Konkurs na najgorszą babcię

Staram się jak najwięcej czasu spędzać z Małym na świeżym powietrzu. Plac zabaw odwiedzam przynajmniej dwa razy dziennie. Oboje bawimy się świetnie, ale też obserwujemy…
Już raz pisałam o tym, jakie “wspaniałe” postawy rodziców można zaobserwować, ale im częściej jesteśmy na placu, tym częściej dochodzę do wniosku, że nie ma to jak babcia!
W ciągu jednej godziny spotkałam trzy babcie, z których jedna gorsza od drugiej:
1. Babcia NIE DZIEL SIĘ. 
Wiadomo, że na placu zabaw obowiązuje niepisana zasada: wszystkie zabawki są wspólne. Ta zasada najpełniej działa w piaskownicy. Dzieci bawią się zabawkami, wiaderkami i łopatkami, zwłaszcza cudzymi. Dramat zaczyna się gdy dziecko wybiera się do domu, a rodzic/opiekun zbiera zabawki. Jeden z kilkuletnich chłopców przeżył “dramat”, bo zabrana została mu łopatka, którą aktualnie tworzył dzieło swojego życia. Babcia wrażliwa na łzy wnuczka, w te pędy ruszyła do wózka i przyniosła mu jego osobisty, jeszcze nowiutki zestaw do piachu. Oczywiście wszystkie dzieci ruszyły po nowe zdobycze. Babcia oburzona wysypała zabawki w rogu piaskownicy i mówi do wnuczka:
– wnusiu, choć baw się tutaj swoimi zabawkami i nie dziel się, bo dzieci ci zniszczą!!!
Oburzenie wszystkich rodziców sprawiło, ze babcia wyciągnęła wnuczka z piaskownicy, wsadziła do wózka i odjechała nadąsana.
2. Babcia NIE
“Nie wspinaj się. 
Nie kręć się. 
Nie zbieraj kamieni. 
Nie rzucaj patykami. 
Nie strasz gołębi. 
Nie baw się w piasku. 
No koniec tej zabawy. teraz idziemy do domu na obiad”.
3. Babcia BO SIĘ SPOCISZ.
“Nie biegaj tak szybko bo się spocisz. 
Nie wchodź na zjeżdżalnię bo się spocisz. 
Babcia poprowadzi rowerek bo się spocisz”
Czasem mi ręce opadają…



21 thoughts on “Konkurs na najgorszą babcię”

  • hi hi, to ja jestem matką ” patrz pod nogi bo zaraz spadniesz, a ja cię łapać nie będę”. Babcie z reguły sa bardzo przewrażliwione, ale z tymi zabawkami to przegięcie. U nas jest podobnie dzieci mają swoje zabawki, ale bawią sie czyimiś. Zawsze jest tak że młody rozdaje swoje wiaderka, łopatki i foremki, a on się bawi tym co akurat przyniósł ktoś inny. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś powiedział ” nie pożyczaj bo się zniszczy”

  • Dlatego wyprawy na plac zabaw bywają dla mnie traumatyczne. Ale najbardziej dobijają mnie matki PRZEBYWANIE Z MOIM DZIECKIEM TO DLA MNIE KARA NAJWIĘKSZA Z MOŻLIWYCH. Masakra.

  • Podoba mi się ta niepisana zasada, że zabawki w piaskownicy są wspólne. My zawsze jak idziemy na dwór mamy dwa komplety zabawek, tzn. te do piaskownicy i np. wózeczek albo rowerek albo coś innego. Dlatego, że “zawsze” czyjeś zabawki są lepsze i wszystkie dzieci w każdym wieku to wiedzą. Wtedy nie ma problemu, że ktoś się bawi zabawkami Ali, bo wtedy mamy argument, żeby “pobawić” się zabawkami kolegi/koleżanki. A jeśli chodzi o babcie, to nie tylko one mają takie podejście (nie biegaj bo się spocisz) są też tacy rodzice, więc myślę, że nie ma co generalizować.:)

  • Nie chodziłam z dziećmi do piaskownicy, bo wszystkie, które mi się trafiały (dzieci – brat oraz wszystkie, którymi się opiekowałam) nie lubiły zabaw w piasku (dla mnie to niepojęte!). A jeśli chodzi o opiekę nad brzdącami, to zależało od humoru dziecka – czasem razem wariowaliśmy na drabinkach, czasem stałam z boku pełniąc pieczę, a czasem mogłam nawet zanurzyć nos w książce. Moim sukcesem było, że wracając do domu, nigdy te moje dzieci nie płakały – nigdy. Nie przekupywałam niczym, po prostu informowałam, że za jakiś czas idziemy (np za 20 min), potem znowu (że jeszcze 10 min), potem ostatnie 5 minut i na koniec ostatnie zjechanie, koziołek, czy co tam chciało. Dzieci wiedziały, że muszą kończyć zabawę i nie były tak jak inne ściągane z huśtawki czy odrywane od zabawy. Prosto i bez krzyku, ze spokojem dla każdej ze stron;)
    Nie lubię być świadkiem, kiedy mama/babcia/opiekunka/etc. odchodzi od płaczącego dziecka ze słowami “No to ja idę, a Ciebie ktoś porwie”. Nosz kur… Udusiłabym;)

  • A ja mam ostatnio “uczulenie” na piaskownice, może nie na piasek tylko właśnie na Panie w jej obrębie. Matko, temat rzeka. Cieszę się, że moje Dzieci mają już swoich znajomych i jeździmy w jedno konkretne miejsce (a ja spotykam się z Rodzicami, Dziadkami, których lubię). Na moim placu zabaw (tj. najbliższym, przy bloku) nie byłam chyba już 2 miesiące!

  • niestety nie tylko babcie się zachowują
    mam jedną znajomą, której córeczka naziemi usiąść nie może ani piasku dotnkąć bo się pobrudzi
    każde dziecko jest śmiertelnym zarożeniem dla jej coreczki

    omijam panie wielkim łukiem 🙂

  • też zaczynam dostrzegać takie “okazy” ! bo zdaje się na moim “podwórku” jestem z nielicznych mam, które zostały z dzieckiem, więc na wysyp mam jaki widziałam jak Mały był noworodkiem, teraz większość jest z babciami/dziadkami. ja ostatnio słyszałam co to dziadek mówił do wnuczka, nie biegaj tak, bo muszę cię gonić, nie dotykaj mnie, bo masz brudne ręce, a ja mam nowe spodnie, nie opieraj się, nie krzycz itd…
    zastanawiam się czy mamy wiedzą jak wygląda ta opieka nad ich pociechą i czy chciałyby, żeby tak było dalej…

  • Dobre te babcie 🙂 Ja w piaskownicy byłam dwa razy. Pomijając pety i kapsle po piwie to było ok. Mamusie były bardziej zajęte plotami niż dziećmi. Ale to taki klan wzajemnej adoracji. Zmierzyły mnie tylko wzrokiem jak podzieliłam się z jednym dzieckiem kanapką i jak moja mała zjadła kanapkę, która uprzednio spadła na piach (nie zdążyłam zareagować).

    ZAPRASZAM NA SWOJEGO BLOGA I ROCZNICOWE CANDY

  • nie biega bo się spocisz pamiętam z dzieciństwa, mówiła mi tak moja mama, a że byłam grubym dzieckiem, to się mocno pociłam 😉
    aż się boję, co o mnie sobie ludzie pomyślą słuchając mnie …

  • Ja jestem mama “bo się spocisz” ale dodam na swoje usprawiedliwienie, że krzyczę to po to żeby go złapać i zdjąć jedną warstwę ubranka – potem może biegać dalej 🙂

  • Ja tylko spotykam babcie W SWOIM ŚWIECIE – takie, co to dzień dobry nie odpowiedzą, pogadać dzieciom nie pozwolą, bo się spieszą na zakupy i bez słów dają jasno do zrozumienia, że nikt nie powinien naruszać ich doskonałego bytu z wnuczętami. mamy też na ulicy babcię-widmo z wnuczkiem-widmo, który ma trzy lata, a jeszcze ani razu z nim owa babcia poza teren własnego podwórka nie wyszła.

    Ja zaś jestem mamą “nie dziel się” i to wcale nie z założenia. Tak nas nasza “piaskownica” wychowała. Mój synek chciał się wymieniać, ja zachęcałam, brał czyjeś i dostawał po łapach (dwa razy nawet dosłownie). Więc teraz na plac zabaw chodzimy bez zabawek i cudzych też nie tykamy, a wymianki praktykujemy sąsiedzko-kumpelskie.

  • Ojj tak niepisanej zasadzie “Wszystkie piaskowe zabawki są Nasze” Mówimy TAK. Choć raz miałam do czynienia z taką babcią, która wyrwała Filipowi łopatkę, twierdząc że to jej wnuczki. Owej babci nie przeszkadzało natomiast że owa wnusia bawiła się wiaderkiem i sitkiem Filipa. Uspokoiłam Filipa i przy owej babci wytłumaczyłam, że tak się nie robi, że zabawkami trzeba się dzielić bo to nieładnie i ……. Owa babcia zrobiła się czerwona i dała łopatkę Filipowi na co mały odpowiedział “Nie dziękuję, mam swoją a w ogóle to Bóg kazał się dzielić” Myślę że wtedy z dumy urosłam o pól metra 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *