RB kontra ZCh

* wszystkie informacje zawarte w poście pochodzą tylko i wyłącznie z mojej głowy i obserwacji. Każda zbieżność jest przypadkowa.
RB = Rodzicielstwo Bliskości
ZCh = Zimny Chów Dzieci
Długo zabierałam się do napisania tego posta. W głowie zapalały się co rusz nowe powody. Bardzo dużo jest ostatnio o RB na Waszych blogach, w gazetach, na portalach. RB stało się nową religią dla rodziców. I dobrze. Coraz więcej mam otwiera oczy na potrzeby dziecka. 
Chociaż mam wrażenie, że głównie w wirtualnej rzeczywistości. Niestety. W realu wciąż pokutuje ZCh. Jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Młoda mama bycia rodzicem uczy się od swojej mamy, i co za tym idzie przekazywane są jej informacje typu: “niech dziecko się wyryczy”, “karmienie piersią po trzecim miesiącu jest nieprzyzwoite” itp. A młoda mama nie ma doświadczenia i przyjmuje te rewelacje jako rzecz jedynie słuszną. Daj Boże, że coś przeczyta dodatkowo i jej horyzont się powiększy, i zweryfikuje poglądy wychowawcze.
Moja znajoma czeka właśnie na cesarkę “na życzenie” w prywatnej klinice. Będzie rodzić swoje pierwsze dziecko. Panicznie boi się bólu. Pokój dla dziecka przygotowany od kilku miesięcy. Osobno. Na drugim końcu mieszkania. Butelki i MM też w pełnej gotowości. 
– dlaczego? – zapytałam
– moja mama miała trzy ciężkie porody i zabroniła mi rodzić naturalnie. W dzisiejszych czasach nie trzeba cierpieć. Karmić piersią nie zamierzam bo będę miała po cyckach. Dziecko musi spać od samego początku w swoim własnym pokoju, bo inaczej nici z życia prywatnego…
Mamusia jej powiedziała…
Spuścizna Zch jeszcze długo będzie pokutowała w naszym społeczeństwie. 
Z RB wcale lepiej nie jest. Boli fakt, że niektóre matki próbują z tego zrobić “modę na rodzicielstwo”. Spotykam się ze stwierdzeniami “kocham moje dziecko bo noszę je w chuście, dzięki temu dajemy sobie bliskość”. Piękne. Prawdziwe. Jestem za. Ale co z tego, gdy po spacerze w chuście mama wraca do domu i urządza karczemne awantury ze swoim partnerem. RB? 
Przecież wszystko opiera się na trzech głównych wartościach: Miłości, Szacunku, Wzajemnym Wsparciu. Nie tylko matki do dziecka, ale rodziców do siebie nawzajem, dziadków i innych członków rodziny i otoczenia. Chustoszenie i współspanie są tylko środkami do celu, nie celem samym w sobie. 
Dziecko w RB powinno czuć miłość i bezpieczeństwo. W Zch również!
Tyle ile miłości damy temu maleństwu, tyle otrzymamy!



44 thoughts on “RB kontra ZCh”

  • Tak, szczególnie to co piszesz o relacjach matka-ojciec, bo niektórym się zdaje że to o dziecko tylko chodzi! Chyba dotarłaś do tego sedna którego ja od jakiegoś czasu szukałam, powiedziałaś to co ja wiedziałam ale nie umiałam ubrać w słowa, jestem pod wrażeniem Twojego posta i bardzo mnie wzruszyłaś. :*

  • Świetny wpis 🙂
    RB stosuję, ale z umiarem. Grunt to nie popadac w paranoję. Najgorsze jest to, że model wychowywania narzuca nam otoczenie. Tak jak napisalaś teraz stało się modne RB czy bycie eko i jeśli nie jestes taką mamą to oznacza, że na pewno jestes złą mamą. Najważniejsze, żeby znaleźc złoty środek i z każdej filozofii zaciągnąc to co nam odpowiada, a nie ślepo podążac za “modą”. A miłośc, szacunek i wzajemne wsparcie to podstawa i bez tego nie można stowrzyc “zdrowej rodziny”.

    • komentarz odnosnie stwierdzenia: ”jeśli nie jestes taką mamą to oznacza, że na pewno jestes złą mamą” RB opiera sie na empatii. Na szacunku do potrzeb dziecka i pragnieniu zaspokojenia ich.
      To, że większość postrzega jedynie jej zewnętrzne formy, leży w fakcie że idea sama w sobie jest nie do końca zrozumiała, choć przecież oczywista.
      Ale nie wszyscy to potrafią zrozumieć szczególnie Ci, czyje potrzeby byly traktowane z pogarda.

    • a i jest jeszcze druga strona medalu: matki chustomanki krtykuje sie ze uzalezniaja dzieci od siebie. ze nie dbaja o kregoslup dziecka..
      ocena zalezy od punktu siedzenia. i niewiedzy.

  • zgadzam się z tym co napisałaś w każdym słowie. Należy pamiętać, że filarem rodziny jest właśnie:miłość, szacunek i partnerstwo..szkoda, że tak rzadko ludzie o tym pamiętają.

  • świetny wpis podpisuję się obiema rękami 🙂
    ja staram się stosować Rb i nie słucham wywodów mojej mamy jak to lepiej bo mnie dyktuje co innego serce. przytulam, rozmawiam, noszę, śpię i co najważniejsze kocham 🙂 i nie robię nic na siłę

  • Cóż wynika to z tego że polacy nie czytają, nie wnikają, nie dokształcają się, nie chcą wiedzieć więcej. Ktoś im coś powiedział, oni sobie tak wymyślili, mama tak robiła 300 lat temu tak ma być. Jak to mówi moja koleżanka ciemnogród niedouczony wśród matek. Cóż.
    Co do zimnego chowu to ostatnio usłyszałam ciekawy sposób na karanie synka, lodowata woda szczerze, jestem wierząca, i nie pozostaje mi nic innego jak pomodlić się w niedzielę za tę matkę i jej synka.

    • bo to współspanie i chustonoszenie to tylko środek. A bliskość przecież można osiągać na tysiące sposobów. Wystarczy być otwartym na potrzeby dziecka 🙂

    • Jakby się nad bliskością nie pracowało to jeżeli się na dziecko wybucha, zostawia do wypłakania, krzyczy na męża/żonę w jego obecności, klnie do siebie nawzajem, karze za byle co lub traktuje przedmiotowo (zrób to i tamto idź tu i tam i nie zadawaj pytań)ani nie wspiera rozwoju lub co gorsze stosuje przemoc fizyczną to ani chusta, ani cyc, ani spanie razem nie pomoże i nic nie ma takie wychowanie wspólnego z RB. Znam rodziców którzy “wierzą w RB” ale regularnie dają dzieciom “po tyłku” bo “klaps to nie bicie”, drą się na dzieci a potem zachwycają jakie one “grzeczne” a one są zastraszone a nie grzeczne. Trzeba być w swoim postępowaniu z dzieckiem spójnym i nie że pitu pitu RB a tu za chwilę k..wienie i “fochy na dziecko”. Nie ma czegoś takiego jak święta trócja “spanie-cycek-chusta” do tego dochodzi właśnie to o czym pisze Kasia szacunek w każdej sytuacji – nawet tej najbardziej stresującej, kiedy nie mamy siły ani nerwów wtedy RB jest najważniejsze, kiedy byśmy chcieli powiedzieć “Ku..a dziecko przestań ryczeć bo ci wklepię” a zamiast tego przytulamy go do siebie i mówimy “Kocham Cię, jak chcesz popłakać to przytul się do mnie i popłacz jestem dla ciebie”. Niestety często to dzieci są dla rodziców a nie na odwrót… To takie luźne moje przemyślenia nie “piję” do nikogo

    • Po prostu ludzie nie widzą szerszej perspektywy i tak się skupiają na tym że KP lun nie KP, noszą czy nie, śpią razem czy nie ale to nie wszystko. Ostatnio modne jest powoływanie się na to wybiórczo – owszem nie trzeba KP spać razem i nosić żeby zbudować więź z dzieckiem ale do RB potrzeba czegoś więcej niż budowania więzi.

    • Też mam wrażenie, że RB sprowadza się tylko do chusty i spania. Dlatego piszę o bliskości rodziny. Znam zresztą wiele matek, które nie mają pojęcia co to jest RB a ich dom jest pełen miłości i szczęścia… aż chce się wziąć przykład

    • i wlasnie o to chodzi o miłość i szacunek. Nie trzeba przecież do tego stosu mądrych ksiąg i trzech psychologów 🙂
      ale tak jak napisała Hafija my jesteśmy dla dziecka 🙂

  • Masz rację – zgadzam się w 100% z tym co napisałaś. Bardzo duży wpływ na to jak wychowujemy dzieci ma to jaki przykład wynieśliśmy z domu rodzinnego. Ja na szczęście miałam mamę (i mam nadal) ciepłą i często okazującą miłość i zrozumienie. Nawet teraz często słyszę od niej “kocham cię” 🙂

  • a tak w ogóle to co to za zniewolenie umysłu, dziewczyna nie ma swojego rozumu, żeby weryfikować swoje możliwości i oceniać sytuację ? moja mama też miała ciężkie porody skończone cesarką, babcia podobno też, jakoś nikt mi nie wmawiał co mam robić – mimo, że moja rodzina ma tendencję do pouczania jak jest najlepiej. Przechodziły mi przez myśli, że może skończyć się cesarką jako wynik być może słabych genów (skoro dwa pokolenia wstecz nie dały rady), ale okazało się przeciwnie ! Myślę, że świadomość jak przebiega poród ze szkoły rodzenia pomógł. Przykre, że w dzisiejszych czasach dziewczyny ulegają wpływom ludzi, którzy swoją wiedzę czerpią ze swoich doświadczeń sprzed 30 lat. Nie wyobrażam sobie tego, jakby to było w moim przypadku. Jest to po prostu niemożliwe, żeby ktoś miał na mnie taki wpływ.

  • ale dlaczego od razu uczenie dziecka spania w łóżeczku, nie karmienie piersią to Zch? moja E śpi od małego u siebie (takie było założenie od początku), nie karmię piersią, nie noszę w chuście, na każdy płacz lecę, ale płacz płacz, a nie wymuszanie (a to jest ewidentna różnica w naszym przypadku). czy to oznacza, że źle wychowuję swoją córkę, że ją mniej kocham? chyba nie. kocham ją nad życie. po prostu miałam takie założenie. tak chciałam. gdy E skończyła 7 m-cy uznaliśmy, że to jest czas by spała sama w pokoju. co nie oznacza, że nie czuwam. czuwam na każde pisknięcie, wiercenie wstaję, przykrywam ją, reaguję.
    wydaje mi się, że to jest kwestia uczucia, Rb czy Zch.
    i nie można pewnych zachować szufladkować pod konkretny model wychowawczy.
    podobnie było i jest z noszeniem an rękach. nie uznaje noszenia na rękach dla samego noszenia. odganiałam wszystkie babcie, ciocie, które chciały ponosić moje dziecko.
    co nie oznacza, że nie przytulam swojej córki, że nie okazuję jej uczucia. wręcz przeciwnie. tulę ją, całuję ile mogę i na le mi pozwala.
    sama daje buzi, sama się do mnie przytula.
    ps. nie zlinczujcie mnie za tę wypowiedź.

  • Nie zgadzam się tylko z tym,ze młoda mama uczy się wszystkiego od swojej i słucha rad innych odnośnie wychowania…nie zawsze.Ja nie byłam wychowywana w RB a wszystko co słyszałam w ciąży i po niej to namawianie do Zch.Nikogo jednak nie słuchałam,miałam swoje zdanie mimo braku doświadczenia i wszystkie rady krytykowałam(bo były głupie).Nie zawsze młode mamy robią to co usłyszą!
    Z resztą się zgadzam!

    • Ja też ignorowałam wszytko co słyszałam na temat wychowania, ale jak pisałam wyżej, to kwestia charakteru. Nie każda młoda mama potrafi powiedzieć “nie” swoim bliskim.

  • No o tym piszę! Nieważne czy ZCh czy RB ważne, by kochać dziecko, reagować, tworzyć bliską więź. A spanie oddzielne podałam jako przykład tylko na ZCh(to jest tylko forma).

    • cieszę się, że się rozumiemy 🙂
      bo na wielu blogach wyznacznikiem miłości do dziecka i RB jest chustoszenie, wspólne spanie, noszenie na rękach itd.

    • To ja napiszę od siebie, że jest różnica między “wyznacznikowaniem miłości” a zachwytem. Ja mam wrażenie, że nie daj Boże napiszę że cycki są super najlepsze na świcie i że spanie z dzieckiem to najcudowniejszy pomysł pod słońcem a od razu ktoś wychodzi z tym “Wyznacznikiem miłości” i pretensją, że skoro tak piszesz to że niby jak ktoś robi inaczej to jest źle a tak nie jest. Myślę, że to jest stan umysłu, jeżeli wiem że robię dobrze to t że ktoś zachwala inne metody nie sprawi że będę się źle czuła lub czuła obrażona, bo nie mam żadnych co do kompetencji dziecka oraz moich matczynych wątpliwości.jak coś się u mnei sprawdza to będę to polecać i zachwalać i wyliczać zalety. Jeżeli ktoś napisze mi że odkładanie do swojego łóżeczka to jest najlepsza metoda to ja nie pomyślę, że moja jest zła albo że jestem złą matką ani nie myślę tez się o to kłócić bo każdy ma prawo do swojego zdania a ja nie mam zamiaru pisać czegoś lub nie pisać czegoś tylko dlatego że ktoś uważa inaczej. nie śpisz z dzieckiem – ok nie musisz, ja uważam że najlepiej jest spać z dzieckiem ale ty możesz uważać inaczej i nie jest to tworzenie wyznaczników a wyrażanie swojej opinii.

  • Przed pojawieniem się małego dużo czytałam. Jakoś tak się trafiło, że w jednym czasie wciągałam “W głębi kontinuum” i “Język niemowląt”. Dwie absolutnie sprzeczne publikacje. To mnie trochę “otrzeźwiło” z takiej czy innej wizji macierzyństwa. Postawiłam na instynkt, nie na poradniki.

  • A dla mnie rodzicielstwo bliskosci to swiadome i empatyczne rodzicielstwo i takie chwile jak wtedy, gdy synus ma atak zlosci, a ja go przytulam i caluje mowiac: “I tak Cie bardzo kocham, wiesz? I nic tego nie zmieni”, choc wiem, ze on tego na razie nie rozumie, to na pewno czuje…

  • świetny wpis, zgadzam się w 100 %, ja osobiście jestem przeciwniczką Zch, karmię piersią, nosze dziecko, przytulam, ale np mój maluch śpi w swoim łóżeczku bo tak chciał, nie noszę w chuście bo szkrabowi się nie podobało. Jestem przeciwniczką niech się wypłacze….najważniejsze jest to, że kocham go najbardziej na świecie i mu to okazuje….

    • Zgadzam się w stu procentach.Ja swoją córkę lat 12 wychowuję chyba właśnie w ten sposób .Jest dla mnie najważniejsza ale nie przysłania mi reszty świata.I nigdy ,przenigdy nie chciałabym nazwać naszej relacji przyjacielską.Co chyba było a może nadal jest modne.Ja jestem matką a ona córką ,nie żadną koleżanką ,przyjaciółką.Pozdrawiam A.

    • No wlasnie nie wazna nazwa a liczy sie milosc do dziecka. I warto by bylo zeby niektorzy nauczyli sie szanowac odmienne zdanie na temat wychowania. Przeczytanie kílku madrych kshazek eksperta z nas nie uczyni. Lepiej sluchac intuicji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *