HPMblog

trening – dieta – zdrowy styl życia

zabawaArchiwum

wtorek

9

Kwiecień 2013

19

komentarzy

Zabawka stara jak świat…

Napisała: , w kategorii: dziecko

Lubię przedmioty z duszą. Mam sentyment do historii. Jednak nie jestem „gadżeciarą”.

Nie trzymam w domu rzeczy tylko dlatego, że kiedyś dostałam je od mamy, babci, cioci, czy przywiozłam z podróży. Posiadam swoje skarby, ale jest ich niewiele i naprawdę są dla mnie bardzo cenne np. XIX- wieczna zastawa stołowa mojej prababci (choć Mr.Tata nie raz przymierzał się by się jej pozbyć).

Nie lubię natomiast przyjmować zabawek dla Małego”po kimś”. Co innego prezent dla niego, a co innego reklamówki pełne plastikowych i wybrakowanych często zabawek. Mówię nie, choć rodzina czy znajomi z wyrośniętymi już dziećmi, co jakiś czas takie rewelacje mi próbują zaserwować.

Moje stare zabawki są u rodziców w piwnicy. I niech tam zostaną na zawsze. Brak mi tylko misia. TEGO MISIA, którego mama akurat oddała sąsiadce…

Zgotowałam się więc, gdy zostałam poinformowana na wizycie, że mój Syn będzie obdarowany zabawką… póki jej nie zobaczyłam. Ach no przecież te puzzle to pamiętam. To prawda. Wędrują po rodzinie. Z rączek do rączek. Ale to TE puzzle, które kocham.

I mój Mały je pokochał. Wprawdzie rozpracował je w tydzień, ale radość ma ogromną, widząc te śmieszne, zatarte zwierzątka.
Układanka czasy swojej świetności ma już za sobą. Każde dziecko pozostawiło na niej swój ślad, bądź długopisem, bądź kredką. Ale cieszy i wciąga.

I ma duszę 🙂

wtorek

11

Grudzień 2012

11

komentarzy

Sezon saneczkowy

Napisała: , w kategorii: dziecko

W ten weekend Synek pierwszy raz siedział na sankach.

Sanki to oczywiście prezent mikołajkowy od dziadków. Z racji mojej choroby pierwsze saneczkowe wyjście Małego zainaugurowali właśnie oni. A oto relacja teściowej z przebiegu wyprawy (mniej więcej):

„No i posadziliśmy Go na sankach, ale nie chciał siedzieć. Cały czas się kręcił i wstawał. Ujechaliśmy chyba z metr i Dziadek musiał Małego za rękę prowadzić. A ja taszczyłam te sanki za nimi”.

No… to sobie Synek pojeździł…

Fotorelacji brak, a zdjęcia pustych sanek nie wstawiam, bo jak sanki wyglądają każdy wie 🙂

Może nam się uda w ten weekend zabrać Synka na wyprawę saneczkową. Zobaczymy, może mu się jednak spodoba.

środa

21

Listopad 2012

16

komentarzy

Świat Zabawek…

Napisała: , w kategorii: dziecko

Mikołaj już tuż tuż i zaczęłam myśleć o prezentach świątecznych. Ale co tu kupić półtora miesięcznemu dziecku, skoro najbardziej fascynującą zabawką jest dla niego mój telefon komórkowy…

No może jeszcze piłka, a raczej trzy bądź cztery, które kopie z zapałem, w dzień i w nocy, a nawet spać się kładzie układając je sobie w łóżeczku. Przykrywa kołderką i głaszcze. Mój mały piłkarz…

Będąc ostatnio na zakupach w hipermarkecie, zostałam porażona „plastikiem” wystawionym już na ten mikołajkowy szał. Nie jestem ortodoksyjna pod względem zabawek. I plastiki i drewniaki i hand made Mały posiada w swojej niewielkiej kolekcji, ale to co widziałam to mnie powaliło. Szczerze, to nie miałam ochoty na żadną z wystawionych rzeczy. Nie wiem, może to dlatego, że w kupie to wszystkie wyglądały tandetnie, choć przy bliższym oglądzie można było dostrzec kilka perełek. Oczywiście tłumy rodziców już zaczęły przekopywać regały… Szaleństwo się zaczęło.

A ja w kropce jestem. Co tu wybrać? Nie chcę się poddawać temu zakupowemu szałowi. Nie chcę wydawać pieniędzy na coś co wyląduje na kolejne, długie miesiące w koszu z zabawkami…

Przecież  Prawdziwy Święty Mikołaj znów do nas w tym roku zawita. Nie może przyjść z pustymi rękami…

A wy macie już pomysł na prezenty?

środa

14

Listopad 2012

5

komentarzy

Bajka o śniegu

Napisała: , w kategorii: dziecko

Dawno, dawno temu, gdy spadł pierwszy jesienno-zimowy śnieg… mój Synek zyskał nowego przyjaciela.

Przyjaciel ów był cudowny, pierwszy-raz-na oczy-zobaczony, zimny, biały i małomowny jakiś. Zrobiony zmarzniętymi rączkami mamusi.

A był to bałwanek…

Tak mu się spodobał, że do domu zabrać musieliśmy. I tak po drodze zastanawiałam się co by tu z tym „kolegą” zrobić. Gdy wróciliśmy przekonałam Małego, by oddał mi swojego przyjaciela, bo on od dzisiaj ma nowy domek:

Tak. Zamieszkał z zamrażarce. I tak sobie w niej tkwił między schabem a karkówką. I było mu dobrze, bo zimno.

Aż dnia wczorajszego Synek przypomniał sobie o bałwanku swoim. Stanął pod lodówką i palcem pokazywał. I jęczał „da, da, da”. I myślałam najpierw, ze głodny, ale jak otwarłam zamrażalkę to zrozumiałam… I oddałam zabawkę.

Niestety jak to zwykle w bajkach bywa. Kiedyś muszą się skończyć. A nasza przygoda z bałwanem skończyła się śniegiem na panelach.
 

I wytłumaczyłam dziecku, że przyjaciele poprostu czasem znikają… zmieniają stan skupienia…

Ale śnieg zaraz do nas powróci, wtedy zrobimy całą Armię Bałwanów!

piątek

7

Wrzesień 2012

25

komentarzy

Niunia

Napisała: , w kategorii: dziecko

Godzina 8.20 rano. Plac zabaw.
Jesteśmy jedynymi osobami na terenie, tzn. ja i mój Syn. Wszędzie panuje bałagan. Nie poznaję miejsca, które dotąd było czyste i zadbane. „Oj dawno nie widziałam dwóch panów porządkowych” – myślę sobie. Dwóch panów dbało dotąd o czystość na placach zabaw: grabili, sprzątali, zbierali, plewili…
Rozglądam się raz jeszcze. „Skąd tu tyle plastikowych butelek? Ach… przedszkole”. Kolejne myśli. Nowy rok szkolny się zaczął, a plac pod moim oknem jest największy na osiedlu, dlatego uczęszczany jest przez okoliczne przedszkola.
Nagle ktoś mnie (nas) zagaduje. Chyba nas:
– Ooo niunia wyszła na spacer?

(więcej…)

poniedziałek

27

Sierpień 2012

9

komentarzy

try walking in my shoes

Napisała: , w kategorii: dziecko

Kiedy dziecko uważa, że jest tak samo duże jak rodzic?

?

Wtedy kiedy próbuje chodzić w jego butach.

Mój Malec codziennie, nieprzerwanie ćwiczy chodzenie w butach Mr.Taty.

(całe szczęście, że do moich się nie przymierza 😉 ).

poniedziałek

6

Sierpień 2012

21

komentarzy

Zoo

Napisała: , w kategorii: dieta

Miałam cudowny weekend! Ciepły, rodzinny, relaksacyjny…
Mr.Tata przy porannej kawie ok godz 7.00 rano zapytał:
– a może przejedziemy się do Zoo?
– może? na pewno!

Odpaliliśmy komputer, sprawdziliśmy od której otwarte. Spakowaliśmy Małego… i już o 9.00 byliśmy na miejscu. Sprzyjało nam wszystko: pogoda, brak ludzi o tej porze, pozytywne nastawienie.

Synek był w siódmym niebie. Nie wiedział co się dzieje. Latał od zagrody do zagrody, od klatki do klatki i pytał:
-a ta?
– to jest małpka
– a ta?
– to jest lama
– a ta?
– to jest paw

A ta. A ta. A ta…

Wymiękł przy klatce z hieną:

– ooo.. ał, ał…
– nie, to nie jest piesek, to hiena…
– ooo

i spojrzał jej głęboko w oczy. I tak stali i patrzyli na siebie… a mnie strach obleciał. „Rybki jakoś tak bardzo cię nie fascynowały”, myślałam sobie…

Potem lajcik… cudne zwierzaki (wybrałam przykłady)…

 I nawet w Zoo reklama być musi:

A na koniec Park Dinozaurów:

I obiecaliśmy sobie z Mr.Tatą, że co roku będziemy odwiedzać Zoo. Bo atrakcji w nim więcej niż w wesołym miasteczku, a i Synek będzie coraz bardziej świata ciekawy, i inaczej będzie reagował na te zwierzaki.

Nie ukrywam, że nie zobaczyliśmy wszystkiego. Mały usnął zaraz jak słonia zobaczył 🙂

Za rok nadrobimy.

poniedziałek

30

Lipiec 2012

14

komentarzy

Komputer Osobisty

Napisała: , w kategorii: dziecko

Mój Kochany Malec dostał od nas wczoraj swój pierwszy komputer. Szczęściarz nie musiał nawet czekać do Pierwszej Komunii by wzbogacić się o taki sprzęt.
I co z tego, że zalegał w szafie wystarczająco długo, by porządnie się zakurzyć. 
I co z tego, że daleko mu do pięknych opływowych i lekkich laptopików.
Ważne, że włącza się, miga, można zmieniać obrazki, puszczać muzykę, stukać po klawiaturze, zrobić z monitora ekran dotykowy, stanąć i usiąść na nim, podłączyć migającą myszkę, walić myszką w klawiaturę i ekran, walić w niego czym popadnie, jeść na nim… i wiele innych nieskończonych wyobraźnią rzeczy można robić.

Może w ten sposób ocalimy pozostałe sprzęty w domu?