Mr.Tata został sam.

Sam na sam z Synkiem naszym. Całe, długie trzy godziny!
Nadszedł czas, kiedy zdecydowałam się zostawić Synka pod opieką tatusia i wybrać się na shopping. Przyznam, że myśl  penetrowaniu sklepowych wieszaków bez wiszącego u nogi dziecięcia od rana wprawiła mnie w doskonały humor. Oczywiście telepanie serducha przed rozstaniem z Synkiem też odczuwałam, wszak nie rozstawaliśmy się dłużej niż na godzinkę, przez ponad dziesięć miesięcy!
Zanim wyszłam poinstruowałam Mr.Tatę co ma robić i to szczegółowo. Gdzie jest kaszka, obiadek, jak przygotować picie, że kubeczek wymyć i wyparzyć, sprawdzać czy kupy nie ma i mnóstwo innych małych bzdur, które ostatnio są dla mnie całym światem. Mr.Tata trochę poirytowany pukał się w czoło.
Na zakupach cudowanie, ale już po godzinie, dzwoniłam i sprawdzałam czy wszystko OK. 
W końcu po trzech godzinach wróciłam stęskniona i przerażona tym co zobaczę. Otwieram drzwi a tam nienaganny porządek uderzył mnie w oczy. I to dosłownie. Podłogi umyte! Wanna wyszorowana. Ba! Nawet okap, który od kilku miesięcy prosił się o dokładne szorowanie, lśnił czystością! Synek trzymając się nogi taty rzucił mi spojrzenie mówiące: zepsułaś nam zabawę! Był czysty, nakarmiony, uśmiechnięty…
Usiadłam z wrażenia, a szczęka mi opadła… Mr.Tata uśmiechnął się tylko i podał mi kawę z cynamonem!!! Jestem w szoku! Czyżby okazał się lepszą gosposią ode mnie? 
Na pewno nosa mi utarł! Nie ma co!



19 thoughts on “Mr.Tata został sam.”

  • Ja od czasu do czasu też lubię porządnie wysprzątać, sprawia mi to przyjemność 🙂 Ale rutynowego sprzątania codziennie to zbytnio nie lubię ;-o

  • Kiedyś czytałam, że przy pierwszym dziecku mama wydzwania co godzinę, przy drugim w drzwiach zostawia swój numer telefonu, a przy trzecim, mówi, żeby dzwonić tylko w przypadku rozlewu krwi:-))) Coś w tym jest…

  • No to teraz nie pozostaje ci nic innego jak zamiana ról:-p. Ale tak na prawdę zostać z dzieckiem na 3 godziny raz i wysprzatać to nie jest to co być z dzieckiem non stop w ciagu jego dobrych i złych humorków:)

  • Po pierwsze szacun, że tak długo wytrzymałaś;-P
    Po drugie – super, że dałaś tatusiowi w końcu szansę się wykazać.
    Po trzecie – ja też mam wrażenie, że mój Synu woli jednak męskie towarzystwo;-P

    PS. I też mi nos niegdyś w ten sposób utarto;-)

  • Mój mąż też udowodnił mi, że ugotowanie obiadu to żaden problem z Maluchem w domu. hihi. Cieszę się, że zaufałaś mężowi. Kuba zostawał z tatą już od pierwszego miesiąca.

  • Mam pytanie jak zrobiłaś tą faviconkę zamiast standardowej blogera? Bo ja wchodzę w projekt zmieniam i niby tam widać że jest zmieniona a nadal jest ten ich znaczek b

  • Gratuluję męża 🙂 Ja swojego zostawiałam od pierwszego miesiąca na godzinkę z dwójka dzieciaków. Teraz zostaje na kilka godzin z prawie półrocznym synkiem i 3-letnią córcią. Mieszkanie po moim powrocie wygląda jednak jak pobojowisko – przez pokój ledwo można przejść 😉

  • A ja nie lubię zostawiać Małego beze mnie i robię to tylko w razie konieczności 😀 Mój mąż na pewno by sobie poradził, ale nie śpieszno mi to sprawdzić 🙂 Tak, ja jestem jedną z tych wariatek co są do dziecka przywiązane jak szympansica do maleństwa.

  • Aż pozazdrościć 😉 Marzy mi się, aby mój Mąż też miał tyle czasu i co najważniejsze chęci do prac domowych co Twój, eh 😉 Fajnie, że mogłaś się oderwać od tej codzienności. Sama wiem, że czasami dla nas Mam jest to bardzo potrzebne 😉

  • oj wiesz u mnie mąz nawrt z Malutkim dzieckiem ugotował zupę bo trzymał go na jednej ręce potem jak podrusł tez tak bylo … a teraz masz dowód że mezczyzna też potrafi i teraz sie nie wywinie z pomocy i nawet jak byś go niepoinstuowała to i tak wiedzial by co i jak wkoncu to tez jego dziecie pewnie byl z siebie dumny…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *