HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

WigiliaArchiwum

czwartek

27

Grudzień 2012

12

komentarzy

Już za nami…

Napisała: , w kategorii: styl życia

Tyle czekałam… tyle przygotowałam… a dziś po świętach nie ma ani śladu. Rano sprzątnęłam świąteczną zastawę, resztki jedzenia pomroziłam, ściągnęłam obrusy i serwety do prani, umyłam podłogi…

Nie ma.

Została tylko choinka.

Muszę szczerze powiedzieć, że były to niezwykle udane święta. Rodzinne, domowe, tak jak chciałam, choć drugi dzień przeleżeliśmy wszyscy w łóżku z ogromnym katarem, to i tak było klimatycznie.

Tak mniej więcej wyglądał mój stół wigilijny (zdjęcie zrobiłam podczas strojenia, więc jest „częściowy”)

A to już zabawa po wieczerzy prezentem, który Synek dostał od dziadków…

A teraz trzeba przygotować się do Sylwestra 🙂

piątek

14

Grudzień 2012

14

komentarzy

Wigilia w domu

Napisała: , w kategorii: styl życia

Uwielbiam spędzać Wigilię we własnym domu… To czas dla mnie bardzo szczególny, magiczny wręcz. Gdy mieszkałam z rodzicami jeszcze, byłam wdzięczna, że nie musimy nigdzie jeździć, że zostajemy w czwórkę w domu i spędzamy razem czas… może dlatego, że tych rodziców w ciągu roku jakoś tak mało było…

Gdy wyszłam za mąż i rozpoczęłam samodzielne życie, nie wiedziałam jak ma ta Wigilia wyglądać. Zdecydowaliśmy się jednak spędzać ją w domu, we dwójkę, jako rodzina. I tak nam się udało przez pierwsze dwa lata.

Później, z różnych przyczyn, spędzaliśmy święta głównie u teściów, no i raz (w zeszłym roku) u moich rodziców… I widziałam, jak Mr.Tata kręci się, i miejsca nie może sobie znaleźć… bo nie jest u siebie. A to Wigilia, czas szczególny, czas rodzinnego komfortu psychicznego, a nie spiny.

W każdym domu ten wieczór wygląda inaczej. Inaczej jest u teściów, inaczej u rodziców, a zupełnie inaczej jest u nas w domu.

Tak naprawdę nie mam nic przeciw „tłumom” przy stole, wręcz przeciwnie. Lubię spotkania rodzinne, lubię śmiech, opowieści dziwnej treści, życzenia, których się nie pamięta… lubię to. Jednak najbardziej lubię być w ten dzień u siebie…

Dlatego udało nam się wypracować w tym roku kompromis. Zostajemy w domu! Ale nie sami. Na kolację zaprosiliśmy teściów. Zgodzili się, choć obawiałam się, że będą mieli opory, wszak nie spędzali Wigilii poza domem z jakieś dwadzieścia lat co najmniej.

Nie wiem czy będzie im się podobało „po mojemu”. Nie wiem… mam nadzieję, że tak, bo to rodzi nadzieję na nową tradycję… wieczerzania u nas…

Ja w każdym bądź razie w tym roku jestem głęboko zrelaksowana świętami. Cieszę się, że nadchodzą tak szybko. Robota pali mi się w rękach… klimat jest taki jak nigdy 🙂

A na dobry świąteczny nastrój: