Zdrowa dieta… tym razem rodziców

Zawsze byłam zwolenniczką zdrowego jedzenia. Przynajmniej kiedyś wydawało mi się, że jem zdrowo, że zdrowo żyję, jestem aktywna fizycznie, i w ogóle, że wszystko jest OK. I nie przeszkadzało mi, że “od czasu do czasu” wyskoczę na kebaba, kupię paczkę czipsów, napiję się wina więcej niż jeden kieliszek… Przecież nie można być takim restrykcyjnym…
A jednak można! Oczywiście w ciąży szczególnie dbałam o swoje zdrowie i dietę. Był to czas odrzucenia wszystkiego co szkodliwe bądź bezwartościowe. W etap karmienia piersią przeszłam gładko. Nie bałam się jeść ekstra lekko, zdrowo, “bez polepszaczy”, bez niezdrowych tłuszczów i kalorii. I co najważniejsze bardzo mi zaczęły smakować np. niedosolone ziemniaki czy brokuł. Ba! Mr.Tata nie narzekał również a nawet sugerował by tak było już zawsze.
No i będzie. Przemyślałam  sobie kwestię żywienia i dopiero teraz zauważyłam jak wiele błędów popełniałam. Wymówki  nie były wymówkami a standardem. “Od czasu do czasu” było normą. A tak dobrze o sobie myślałam! Że taka rozsądna, że dbam o siebie, że jestem “fit”. 
Muszę przyznać, że od półtora roku co najmniej trzymam naprawdę zdrową dietę. Teraz zrobiłam jeszcze jeden krok: wyeliminowałam z jadłospisu kilka rzeczy, które jeszcze gdzieś tam mi wchodziły w nawyk. Mieszanki przyprawowe typu “do kurczaka” zamieniłam np. na suszone zioła. Wywaliłam przyprawę typu “vegeta” i “magi”. Gotowy sos do spaghetti zamieniłam na pomidory. Więcej grzechów nie pamiętam. 
Oczywiście gotuję dużo warzyw, kasz, chudego mięska. Solę minimalnie. Zwracam uwagę na naturalność tego co jemy. Oczywiście nie zaglądam wciąż do certyfikatów eko-hodowli i eko-upraw, ale staram się kupować u “sprawdzonych źródeł”.
I kusi mnie jeszcze, żeby chemię w kosmetyczce zastąpić naturą. Już sobie wyobrażam jak cudownie i apetycznie wyglądałabym wysmarowana miodem :)))



17 thoughts on “Zdrowa dieta… tym razem rodziców”

  • To ja Ci napiszę, że mam fioła na punkcie zdrowego jedzonka jakie podaję Szymkowi, ale jeśli chodzi o mnie.. ciężko mi się na FITa przestawić.. Niestety, próbowałam nie raz i nie dwa, ale chipsy lubię na ten przykład i piwo tez bardzo i w ogóle.. I zawsze tak głupio sobie tłumaczę: skoro rzuciłam palenie… Głupota!

  • Z solą masz rację. Gotując dla Julka ziemniaka, zdziwiłam się, że jest tak smaczny bez soli:D O pietruszce nie wspomnę- kupiłam w sklepie eko i nie wiem czy to kwestia odmiany, czy faktu eko, ale tak słodkiej i genialnej pietruszki nie spożywałam NIGDY.
    Po Twoim poście, aż mam ochotę wprowadzić parę zmian w diecie;)

  • Nam by się taka odmiana przydała, ale niestety mój Mąż mięsolubny i warzyw nienawidzi. Jedynie na szpinak udało mi sie go namówic. Ale Małemu dietę trzymam – zero soli, cukru i konserwantów.

  • Suuuuuper! Ja też przerabiam się na fit, ale o tym dokładniej skrobnę u siebie;-)A kurczak w ziołach jest genialny. Dzisiaj właśnie takowego piekę w piekarniku;-)Pochłonięty zostanie koniecznie bez skóry;-P

  • No to gratuluję takie stylu życia 🙂 Ja zawsze uważałam na to co jem. Mój mąż z kolei też jest przeciwnikiem konserwantów itp. To dzięki niemu odstawiłam vegety i gotowe przyprawy, choć czasami jak mi czegoś zdrowego zabraknie to się nimi wspomogę, ale staram się tego unikać 😉

  • od dawna gotuję ziemniaki bez soli, w warzywa na parze.
    mięso przeważnie chude,
    także pomidory zamiast sosów w proszku,
    ciemne makarony, ryż naturalny etc.
    staram się, ale czasami napiję się Coli.

  • Post godny zatrzymania się nad swoim talerzem 😉
    Jako brzuchatka staram się jeść zdrowo, ale mam odstępstwa od normy ;D Lodowata Coca-Cola mmmmmmm… I wiele innych grzeszków… wiem jednak, że nie można przesadzać ani w jedną ani w drugą str. Ważne by przybieranie na wadze było ok ! A z racji tego, że przy karmieniu zwracam uwagę na to co jem ( obu chł było alergikami ) więc było mega zdrowo i oszczędnie (osiągnięta waga wymarzona 😉 ) . W życiu codziennym też staramy się unikać chemii i słodyczy, chociaż sama uwielbiam piec i wiadomo, że to nie to samo co sklepowe gluty 😉 Chłopaki uwielbiają warzywa, bo byli nimi karmieni od “cyca” ;D … brokuł, marchew, pietruszka, dynia, cukinia, kiszona kapusta… to na porządku dziennym. Ostatnio nawet zrobiłam zupę przemytniczkę ;D czyli szpinakową 😉 jak zjedli to dopiero przyznałam się co jedli 😉
    Pozdrawiam i życzę nam wszystkim zdrowego odżywiania 😉 z nutką grzeszków ;D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *