami jest tak cienka, że można przez nią oglądać świat. To nic, że gdy ją rozwijam mój pokój pokrywa niebieski pył. To nic. To moja pierwsza w życiu mata. Mam ją od dziecięciu lat, a kupiłam  w markecie za 20 zł. Czas spojrzeć prawdzie w oczy. Mój syn ma rację. To SZMATA do jogi jest. Zużyła się i już. (więcej…)

środa

30

Grudzień 2015

2

komentarzy

Jedno się kończy, drugie się zaczyna.

Napisała: , w kategorii: styl życia

To jest ostatni wpis w tym roku. Przyznaję, że nie byłam zbyt regularna w tym moim blogowaniu. Chociaż… listę tematów, o których chcę napisać uzupełniałam regularnie, a te zbyt szybko traciły na aktualności, bądź uciekały mi z głowy kolejne wątki. Zapisuj! Dyktuj! Karciłam się w myślach… cóż. Trochę trudno się organizować, gdy moje życie nagle się rozpędziło i pognało gdzieś hen… w las!

To był ciekawy rok, pełen wyzwań, wzlotów, upadków, motywacji i doświadczeń. O ile 2014 był rokiem Treningu Siłowego, to w 2015 postawiłam na Bieganie. (więcej…)

poniedziałek

26

Październik 2015

4

komentarzy

Od Zera do (pół)Maratończyka

Napisała: , w kategorii: bieganie

Moje życie biegowe zwolniło. Zrobiłam co miałam zrobić. Wszystkie cele osiągnięte. Prawie zapomniałam o kontuzji. Teraz nadszedł czas na refleksję.

To był naprawdę dobry rok treningowy. Niemal 80% czasu przewidzianego na trening było na ten trening spożytkowane. Chwilowe niedyspozycje i anomalie pogodowe nie były w stanie mnie zatrzymać. (więcej…)

wtorek

22

Wrzesień 2015

6

komentarzy

Kontuzja. I co dalej?

Napisała: , w kategorii: bieganie

Wrzesień nie był dla mnie łaskawy. To miał być najważniejszy miesiąc w tym roku, z punktem kulminacyjnym 4 października. Miał być miesiącem ciężkiej pracy, długich wybiegań, poprawy wyników… Pełnego skupienia. I wykonanie planu jakby się zgadza, tylko długich wybiegań brak…

Wszystko przez kontuzję. Chociaż nie. Wszystko przeze mnie. Kontuzja to tylko efekt mojej lekkomyślności. (więcej…)

poniedziałek

10

Sierpień 2015

10

komentarzy

Każdy potrzebuje motywacji

Napisała: , w kategorii: styl życia

Świat jest tak skonstruowany, że nakręcamy siebie nawzajem. Wywieramy  te dobre wpływy, ale też i złe. Bombardowanie negatywnymi emocjami sprawia, że sami stajemy się agresywni. Przebywanie w toksycznym środowisku zaburza w nas poczucie własnej wartości. Wpędza w kompleksy, z których ciężko się uwolnić. Wiem coś o tym, bo wielokrotnie byłam wciskana w szablony, które do mnie nie pasowały lub nie miały żadnego pokrycia w rzeczywistości.

Jednak szczęśliwy ten, kto na swojej drodze spotyka mądrych ludzi!  (więcej…)