HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

weekendArchiwum

wtorek

18

Czerwiec 2013

11

komentarzy

Wisła time :)

Napisała: , w kategorii: styl życia

Bo Wy nie wiecie, ale my już w tym roku zaliczyliśmy wypad do Wisły.
Co roku jeździmy… ba… nawet kilka razy do roku!

No i złożyły się Synka urodziny, moje urodziny (co prawda w miesięcznym odstępie) i świętować postanowiliśmy 🙂

Było cudnie! jak zwykle zresztą. Mały szalał na rowerku biegowym, a my łapaliśmy słońce.
Nie wchodziliśmy do rzeki jedynie… bo po zeszłorocznym wypadzie Mały wylądował w szpitalu z rota.

a było mniej więcej tak:

:)))

niedziela

5

Maj 2013

8

komentarzy

loose blues

Napisała: , w kategorii: styl życia

Majówka już końca dobiega. Nie było może zbyt pięknej pogody i nie było szumnych planów wyjazdowych. Co prawda planowaliśmy krótki wypad… ale lało!

Postanowiliśmy nic nie robić. Nic!

1 maja Mr.Tata zabrał Małego do rodziców, bym mogła nadrobić zaległości. A ja? może i coś popracowałam, ale głównie:

– zrobiłam Killera i Sklapela Chodakowskiej jednym ciagiem
– potem nadawałam się tylko pod prysznic, który trwał godzinę, bo w końcu nie musiałam się spieszyć
– zamiast kiełbasek z grilla na obiad zjadłam ziemniaki z kefirem
– pomalowałam paznokcie, a w międzyczasie obejrzałam odcinek Plotkary (no może dwa albo trzy pod rząd)

i już miałam wziąć się za poważną robotę… gdy moi mężczyźni wrócili  wojaży…

3 maja pojechałam z Małym na cały dzień do rodziców. Możecie wierzyć, że chyba z rok mnie u nich nie było, a mieszkają ok 30km od Katowic. I napatrzeć się nie mogłam jak miasteczko, w którym dorastałam rozrosło się i wypiękniało nawet. A tamtejszy plac zabaw okazał się 3 razy większy, piękniejszy, bezpieczniejszy od naszego… Mały był w raju! Syciłam oko… bo nie wiem, kiedy znowu uda mi się pojechać…

Ostatnie dwa dni to totalny loose blues! Czas jakby wolniej płynie, a my cieszymy się swoim towarzystwem. Dziś tylko jeszcze zakupy w markecie… i koniec atrakcji majówkowych.

Fajerwerków nie było, ale co z tego, skoro i tak uważam ten weekend za szalenie udany… bo w zasadzie ile mamy okazji w roku, by tak naprawdę wypocząć?

Ach, miałabym ochotę na jeszcze jeden taki weekend 🙂

poniedziałek

22

Kwiecień 2013

9

komentarzy

Niedziela w centrum handlowym

Napisała: , w kategorii: dziecko, styl życia

Nie lubię spędzać rodzinnej niedzieli na zakupach… To znaczy lubię zakupy, wielokrotnie spędzaliśmy też weekendy włócząc się od marketu do marketu, ale odkąd Synek jest na świecie, prawie w centrach nie bywamy.

Czasem jednak przychodzi taki dzień, w którym każdy z członków rodziny czegoś potrzebuje i to od zaraz. Wspólne zakupy… wyjście z sytuacji?

Obawiałam się wyjścia do centrum z Małym. Dzielnie zbojkotował wózek, więc w grę wchodził tylko spacer na własnych nogach. Plan był taki: najpierw kupujemy Małemu, co potrzeba. Jeśli sytuacja będzie nie do opanowania, odwozimy go do dziadków, a my wracamy i kończymy zakupy.

Zupełnie niepotrzebnie się stresowałam. Synek zakupy ma w genach! Po mamie oczywiście! Dzielnie chodził z nami od sklepu do sklepu, przymierzał, trzymał za rękę zawsze jednego z rodziców, nie wyrywał się, nie oddalał, nie łapał atakujących go z każdej strony kolorowych przedmiotów.

W zasadzie nie odczuliśmy za bardzo, ze jesteśmy na zakupach z dwulatkiem. Po dwóch godzinach obłowieni po uszy, zapakowaliśmy Synka do samochodu i ledwo silnik uruchomiliśmy… spał.

A co kupiliśmy?


To perełki.
Mr.Tata i Synek mają te same trampki. Oboje mieli problem z zakupem. Niby wszędzie ich pełno a rozmiaru brak. I ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu takie trampki dla dzieciaczków zaczynają się od rozmiaru 24. Na szczęscie w H&M dostaliśmy ostatnią parę. Cena 39.90, więc znośna.

Ja w końcu (!) mam swoją pierwszą shopping bag.

Reszty nie dokumentowałam, bo kogo interesują skarpetki czy bielizna osobista 😛

Na szczęście kolejne tego typu zakupy nie prędko, więc mam nadzieję, ze kolejną niedzielę w parku spędzimy, a nie w centrum handlowym.