HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

wakacjeArchiwum

poniedziałek

25

Lipiec 2016

2

komentarzy

Jak zorganizować pracę podczas wakacji?

Napisała: , w kategorii: styl życia

Odkąd mój syn rozpoczął swoją przygodę z przedszkolem państwowym  słowo „wakacje” nabrało dla mnie zupełnie innego znaczenia. W mojej naiwności, gdy planowałam dziecko nie przewidywałam żadnych problemów, na pewno nie logistycznych. Pierwsze dwa lata sama sprawowałam opiekę nad dzieckiem. Gdy wróciłam na rynek pracy, przez pierwszy rok korzystałam z usług przedszkola prywatnego, otwartego 5 dni w tygodniu od 06:00 do 18:00 , przez cały rok. Jednak gdy syn dostał się do przedszkola państwowego poczułam ogromną ulgę. Finansową ulgę przede wszystkim. Moja nieposkromiona radość skończyła się dokładnie w drugiej połowie semestru, kiedy to dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak dyżur wakacyjny, ponieważ przedszkola podczas wakacji są zamknięte! (więcej…)

wtorek

28

Lipiec 2015

4

komentarzy

Slow / Active

Napisała: , w kategorii: styl życia

Jeszcze niedawno zastanawiałam się jak to jest „nic nie musieć”, nigdzie się nie spieszyć, nie martwić się, żyć bez internetu. Pędziłam przed siebie na złamanie karku. Szkolenia, treningi, praca, treningi, przedszkole, treningi z podopiecznymi, zawsze online. A wystarczyło tak niewiele… uświadomienie sobie, że Twoje dziecko nie ma zorganizowanego przedszkola na cały miesiąc… (więcej…)

poniedziałek

28

Lipiec 2014

2

komentarzy

Wakacje na Kaszubach

Napisała: , w kategorii: styl życia

Zwiedzam Polskę. Póki Mati jest mały nie ruszam się na zagraniczne plaże. Według mnie koszt takich wakacji jest niewspółmierny do wypoczynku. Zresztą nasz kraj jest wystarczająco zróżnicowany, by skusić się na jego zwiedzanie. Południe Polski znam już bardzo dobrze… Północ trochę mniej. Na Kaszubach nie byłam wcale, więc ruszyłam w tę właśnie stronę. Wybór (trochę bez mojego udziału) padł na Borowy Młyn w Borach Tucholskich. (więcej…)

środa

9

Październik 2013

8

komentarzy

no i gdzie to „wyjście z mroku”?

Napisała: , w kategorii: styl życia

Upłynęły właśnie 3 miesiące odkąd moje mieszkanie zostało odcięte od świata i światła za pomocą folii i rusztowań. O ile jeszcze tak całkiem niedawno, mimo wszystko budziło nas cudowne słoneczko, a i cały dzień na spacerze potrafiliśmy spędzić, to i ciemność w domu potrafiłam zaakceptować.

Ale i ja mam swoje granice… które właśnie zostały przekroczone. Blok zrobiony do połowy, i ani żywej duszy w pobliżu. A jesień przyszła szybko i to w swojej deszczowej szacie…

I niech to… a tu motywować się trzeba do działania, wyzwania podejmować… i jeszcze choroba do tego mi się jakaś przypałętała… Więc siedzę teraz pod kołderką, piję gorące mleczko z czosnkiem, i słucham…

Tyle mi zostało, co od czasu do czasu jakąś marudę w sobie włączyć…
Ale wybaczcie… tak się złożyło, że słońce to moja ulubiona gwiazda…

niedziela

18

Sierpień 2013

21

komentarzy

Bez zęba na przedzie, czyli fotorelacja z wakacji

Napisała: , w kategorii: styl życia

Mam nadzieję, ze ten wpis nie będzie zbyt długi i Was nie zanudzę, ale piszę go też dla siebie… by jak najwięcej zapamiętać 🙂

Wakacje uważam za bardzo udane, choć nie obyło się bez komplikacji…

Zaczęliśmy oczywiście od poranku w naszej kochanej Wiśle. Nie mogliśmy sobie odżałować, by nie zajrzeć, bo przecież przejeżdżaliśmy tamtędy. Oczywiście Synek czuje się tam, jak w domu. Doskonale zna każdy zakamarek, szczególnie na placu zabaw

Wielka ucieczka do nadjeżdżającego samochodu… to zwiastun tego co się działo podczas wakacji.

Mały ostatnio upodobał sobie zwisanie. Im wyżej, tym lepiej. Na szczęście Mr.Tata daje radę 🙂
 

Po zakwaterowaniu w Szczyrku, Mały okupował bawialnię. Obawiałam się, ze właśnie w tym miejscu upłynie nam cały pobyt…

… ale pojawiło się coś niezwykłego. Czego jeszcze nie znaliśmy. Trampolina!

Musiałam i ja spróbować. Zabawa przednia! Jeśli macie możliwość to skaczcie koniecznie!

Jeśli spacer po deptaku, to tylko w podskokach. I koniecznie „na barana”.

Fontanna. Jedyna atrakcja, którą omijaliśmy szerokim łukiem. Przy pierwszej nadarzającej się okazji Synek rozebrał się do naga, i za nic w świecie nie chciał dać się przekonać, że to nie jest wanna! Pół Szczyrku kibicowało nam ze śmiechem przy próbach wyciągnięcia delikwenta z wody. Jednak nam do śmiechu nie było… wracaliśmy do pensjonatu mokrzy. Wszyscy!

Wieczorem był czas na małe, zimne… i na zabawy w piaskownicy.

Rankiem za to, zrywaliśmy się z łóżek i rytualnie spacerowaliśmy pod skocznie, gdzie już o 8.00 trening rozpoczynali młodzi skoczkowie. Nie miałam okazji oglądać skoków na żywo, ale już sam trening i to w środku lata, zrobił na mnie wrażenie.

W drodze powrotnej kupowaliśmy swojskie produkty i zasiadaliśmy w ogrodzie do śniadania


Staraliśmy się jak najwięcej pozwiedzać. Byliśmy m.in. w Żywcu, gdzie zajrzeliśmy na Zamek, do Parku Miniatur, na wystawę łowiecką…

Synek w doskonałym humorze, śmiał się idąc alejkami parkowymi, wygłupiał… aż zderzył się z latarnią. Niby nic poważnego, ale… okazało się, że zderzył się tak niefortunnie, że ułamała mu się górna jedynka. A dentystka ostrzegała, że zęby będą mu się łamać jak zapałki… nie sądziłam tylko, że tak szybko… Po tym zdarzeniu to i nastrój wakacyjny jakoś osłabł.

Na szczęście Mini Zoo uratowało sytuację i uśmiech powrócił na twarzy Małego… szczerbaty uśmiech.


Na Górze Żar to już obaj moi panowie mieli mnóstwo frajdy. Synek skosztował nawet jak Pepsi smakuje. A co mi tam! Dbam o te jego zębole, obsesyjnie niemal… a im bardziej dbam, tym gorzej jest. Wyluzowałam…

Przed zejściem na lotnisko, nie powstrzymały nas tabliczki, że WSTĘP SUROWO WZBRONIONY. Nikt nie mógł powstrzymać mojego Małego przed zbiegnięciem w stronę samolotów. W sumie, to Mr.Tata nawet nie próbował.

Zobaczyć szybowce z bliska… imponujące…

Zobaczyć startujące szybowce z bliska… bezcenne…

Nawet na mnie, z tym moim lękiem przed lataniem, robiło to wrażenie.


W Szczyrku obowiązkowo jeszcze zaliczona kąpiel w rzece…
 

…i ostatni spacer przed wyjazdem…

Było super! Mimo przygód.
A na sam koniec pytam się Mr.Taty jak mu się wakacje podobały. A on:

– Wiesz… kiedyś na wyjazdach to mieliśmy świetne wieczory i kiepskie poranki… a teraz jest odwrotnie. Mamy kiepskie wieczory i cudowne poranki…

I coś w tym jest.

Teraz tylko musimy się ogarnąć i znaleźć dentystę, który podejmie się odbudowy zęba mlecznego u dwulatka…

sobota

10

Sierpień 2013

8

komentarzy

Uwaga URLOP!

Napisała: , w kategorii: styl życia

Czekałam, czekałam i doczekać się nie mogłam, na urlop mężowski. I oto jest! Pierwszy, prawdziwy, dwutygodniowy. Pierwszy po niemal 5-6 latach. Jak wcześniej funkcjonowaliśmy bez urlopu, nie wiem. Na dziko raczej, spontanicznie.

Choć pomysłów na spędzenie tego czasu mieliśmy mnóstwo, dopiero w zeszłym tygodniu zdecydowaliśmy gdzie pojedziemy. I to całkiem przypadkowo.

Nauczona przykładem tygodniowych wakacji u babci, że najwięcej radości dają rzeczy proste, szukałam miejsca w którym moglibyśmy odpocząć. zregenerować się, pobyć razem – rodziną.

Kiedyś relaks i spokój = SPA.
Dziś dużo się zmieniło.

Przeszukując internet trafiłam na cudowny, skromny pensjonat  w Szczyrku. No może to niezbyt daleko od Katowic, i nie do końca myślałam o tym, by tam spędzić wakacje, ale przekonałam się. Intuicja mi podpowiedziała, że tam będzie nam bardzo dobrze.

Przeglądałam zdjęcia, całą stronę, czytałam opinie… tak. To miejsce na moje wakacje. Prosto. Ciepło. Rodzinnie.

Jutro pakowanie i ostatnie zakupy. Wyjeżdżamy już w poniedziałek rano :)))

*zdjęcia pochodzą z Internetu


czwartek

1

Sierpień 2013

10

komentarzy

Naturalnie na komary

Napisała: , w kategorii: styl życia

Jest jeszcze jedna rzecz, której się u babci nauczyłam… żaden „cudowny” środek owadobójczy na zmasowany atak komarów nie działa! Zresztą jak wyciągnęłam zapas środków… to miejscowi popatrzyli na mnie co najmniej z litością.

Oni już wiedzą, że to nic nie da. Ale ja musiałam sprawdzić na własnej skórze (boleśnie).

Po dwóch dniach poirytowana spytałam Kuzyna. „To jak wy sobie z komarami radzicie? No jak?”

A on wyciągnął olejek/aromat waniliowy (taki do ciasta). I pokazuje mi „To działa!”

Zdębiałam. Przysięgam, że mowę mi odjęło.

Okazało się, że wystarczy zmieszać ok litra wody z tym olejkiem i spryskać pomieszczenie (i siebie przy okazji),  by komary nie wlatywały. Jedyny minus jest taki, że zapach szybko wietrzeje i trzeba czynność powtarzać dość często. Wystarczy jednak mieć perfum z nutą waniliową bądź odświeżacz do kontaktu, by komar nie siadał. W zasadzie to i mój waniliowy balsam do ciała „działał”.

Wanilia! No kocham ten zapach!

Drugi sposób sprzedała mi moja mama.Są to goździki!
Mama rozsypała goździki na spodeczki i rozłożyła w całym domu. Nie uraczysz u niej tego wstrętnego krwiopijcy. Uszyła sobie też taką sakiewkę/breloczek do kluczy, dzięki temu i na spacerze jest chroniona.

Przyznam się, że nic mnie tak nie zaskoczyło jak te naturalne odstraszacze.
Na wakacje koniecznie musze zaopatrzyć się w zapas wanilii i goździków. Bezwzględnie.

A Wy macie swoje domowe sposoby na owady?

*zdjęcia pochodzą z zasobów internetowych

poniedziałek

29

Lipiec 2013

12

komentarzy

miał być post

Napisała: , w kategorii: styl życia

Za gorąco!
Zdecydowanie za gorąco.
Mimo, iż myśleć się nie da, a klawiatura lepi się od lodów jedzonych w łóżku, zabrałam się za pisanie. I…

Padł. Internet znikł.
Za gorąco…
Gdy wrócił nic już nie było… I wiecie?
Jest za gorąco bym zaczynała od nowa…

Więc w skrócie:
Mały dzielnie ćwiczy ze słomką, choć lepiej mu wychodzi wciąganie niż dmuchanie.
Zabawa z wyciąganiem języka może trwać w nieskończoność 🙂
Są już efekty! Synek przemawia do mnie językiem, którego nie rozumiem. A może to wina temperatury?

Dzięki za to rusztowanie za oknem! Oddzieliło moje mieszkanie od tych tropików! Osłoniło moje okna…
Mimo, iż Panowie zaczęli pracę punkt 6.30, już o 12.00 rozległy się zawołania kierownika: „Schodzić z rusztowania! Schodzić z rusztowania…” na pytanie jednego z robotników: „Dlaczego?” Kierownik odkrzyknął: „Temperatury zagrażają życiu! Schodzić!”

To był dla mnie znak, by nie wychodzić dziś wcale…

Uff! Jak gorąco!

czwartek

25

Lipiec 2013

13

komentarzy

Nie ma jak u babci…

Napisała: , w kategorii: dziecko, styl życia

Wakacje u babci spędzałam zawsze. A przynajmniej do momentu, w którym stwierdziłam, iż z tego wyrosłam. Teraz z ogromną radością muszę przyznać, że z takich wakacji nie wyrasta się nigdy. Dobrze, bo pretekst by wyjechać się pojawił, ale przyznać się muszę, że nie potrzebowałam go. Jednak serce czasem tęskni do dzieciństwa i chyba jestem już na tyle tego świadoma i przyznać się nie wstydzę.

Przygodę rozpoczęliśmy we wtorek o 5 rano. Szybkie pakowanie… mleczko, kawa, kawa, mleczko i w trasę. Daleko nie mamy w zasadzie… ale podróż to podróż. Wakacje to wakacje.

Mały przespał całą podróż. Na miejscu byliśmy już przed 7.00. Babcia ucieszona, chyba całą noc nie zmrużyła oka. Czekała ze śniadaniem, kawą, ciastem. Tuż po śniadaniu zwiedzaliśmy okolicę. Zaglądałam w stare kąty. W porze obiadowej zeszły się sąsiadki. Te u których przez płot skakałam, na drzewa wchodziłam… Przywitały mnie czule, Małemu zabawki przyniosły. Już zapomniałam, że w tak małej społeczności wszyscy są rodziną.

Synek miał okazję poznać rodzinę, z którą prawie nie utrzymujemy kontaktów. Mój kuzyn szczególnie przypadł mu do gustu. Zgadnijcie dlaczego?

Ogródek! To prawie Rajski Ogród. Na blokowisku nie uraczysz…

…nie wspominając już o ogrodzie warzywnym… Takich cudów to się na pewno nie spodziewał. Tu wszystko było zaskakujące i… smaczne!!!

Synek przeżył niemały szok, gdy dotarło do niego, ze „jedzenie” rośnie na krzakach i drzewach, i w ziemi nawet. Niepojęte dla niego było, by tak po prostu podejść do krzaka i zjeść jagodę.

 A zaczynać dzień od zrywania malin, gdy trawa jeszcze od rosy mokra… to dopiero pełnia szczęścia!

Jeśli obiad, to tylko na świeżym powietrzu! I kto by myślał o umyciu rąk?

 Bieganie po łące to codzienność. Że Mały miał wiele frajdy to zrozumiałe, ale ja sama czułam się jak w innym świecie. Odwykłam… kiedyś nawet byłam znudzona tymi widokami. Teraz zastanawiam się, jak mogą się znudzić?

 No ale i plac zabaw się znalazł.

Jest coś, co mnie rozwaliło w tej naszej sentymentalnej podróży:
Bezkresność.
Spokój.
Drogi bez samochodów.
Spacer bez „żywej duszy”
Dialog dziecka ze świerszczami, muchami, motylami…
Szczęście.
Miłość na wyciągnięcie ręki…


środa

10

Lipiec 2013

8

komentarzy

Nowa perspektywa… czyli uciekam „gdzie pieprz rośnie”

Napisała: , w kategorii: styl życia

Ach żyło mi się w moim małym gniazdku „sielsko i anielsko”. Teraz doceniam jakie miałam spokojne, cudowne życie… kiedy to rano odsłaniałam żaluzję, spoglądałam prosto w niebo (no dobra… czasem sąsiadowi na balkon, ale tak już jest na blokowisku).

Aż tu dnia pewnego… pod oknem stanęła mi konstrukcja:
 

Dnia drugiego, miałam już towarzystwo:

Jednak trzeciego dnia straciłam kontakt ze światem:

Cóż… skończyła się sielanka… ocieplają mi blok!
Czas  się wyprowadzić…

Babcia moja przygarnie mnie na „parę dni”. Jakże się cieszę! Może to jedyna okazja, aby Mały zasmakował w wakacjach na wsi… dom, ogród, warzywniak, sad…

Pertraktacje z Mr.Tatą trwały trochę czasu… jednak już w przyszłym tygodniu pakuję walizki.

JUPI! (tzn. oj jak mi przykro, że opuszczam te moje cztery kąty 😉 ).