HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

wycieczkaArchiwum

poniedziałek

20

Sierpień 2012

11

komentarzy

Wisła na bis :)

Napisała: , w kategorii: dziecko, styl życia

I znowu zawitaliśmy w Wiśle 🙂 Niedzielny poranek przywitał nas taką duchotą, że oboje z mężem w oczach mieliśmy pytanie „I co robimy”. Zażartowałam:
– chyba czas na Wisłę
a on na to:
– to się pakuj. Jedziemy. Co będziemy się smażyć na blokowisku.
I pojechaliśmy. Jak zwykle pakowanie zajęło nam 10min. I w drogę.
Cudnie było. Nie wiem dlaczego, ale lubię wracać do Wisły. Niby nic takiego, ale tam odpoczywam i ładuję się pozytywną energią. Dobrze, ze to tylko godzinka drogi.
To był dzień Syna i Taty. Głownie to oni rządzili. Mogli w końcu spokojnie mecz rozegrać, bez obaw, że komuś innemu zabawę popsują (jak to zwykle bywa na placu zabaw):

Synek w trakcie zaliczył pierwszy raz poparzenie pokrzywą. Bąble miał od kostki po samo udo i nawet się nie zająknął. Dwa razy podrapał i to wszystko. Zuch chłopak 🙂

Gdy się zmęczył, posadziliśmy go w wózku i sami rozegraliśmy mecz… siatkówki tym razem. Mały za każdym odbiciem zanosił się śmiechem. Co powodowało salwy śmiechu i u nas. No i mama pokrzywy zaliczyła. Koniec meczu.
Wróciliśmy zmęczeni ale szczęśliwy. Synek wyspał się w samochodzie i w domu usnąć nie chciał… ale warto było. Może jeszcze pojedziemy. Jak wrzesień będzie ładny, to chętnie się wybiorę 🙂
A dziś smażymy się na placu zabaw… Mały zaliczył limo pod okiem, zdarte kolano i łokieć…

poniedziałek

6

Sierpień 2012

21

komentarzy

Zoo

Napisała: , w kategorii: dieta

Miałam cudowny weekend! Ciepły, rodzinny, relaksacyjny…
Mr.Tata przy porannej kawie ok godz 7.00 rano zapytał:
– a może przejedziemy się do Zoo?
– może? na pewno!

Odpaliliśmy komputer, sprawdziliśmy od której otwarte. Spakowaliśmy Małego… i już o 9.00 byliśmy na miejscu. Sprzyjało nam wszystko: pogoda, brak ludzi o tej porze, pozytywne nastawienie.

Synek był w siódmym niebie. Nie wiedział co się dzieje. Latał od zagrody do zagrody, od klatki do klatki i pytał:
-a ta?
– to jest małpka
– a ta?
– to jest lama
– a ta?
– to jest paw

A ta. A ta. A ta…

Wymiękł przy klatce z hieną:

– ooo.. ał, ał…
– nie, to nie jest piesek, to hiena…
– ooo

i spojrzał jej głęboko w oczy. I tak stali i patrzyli na siebie… a mnie strach obleciał. „Rybki jakoś tak bardzo cię nie fascynowały”, myślałam sobie…

Potem lajcik… cudne zwierzaki (wybrałam przykłady)…

 I nawet w Zoo reklama być musi:

A na koniec Park Dinozaurów:

I obiecaliśmy sobie z Mr.Tatą, że co roku będziemy odwiedzać Zoo. Bo atrakcji w nim więcej niż w wesołym miasteczku, a i Synek będzie coraz bardziej świata ciekawy, i inaczej będzie reagował na te zwierzaki.

Nie ukrywam, że nie zobaczyliśmy wszystkiego. Mały usnął zaraz jak słonia zobaczył 🙂

Za rok nadrobimy.

poniedziałek

9

Lipiec 2012

19

komentarzy

Wisła pełen spontan

Napisała: , w kategorii: styl życia

Mały to nam niespodzianki potrafi robić takie, że hej! Wstał sobie raniutko o 6.00 i postawił cały dom na nogi. Ranek upalny, ledwo wstaliśmy, już nie dało się oddychać. Wyszliśmy na zakupy do Biedronki, a o godz. 9.30 wracaliśmy już do domu, ledwo powłócząc nogami.
– pomyśl jak cudnie byłoby teraz zamoczyć nogi w Wiśle.- powiedziałam do męża.
– No to do Wisły!
– eee teraz? no co ty…
– jedziemy, co będziemy tu się smażyć, ale o 10.00 musimy być już w samochodzie. Smakujesz się w 20 min.
– no ba! 
Trasę ze sklepu pokonaliśmy chyba w „minutę”, takich skrzydeł dostaliśmy!
Wpadliśmy do domu. Małego nawet z wózka nie wyciągaliśmy. Spakowaliśmy się w 10 min., głównie torbę dla Synka (krem z filtrem, pieluchy, pieluchy do pływania, chusteczki, bodziaki, skarpetki, spodnie, spodenki, bluzę, kocyk… no prawie walizka nam wyszła!)
Wyjazd!
Na miejscu okazało się, że nie na jeden dzień zostajemy, ale co najmniej na dwa… a tu niespodzianka! Nie spakowaliśmy niczego dla nas!!! Ale kto by się przejmował, wszak sklepów zatrzęsienie wszędzie teraz. No i z tego spontanicznego wyjazdu tak się cieszyliśmy, że nic nie było w stanie zepsuć nam humorów.
Tak oto Synek wylądował na pierwszych swoich „wakacjach”. A co na nich robił? 
Biegał! Jakby mu ktoś motorek w pupę wsadził! Nowe miejsce, nowe kamyki, nowa trawka, drzewka, krzaczki, ludzie… wszystko nowe i natychmiast do zobaczenia. Oj nie tracił czasu…

Próbował wyprodukować żubrówkę. Coś uparł się, żeby do butelki z wodą trawy napchać…

Pił ze źródełka. Przecież tyle wody wkoło, że po co pić z butelki (w której de facto trawa się znajdowała). Uczył się pływać. Próbował zmienić koryto rzeki kamienie wyciągając. A zresztą rzeka, to taka duża wanna… można siedzieć godzinami…

Nawiązywał nowe przyjaźnie.Oj zaczepny ten mój Synek jest. Nikogo się nie boi, a gdy jakiś starszy chłopak przezywał go „Dzi-dziuś, dzi-dziuś” to go „bach” przez głowę tak, że czapka biedakowi spadła…

Wyjazd był cudowny. Mały szczęśliwy, my szczęśliwi. Jeszcze pojedziemy. Nie potrzebujemy zagranicznych wczasów by wypocząć i zresetować organizmy. Wystarczy w Wiśle pomoczyć nogi przez kilka dni…