Wisła na bis :)

I znowu zawitaliśmy w Wiśle 🙂 Niedzielny poranek przywitał nas taką duchotą, że oboje z mężem w oczach mieliśmy pytanie “I co robimy”. Zażartowałam:
– chyba czas na Wisłę
a on na to:
– to się pakuj. Jedziemy. Co będziemy się smażyć na blokowisku.
I pojechaliśmy. Jak zwykle pakowanie zajęło nam 10min. I w drogę.
Cudnie było. Nie wiem dlaczego, ale lubię wracać do Wisły. Niby nic takiego, ale tam odpoczywam i ładuję się pozytywną energią. Dobrze, ze to tylko godzinka drogi.
To był dzień Syna i Taty. Głownie to oni rządzili. Mogli w końcu spokojnie mecz rozegrać, bez obaw, że komuś innemu zabawę popsują (jak to zwykle bywa na placu zabaw):

Synek w trakcie zaliczył pierwszy raz poparzenie pokrzywą. Bąble miał od kostki po samo udo i nawet się nie zająknął. Dwa razy podrapał i to wszystko. Zuch chłopak 🙂

Gdy się zmęczył, posadziliśmy go w wózku i sami rozegraliśmy mecz… siatkówki tym razem. Mały za każdym odbiciem zanosił się śmiechem. Co powodowało salwy śmiechu i u nas. No i mama pokrzywy zaliczyła. Koniec meczu.
Wróciliśmy zmęczeni ale szczęśliwy. Synek wyspał się w samochodzie i w domu usnąć nie chciał… ale warto było. Może jeszcze pojedziemy. Jak wrzesień będzie ładny, to chętnie się wybiorę 🙂
A dziś smażymy się na placu zabaw… Mały zaliczył limo pod okiem, zdarte kolano i łokieć…



11 thoughts on “Wisła na bis :)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *