Podwórkowe Historie

Rozpieściła nas ta jesień, oj rozpieściła… aż strach pomyśleć, że nadchodzą chłodne dni.
Pomyślałam właśnie dzisiaj, że z terminem porodu trafiliśmy w dziesiątkę. Pierwsze majowe spacery, potem całe lato (choć w lipcu było dość chłodno), no i sierpień, wrzesień, październik… tak cudownie było przebywać z Synkiem na świeżym powietrzu… Cudownie zwłaszcza dla mnie, ponieważ były to chwile wytchnienia, odpoczynku, relaksu. Mój Mały Rycerz jakże mi pomagał, zasypiając prawie przy pierwszym zakręcie na Plac Zabaw 🙂 Wtedy mogłam zaszyć się gdzieś w kącie na ławce, z książką bądź czasopismem w ręku, wystawiając moje blade kończyny na słońce.
Zdarzało się jednak, że te skrajne ławki, oddalone od głównych “atrakcji” były zajęte, więc musiałam zająć miejsce bliżej bawiących się dzieci oraz ich rodziców, dziadków, opiekunów… Chcąc nie chcąc miałam wtedy okazję poobserwować różne “postawy rodzicielskie”. Niestety wiele było tych negatywnych. Może nawet zbyt wiele. Wręcz zastanawiałam się czy ci ludzie przychodzą z dziećmi na plac zabaw za karę? I od razu żal mi się zrobiło tych aniołków… bo obserwować je podczas zabaw było dla mnie ogromną przyjemnością. 
Pierwsza historia, która mną wstrząsnęła, zdarzyła się praktycznie na początku moich spacerów. Nie zdając sobie sprawy jak głośno jest w samym “centrum” przycupnęłam z Małym prawie w samym środku i zatopiłam nos w książce. Ławkę obok zajęły dwie kobiety: Matka, Córka (ok.30 lat) wraz z synem. Obie były dość znacznie przy tuszy. Córka okazała się najgłośniejszą osobą na placu, co więcej głośniejsza niż wszystkie dzieci razem wzięte: “Dominiczku załóż czapeczkę!!! Dominiczku nie wchodź na zjeżdżalnie!!! Dominiczku nie siedź na trawie!!! Nie biegaj!!! Chodź zjedz ciasteczko!!! Chodź zawiążę Ci buta!!!” . A głos miała donośny. Wzbudzała tymi swoimi zawołaniami irytację chyba wszystkich obecnych rodziców. W końcu jej własna matka nie wytrzymała i zaczęła krzyczeć (!!!) na córkę: “Mogłabyś ruszyć tę grubą dupę i zawiązać mu buta, a nie drzeć się!!! Jesteś taka gruba i leniwa!!! Wstydziłabyś się!!!” itd.
Nie wiem, która postawa była gorsza… szybko sobie poszłam, zszokowana…
Razu pewnego, czytając oczywiście, dobiegły do mnie strzępki rozmowy o baterii, sprawnie działającym sprzęcie, niezawodności i satysfakcji… przekonana, że rozmowa dot. sprzętu kuchennego jakiegoś, zwróciłam głowę w stronę rozmówczyń. Dwie miłe panie rozmawiały i chichotały… I zastanawiałam się z czego? Z malaksera jakiego? Aż jedna z pań wspomniała coś o mężu przyłączającym się do zabawy… Spojrzałam raz jeszcze w tę stronę. Obok ławki bawiły się córeczki (ok. 6lat) owych pań… I spłonęłam rumieńcem… I wstyd mi było, że to słyszałam, ale czy to ja powinnam się wstydzić?
Kiedyś też spotkałam dziadka, który na plac przyszedł z wnuczkiem. I pomyślałam, że to cudownie jak dziadek z wnuczkiem spędzają razem czas… Do czasu, kiedy dziadek się nie odezwał, zakazując małemu, żywemu chłopczykowi wszystkiego prawie: “Nie wspinaj się, bo nie będę Cię łapał”, “Nie, na huśtawkę nie pójdziemy, bo nie mam siły cię huśtać”, “Nie biegaj, bo się wywrócisz”, “Nie kop piłki, bo wyleci za ogrodzenie” itd. W końcu chłopak zrezygnowany siada na ławce “Dziadku chodźmy już do domu pooglądać telewizję”. Żal… po prostu żal…
Takich historii było całe mnóstwo. Aż pomyślałam sobie, że na tym placu zabaw to jakaś zła energia płynie chyba… bo wszyscy tacy agresywni… tylko te dzieci “Bogu Ducha winne”… nieszczęśliwe, że nie mogą się normalnie bawić…
Ech…
Teraz wszystko się zmieni. Już nie będę przesiadywała na ławce. Trudno będzie wysiedzieć jak takie wietrzysko daje po kościach. Będziemy SPACEROWAĆ. Z tej okazji odgrzebałam dawno zapomniany  acz przydatny w taką pogodę przedmiot: KUBEK TERMICZNY!

Nie boję się jesieni! Jestem przygotowana :))))))



6 thoughts on “Podwórkowe Historie”

  • Ja takie sytuacje olewam – nie moje dzieci, nie moja sprawa – myślę, że jakby ktoś bił czy maltretował dziecko to bym zwracała uwagę, a tak to niech sobie robią co chcą – szkoda czasu na rozkminianie jakie to głupie jest 😉 Nie cierpię za to takich spędów maminych – siedzą w pięć i chwalą się co to ich dzieci już nie umieją…

  • Ja spędzam trochę czasu na placach zabaw, bo moje dzieciaczki już z nich korzystają i nie jest aż tak źle. Jednak większość mamusiek to normalne mamuśki rozmawiające o dzieciach, ale wierz mi nie tylko :-)) Spotkałam się również z podobnymi sytuacjami o jakich pisałaś, ale uważam że mimo wszystko są to wyjątki i tych dzieci szczerze mi żal. Choć nigdy nie czułam się na tyle pewnie, żeby zwrócić uwagę, bo w sumie to nie moja sprawa. Ale może czasem warto się odważyć zwrócić uwagę i mieć jeszcze nadzieję, że trafimy na osobę, która przemyśli sprawę ;-))

    Pozdrawiam

  • Szlak mnie trafia na takich opiekunów, ale zaciskam zęby, albo zmieniam miejsce pobytu, bo nic się z tym niestety nie da zrobić raczej, co najwyżej nastrzępić sobie język.
    A bulwersu nt. wibratora nie podzielam. Ot zabawka. Sama bym się takimi szczegółami nie dzieliła (zwłaszcza publicznie), ale co kto lubi. Co najwyżej chichot działałby mi na nerwy :D:D:D

  • Również współczuję tym dzieciakom takich opiekunów… zwłaszcza tego dziadka… Ja mało na placu zabaw przebywałam, u nas królowały spacery bo Mała spać w wózku za bardzo nie chciała 🙂 Ja też ostatnio przypomniałam sobie o moim kubku termicznym i też stwierdziłam, że na jesienne wyjścia będzie jak znalazł 😉

  • kubek termiczny powiadasz, myślałam, żeby kupić mężowi do samochodu jak rano będzie jechał do pracy to dopije kawę, ale widzę, że i dla mnie czemu nie – na spacery kawa zbożowa super pomysł ! Ci opiekunowie to chyba nie zdają sobie tak do końca sprawy jaką krzywdę wyrządzają tym dzieciom tak chcąc ich chronić, bądź będąc tak wygodnym…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *