HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

urodaArchiwum

wtorek

18

Listopad 2014

4

komentarzy

Więcej i więcej…

Napisała: , w kategorii: styl życia

Robiąc makijaż przypomniał mi się obraz moich kosmetyków pływających w muszli klozetowej. Zdarzenie miało miejsce niespełna 2 lata temu i opisałam je TU. Muszę przyznać, że dzielnie przeżyłam stratę i nie próbowałam odkupić utraconych mazideł. Zadowoliłam się wersją standard, która zmieściła mi się do małej kosmetyczki:  (więcej…)

wtorek

8

Kwiecień 2014

6

komentarzy

Nuxe – olejek do zadań specjalnych

Napisała: , w kategorii: styl życia

Nie jestem jakoś specjalnie wybredna jeśli chodzi o kosmetyki. Mam kilka marek, po które „nigdy w życiu” nie sięgam, bo nie wzbudzają mojego zaufania. Ale reszta to kwestia eksperymentu. Z reguły też nie rozpisuję się o kosmetykach. Po pierwsze nie jestem w tej dziedzinie ekspertem, a po drugie uważam, że działanie kosmetyku to sprawa indywidualna. Dla jednego jest super, dla drugiego kompletnie do niczego. (więcej…)

piątek

22

Marzec 2013

21

komentarzy

Kok na nowo odkryty

Napisała: , w kategorii: styl życia

Nie wiele rzeczy wprawia mnie w zdumienie…
Mam swoje przyzwyczajenia, zwłaszcza modowe, których teraz usilnie próbuję się pozbyć.
Mam swoją ulubioną fryzurę, której nie zmieniam od lat. Co najwyżej zmieniam jej długość.
Lubię spinać włosy. Robię to w jeden niezawodny sposób: gumka + kilka wsuwek i rozpoczynam plątanie w różnego rodzaju koczki.

Aż tu razu pewnego nawiedziła mnie „prawie osobista stylistka” z kilkoma lookowymi pomysłami. Zerknęła na fryzurę i zapytała o donut.
– Hmm?
– gumkę do koczka
– Hmm?

Szczęka mi opadła, na wieść, że do czesania koczka potrzebna jest specjalna gumka. Dostałam takową od niej w prezencie.

 
Teraz to jest dla mnie oczywista oczywistość. Koczka, drogie panie, układamy na gumce.
 
A oto przykład jak:
 
  

Czasem bez odpowiedniego doradcy ciężko połapać się w modowym świecie. Buziaki G.

czwartek

28

Luty 2013

20

komentarzy

Rzecz o makijażu…

Napisała: , w kategorii: styl życia

Po tym jak pewnego razu moje kosmetyki za sprawą zręczności Synka mego i totalnego gapiostwa mamy jego, znalazły się w toalecie, nauczyłam się robić makijaż trzema kosmetykami. Ba! Nawet jestem z niego zadowolona.

To była dość bolesna dla mnie lekcja (i kosztowna), ale wyniosłam z niej o wiele więcej. Po pierwsze, moje kosmetyki mieszczą się teraz w jednej zgrabnej kosmetyczce, którą z łatwością mogę schować w dowolnym miejscu w domu. Po drugie zrozumiałam, że nie potrzebuję taki wiele cieni różnistych, kredek, pomadek itp. Wiem, w jakich kolorach mi jest dobrze i w zasadzie maluję się góra czterema odcieniami.

Skład mojej kosmetyczki to: podkład, puder w kamieniu, róż do policzków, cień do powiek (cztery odcienie), kredka do oczu, tusz do rzęs. Kropka.

Niewiele.

Ale do czego zmierzam?

Właśnie dziś uświadomiłam sobie, że mam jedną małą fanaberię. Lubię kosmetyki, kiedy te akurat się kończą. Zwłaszcza tusz do rzęs. Niezależnie jakiej marki, z jaką szczoteczką… lubię go najbardziej gdy już gęstnieje. Wtedy dopiero uzyskuję zadowalający mnie efekt. Kupuję tusz często miesiąc przed tym, zanim go użyję. W tym czasie często go otwieram, by  przyśpieszyć efekt gęstnienia.

Zastanawiam się czy ja tylko mam taki problem z aplikacją tego kosmetyku, czy po prostu nie trafiłam jeszcze na ten jeden jedyny?