Miesiąc: Maj 2012

Wpis kulturalny

Wpis kulturalny

Muszę się przyznać, że jestem fanką pewnego teatru. Jestem osobistą fanką pewnego teatru… Teatru Momo z Katowic I jako ta osobista fanka, śledzę ich poczynania, kibicuję, wspieram i robię co tylko fanka zrobić może. Dlatego bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że chłopcy zdobyli drugą nagrodę na […]

O tym jak Mr.Tata został bohaterem we własnym domu

O tym jak Mr.Tata został bohaterem we własnym domu

Dzielny Mr.Tata zaopatrzył właśnie swojego jedynego Syna w pierwsze slipusie: Jak widać Mr.Tata jest na bieżąco, bo choć cały czas motyw nocnika przewija się w naszych rozmowach, to jeszcze ani razu nie udało mi się użyć go w celu do tego przeznaczonym… jakież było moje […]

STOMP

STOMP

Zaliczyliśmy wczoraj Dzień Na Nodze Wiszący! Syn odkleić się nie potrafił, co skutecznie utrudniło mi jakiekolwiek czynności domowe. No ale w porze obiadu, obiad ugotować trzeba. Myślałam jakby tu Synka zająć, żeby dał mi choć 20 minut na przygotowanie.
Pierwsza myśl – telewizor. Włączyłam. Przeleciałam po kanałach, a tam, same wiecie, jakieś dramatyczne, krzyczące audycje. No z tym dziecka nie zostawię, a kablówki nie posiadam. Reklamy… kurcze, kończą się za parę minut…
Zajrzałam do szafki z DVD, żeby jakiś “łagodny” film znaleźć, a tu niespodziewanie w ręce trafia mi płyta z zapiskiem przedstawienia grupy STOMP. Ooooo to mu się spodoba! Włączyłam.
Cisza! Dziecko siedzi i się gapi w TV. Robię swoje i co jakiś czas na niego zerkam. 30 min. minęło, zaraz płytka się skończy… siadam obok. Nagle Mały odzywa się: MAMA MAMA, a na ekranie artyści właśnie w pokrywki i garnki uderzają. Ja w śmiech. Koniec nagrania. Pora obiadu.
Po obiedzie posprzątać trzeba, bo Synek jak zwykle jadł całym sobą i dzielił się z wszystkimi przedmiotami wokół siebie. Przynoszę więc miotłę i zmiotkę z łopatką. Mały zrywa się na nogi i łapie miotłę. Energicznie zaczyna uderzać nią o podłogę. Ja znów w śmiech, on w śmiech. Chcę wymienić się z nim na zmiotkę, ale nie daję się przekonać. On macha miotłą ja zmiotką i tańczymy tak razem zanosząc się od śmiechu. Ale czad!

A taniec w oryginale wygląda tak:

 
Uważajcie STOMPy, bo konkurencja wam rośnie!!!!

Rzeczy rzeczami…

Rzeczy rzeczami…

Wysprzątałam mieszkanie przed imprezą tak, że aż lśniło. Jak nie moje. Starłam z mebli ślady użytkowania. Podłogę ze śladów stąpania (i jedzenia). Po zawieszeniu dekoracji usiadłam i westchnęłam… jak tu jest pięknie. Dziś otwarłam oczy i przetarłam ze zdumienia. Po trzech dniach wszystko wróciło do […]

Ależ to była impreza…

Ależ to była impreza…

Tyle przygotowań do uroczystości roczkowej a zleciało tak jakby czas w sekundach, a nie godzinach był mierzony! Wyszło super! Goście zadowoleni, Synek w siódmym niebie, my zmęczeni ale szczęśliwi. Największym stresem był dla nas Kościół. Nie jestem zwolennikiem prowadzenia do Kościoła małych dzieciaczków, które nie […]

Zaczynamy odliczanie…

Zaczynamy odliczanie…

…do imprezy roczkowej 🙂

Odbędzie się ona już w niedzielę. Poślizg straszny, ale niezależny od nas. Myślałam, że skoro mam więcej czasu to wszystko dopnę na ostatni guzik. Niestety. Czas akurat moim sprzymierzeńcem nie jest. Lista Rzeczy do Zrobienia zamiast maleć, rośnie. Jak to się dzieję?
Między myciem a… myciem i myciem wpadłam tylko zdradzić Wam, że impreza odbędzie się…
w stylu marynistycznym :))))

Smaczne

Smaczne

Synek mój wkroczył w kolejny etap samodzielności. Postanowił nie jeść niczego, czego sam do ust nie może włożyć! Mogę zapomnieć o karmieniu go zupką na przykład. No chyba, że dam mu łyżkę do ręki i pozwolę jeść samodzielnie.  No i Synek je… tzn. je o […]

Kupa, kupa i jeszcze raz kupa

Kupa, kupa i jeszcze raz kupa

O kupie miałam nie pisać, ale coś takiego zdarzyło mi się pierwszy raz… Mój Syn czasami nie wypróżnia się codziennie, więc dzisiejszy brak papy w pieluszce w ogóle mnie nie zdziwił. “Będzie rano” pomyślałam sobie.  Czas kąpieli zbliżał się nieubłaganie, a ja przypomniałam sobie o […]

Jak wygląda życie bez…

Jak wygląda życie bez…

…bez CYCA oczywiście.

Jutro mija dokładnie tydzień odkąd odstawiłam Małego od piersi. Był to czas bardzo dla nas ważny. Ja zrozumiałam, że dziecko dorasta jednak i bobasem nie pozostanie, niestety. Syn uczy się, że Mama to nie tylko Mleko, i że Mama kocha najmocniej na świecie nawet jeśli do piersi przytulić się nie pozwala.
Jak wyglądało samo odstawienie? 
Założyłam sobie, że nie będę drastyczna i stopniowo będę ograniczała dostęp do mleka, przy czym dzienne karmienia wyeliminowałam wszystkie od razu. Syn miewał różne nastroje i raz ciągnął cycka przez cały dzień, drugi raz nie upominał się wcale (za wyjątkiem drzemki). Nie mogłam się z góry przewidzieć “na co Syn będzie miał ochotę”, więc zabrałam Cyca i już. 
Syn przyjął to ze spokojem umiarkowanym, do drzemki i nocnego usypiania. Wtedy zaczęło się piekło. Na szczęście trwało tylko dwie doby. Nocne karmienie, tak jak przypuszczałam, wyeliminowało się samo. Najpierw 2×2 karmienia, następne 2 noce po 1, a ostatnie 2 nocki nie chciał ani razu. Oczywiście przebudzał się wielokrotnie, ale wystarczyło go przytulić i odłożyć. Sypia sam we własnym łóżku! Nad ranem ściąga do mnie i między 5.00 a 6.00 mamy pobudkę. Niestety.

Nowy plan dnia i schemat żywienia wygląda zatem następująco:

5.00-6.00 – pobudka. Czas na MM (podaję Bebiko Junior 3) ok. 200ml

8.00-9.00 – czas dospać troszkę 🙂

ok. 10.00 – śniadanie (albo kaszka albo chlebek np.z masełkiem, ugotowanym i pokruszonym mięskiem, bądź mocno sparzonymi pomidorkami)

10.30-12.00 – spacer, zakupy bazarowe, plac zabaw

ok.12.00 do “różnie z tym jeszcze bywa” – drzemka

ok. 13.00 (po przebudzeniu) – MM ok. 150ml

14.30-15.00 – obiad (zależy od mojej inwencji twórczej)

15.00-16.30 – spacer, plac zabaw

16.30 – deserek czyli owoc

18.30 – kolacja albo kaszka na mleku albo chlebek (w zależności co było na śniadanie). Jeśli chlebek to przed snem podaję jeszcze MM ok.200ml (nie zawsze wypija wszystko)

18.30-19.00 – rytuały wieczorne

19.00 – szykujemy się do snu.

Wydawało mi się, że technicznie najgorzej bez Cyca będzie podczas usypiania, wszak cały rok do niego był przytulony. Paradoksalnie okazało się, ze usypianie “na żywca” jest łatwiejsze i szybsze. Mały nie wisi godzinami i nie ssie, tylko sam się układa. Czasem wychodzi z łóżeczka, to go łapię w biegu i kładę. Kilka takich razy i Synek sam pada zmęczony. Czasem płacze, czasem się śmieje, ale wszystko trwa nie dłużej niż 15 min. Może już nie jest tak przyjemnie, ale usypianie wychodzi nam dość sprawnie. Nocki też zaczynają wyglądać lepiej. Zobaczymy jak będzie dalej.
Jak widzicie bez Cyca też da się żyć :)))

Braveheart

Braveheart

Wczorajsze świętowanie tych pierwszych, najważniejszych urodzin odbyło się skromnie i rodzinnie. Rano kawka urodzinowa i ciacho z dziadkami i chrzestną, potem zabawy i przytulańce z mamą, a gdy tata wrócił do domu, radośnie odśpiewaliśmy sto lat! Wieczorem otworzyliśmy szampana i przeglądaliśmy nagrane filmy i zdjęcia […]