Miesiąc: Październik 2011

Kochać za bardzo…

Kochać za bardzo…

Będąc już w ciąży odwiedziłam znajomą i jej rocznego Syna. Podczas wspólnych rozmów o dzieciach i macierzyństwie, zapytałam ją kiedy planuje drugie dziecko (wcześniej wielokrotnie deklarowała, że chciałaby mieć dużą rodzinę). Na to ona: – No co ty? Za bardzo kocham mojego syna, by pokochać […]

Idą Zęby, idą!

Idą Zęby, idą!

Ale dlaczego idą właśnie w nocy, ja się pytam? A czy szacowne Zęby nie wiedzą, że w nocy to się śpi, a chodzi się w dzień? Czy nie powinna być na to jakaś ustawa konkretna? Albo zakaz odgórny? No jak można? A małe dzieciątko to […]

Padnij! Powstań!

Padnij! Powstań!

A Synek się nauczył! Oj nauczył się zrzucać przedmioty na podłogę! Na początku myślałam, że te wszystkie grzechotki mu ot tak, po prostu wypadają z rączki, więc za każdym razem zginałam ten mój biedny kręgosłup i dźwigałam zabawkę… aż odkryłam, że Synek coś dziwnie zadowolony z tego faktu jest… No proszę! Nadszedł czas by sprawdzać siłę grawitacji i giętkość mamy. 
I w ten oto sposób miałam poranną gimnastykę, bo zanim zorientowałam się o co chodzi, to ze dwadzieścia razy się zgięłam 🙂
Zauważyłam również, że smakowym odkrywcą Synek nie jest… oj nie! Opornie nam idzie to karmienie, ale do odkrywania świata to zapał ma przeogromny! Pokój zwiedził już wzdłuż i wszerz… i w progu się zatrzymuje, bo jeszcze nie wie, że do kuchni też można wejść… A porusza się przy tym w najróżniejszy sposób… na czworakach człapiąc… na brzuszku pełzając… bądź turlając się! 
Mimo, iż obroty z brzuszka na plecy trenował już wcześniej, to teraz nauczył się tę umiejętność wcielać w życie i wykorzystywać do poruszania. I uśmiałam się straszliwie jak zobaczyłam mojego Szkraba turlającego się z jednego kąta w drugi…
I zastanawiam się czy czasem mu froty do ciałka nie przymocować, bo może wtedy panele będę miała  na wysoki połysk?

Sokole Oko

Sokole Oko

Jak on to robi? No jak, że zawsze zobaczy i dorwie coś czego nie powinien? Odkąd mój Mały zaczął swoje raczkopełzanie cudownie odnajdują się dawno zagubione przedmioty. I to nie byle jakie! Jakieś stare, mocno zużyte mamine kapcie, ciśnięte gdzieś w kąt lądują „o mały […]

(nie)szczęścia chodzą parami

(nie)szczęścia chodzą parami

czyli mamy ZĄBEK!!! Nasz pierwszy! Wykluwał się powoli, co wprawiało mojego Synka w ogromną irytację i rozdrażnienie. Ledwo go widać co prawda, ale jest wyczuwalny – ostry jak brzytwa. Myślę, że jeszcze dzień, dwa i będzie świecił w jego bezzębnej do tej pory jamie. Jak […]

Jajko Niespodzianka

Jajko Niespodzianka

No może nie taka niespodzianka, ale właśnie dziś przyszła do mnie paczka, na którą czekałam 🙂

a w niej:

Dlaczego się cieszę?

Po pierwsze, bo lubię prezenty!

Po drugie, bo jest w niej coś co mnie bardzo interesuje – Płyn do mycia ciała. Mam do niego ogromny sentyment. To był pierwszy kosmetyk mojego Synka, z którym zetknął się jeszcze w szpitalu. Ja – strachliwa matka zaraz po powrocie do domu zaczęłam do kąpieli Małego stosować emolienty. Jednak położna środowiskowa, do której mam pełne zaufanie, zwróciła mi uwagę, że właściwie nie muszę ich stosować, bo nie ma wskazań. I miała rację. Synek alergikiem nie jest, a skórę ma gładziutką jak tafla lodu. Zaczęliśmy kupować więc różne kosmetyki (niektóre sama kończyłam, bo były… no cóż… niewłaściwe co najmniej). Teraz koło się zatacza i znów będziemy kąpać Synka w Johnsonie. 
Po trzecie, a właściwie dwa pierwsze wystarczą 🙂
Reszty kosmetyków nie znam, więc się nie wypowiadam na razie.

Jak rozszerzyć dietę? No jak?

Jak rozszerzyć dietę? No jak?

Byliśmy dzisiaj na wizycie kontrolnej u pediatry. Synek został zważony (10kg), zmierzony (70cm, choć ja widziałam 71), osłuchany… Lekarka się pyta “a synek to już obraca się samodzielnie?” ja uśmiech od ucha do ucha “raczkować zaczyna” :))) Po krótkiej i rzeczowej rozmowie, lekarka stwierdziła, że […]

Pięć miesięcy Raczka Nieboraczka

Pięć miesięcy Raczka Nieboraczka

Właśnie dziś mój Szkrab kochany kończy pięć miesięcy. I jak to w życiu bywa, od razu zaskoczył nas nową umiejętnością… chyba zaczyna nam raczkować!!! Piszę chyba, bo nie jestem pewna czy to już. Od kilku dni obserwowałam jak unosi swój tyłeczek i próbuje klęknąć. Raz […]

Podwórkowe Historie

Podwórkowe Historie

Rozpieściła nas ta jesień, oj rozpieściła… aż strach pomyśleć, że nadchodzą chłodne dni.
Pomyślałam właśnie dzisiaj, że z terminem porodu trafiliśmy w dziesiątkę. Pierwsze majowe spacery, potem całe lato (choć w lipcu było dość chłodno), no i sierpień, wrzesień, październik… tak cudownie było przebywać z Synkiem na świeżym powietrzu… Cudownie zwłaszcza dla mnie, ponieważ były to chwile wytchnienia, odpoczynku, relaksu. Mój Mały Rycerz jakże mi pomagał, zasypiając prawie przy pierwszym zakręcie na Plac Zabaw 🙂 Wtedy mogłam zaszyć się gdzieś w kącie na ławce, z książką bądź czasopismem w ręku, wystawiając moje blade kończyny na słońce.
Zdarzało się jednak, że te skrajne ławki, oddalone od głównych “atrakcji” były zajęte, więc musiałam zająć miejsce bliżej bawiących się dzieci oraz ich rodziców, dziadków, opiekunów… Chcąc nie chcąc miałam wtedy okazję poobserwować różne “postawy rodzicielskie”. Niestety wiele było tych negatywnych. Może nawet zbyt wiele. Wręcz zastanawiałam się czy ci ludzie przychodzą z dziećmi na plac zabaw za karę? I od razu żal mi się zrobiło tych aniołków… bo obserwować je podczas zabaw było dla mnie ogromną przyjemnością. 
Pierwsza historia, która mną wstrząsnęła, zdarzyła się praktycznie na początku moich spacerów. Nie zdając sobie sprawy jak głośno jest w samym “centrum” przycupnęłam z Małym prawie w samym środku i zatopiłam nos w książce. Ławkę obok zajęły dwie kobiety: Matka, Córka (ok.30 lat) wraz z synem. Obie były dość znacznie przy tuszy. Córka okazała się najgłośniejszą osobą na placu, co więcej głośniejsza niż wszystkie dzieci razem wzięte: “Dominiczku załóż czapeczkę!!! Dominiczku nie wchodź na zjeżdżalnie!!! Dominiczku nie siedź na trawie!!! Nie biegaj!!! Chodź zjedz ciasteczko!!! Chodź zawiążę Ci buta!!!” . A głos miała donośny. Wzbudzała tymi swoimi zawołaniami irytację chyba wszystkich obecnych rodziców. W końcu jej własna matka nie wytrzymała i zaczęła krzyczeć (!!!) na córkę: “Mogłabyś ruszyć tę grubą dupę i zawiązać mu buta, a nie drzeć się!!! Jesteś taka gruba i leniwa!!! Wstydziłabyś się!!!” itd.
Nie wiem, która postawa była gorsza… szybko sobie poszłam, zszokowana…
Razu pewnego, czytając oczywiście, dobiegły do mnie strzępki rozmowy o baterii, sprawnie działającym sprzęcie, niezawodności i satysfakcji… przekonana, że rozmowa dot. sprzętu kuchennego jakiegoś, zwróciłam głowę w stronę rozmówczyń. Dwie miłe panie rozmawiały i chichotały… I zastanawiałam się z czego? Z malaksera jakiego? Aż jedna z pań wspomniała coś o mężu przyłączającym się do zabawy… Spojrzałam raz jeszcze w tę stronę. Obok ławki bawiły się córeczki (ok. 6lat) owych pań… I spłonęłam rumieńcem… I wstyd mi było, że to słyszałam, ale czy to ja powinnam się wstydzić?
Kiedyś też spotkałam dziadka, który na plac przyszedł z wnuczkiem. I pomyślałam, że to cudownie jak dziadek z wnuczkiem spędzają razem czas… Do czasu, kiedy dziadek się nie odezwał, zakazując małemu, żywemu chłopczykowi wszystkiego prawie: “Nie wspinaj się, bo nie będę Cię łapał”, “Nie, na huśtawkę nie pójdziemy, bo nie mam siły cię huśtać”, “Nie biegaj, bo się wywrócisz”, “Nie kop piłki, bo wyleci za ogrodzenie” itd. W końcu chłopak zrezygnowany siada na ławce “Dziadku chodźmy już do domu pooglądać telewizję”. Żal… po prostu żal…
Takich historii było całe mnóstwo. Aż pomyślałam sobie, że na tym placu zabaw to jakaś zła energia płynie chyba… bo wszyscy tacy agresywni… tylko te dzieci “Bogu Ducha winne”… nieszczęśliwe, że nie mogą się normalnie bawić…
Ech…
Teraz wszystko się zmieni. Już nie będę przesiadywała na ławce. Trudno będzie wysiedzieć jak takie wietrzysko daje po kościach. Będziemy SPACEROWAĆ. Z tej okazji odgrzebałam dawno zapomniany  acz przydatny w taką pogodę przedmiot: KUBEK TERMICZNY!

Nie boję się jesieni! Jestem przygotowana :))))))

Moje miejsce na ziemi

Moje miejsce na ziemi

Mimo, że wychowałam się w niewielkim miasteczku moim przeznaczeniem są wielkie aglomeracje. Nie mam sielsko-anielskiej natury niestety. Nie kręcą mnie białe domki z ogródkiem gdzieś na wiejskich obrzeżach. Nie kręcą mnie nawet rajskie plaże oddalone od turystycznego zgiełku. Odkąd pierwszy raz obejrzałam serial „Sex and […]