Weselny ZONK

Byliśmy wczoraj na weselu przyjaciela. Mr.Tata był świadkiem, więc trochę emocjonalnie do sprawy podeszliśmy. 
Ceremonia skromna, cywilna, a przez to ekspresowa sprawiła, iż nie bardzo odczuliśmy, że uczestniczymy w czymś ważnym i podniosłym. My tam mało ważni jesteśmy, ale zastanawiam się czy Państwo Młodzi to odczuli?
Samo wesele też skromne, ale nie można przecież oczekiwać hucznej zabawy, gdy gości zaproszonych było dwudziestu, przy czym 3/4 par z dziećmi i to malutkimi. Nasz Mały był najstarszy, a ma 13 miesięcy!
Zresztą nie ważne jaka skromna uroczystość, i tak przygotować się trzeba, więc od rana bieganina i krzątanina. Jak się tu porządnie  wyszykować z dzieckiem na ręku? Tak więc wymienialiśmy się:
– tata golenie i kąpiel, ja pakowanie torby “z rzeczami bez których obejść się nie mogę, czyli Syn ma torbę największą” ,
– tata karmienie Małego, ja kąpiel i malowanie, 
– tata ubieranie, ja ubieranie Małego,
– ja ubieranie, tata z Małym na rękach poganianie mnie
i już prawie gotowi jesteśmy, gdy przypomniało nam się, ze fotelik nie zamontowany…
– tata z fotelikiem do auta zbiega, ja z Małym na rękach sprawdzam czy wszystko spakowane (!)
– tata bierze Małego, ja torby. Wyjeżdżamy
W USC jesteśmy na czas. Z uśmiechem na ustach rozglądam się po zebranych gościach i coś mi nie pasuje. 
Wózek! Zapomnieliśmy o wózku!
I panika! Jak ja teraz Synka uśpię… zbladłam…
Na szczęście znajomi nas poratowali, i na imprezie na zmianę usypialiśmy dzieci. Uff… 
Nie wiem, co mi się dzieje ostatnio, ale mam wrażenie, że nie ogarniam. Wiem, że nie zawsze wszystko przewidzieć można, ale o wózku zapomnieć?
Ta przedweselna gorączka zawsze w głowach miesza…
 



7 thoughts on “Weselny ZONK”

  • My jak wybieraliśmy się na wesele to też trochę szaleństwa w tym było tym bardziej że nocowaliśmy w hotelu po weselu 🙂 Dzieciaki miały oczywiście największą torbę, my mniejszą. Pamiętałam o spakowaniu wszystkich rzeczy ale gdy wystroiłam męża i dzieciaki i przebrałam siebie okazało się że flek w bucie zdarty i to tak że noga mi się wykręca i iść nie mogę normalnie. W drodze z kościoła na salę weselną musieliśmy więc wjechać jeszcze do sklepu z butami abym jakieś kupiła 😉 Fabian po wsadzeniu do fotelika i ruszeniu auta musiał zwymiotować na siebie obiadkiem tak, że koszula poplamiła się na pomarańczowo … A z czesaniem i makijażem wykombinowałam tak, że poszłam się uczesać do fryzjera i od razu mi tam makijaż zrobili – polecam takie rozwiązanie 🙂

  • zazdroszczę Wam wesela.
    jednak z dzieckiem bym się nie porwała.
    mi też zdarza się niekiedy zapomnieć o podstawowe rzeczy dla córki.
    skleroza nie choroba, mówią.

  • Heh przy takiej bieganinie rzeczywiście można zapomnieć 🙂 Ja się wzięłam na sposób i wózka-parasolki już z bagażnika nie wyciągam 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *