Miesiąc: Styczeń 2013

Chorujemy

Chorujemy

Dziś będzie krótko…Dopadła nas choroba sezonowa.Mr.Tata przywiózł ją do domu, przy czym sam dostał lekkiego kataru tylko. A my za to rozłożyliśmy się na dobre… od trzech dni:ja kichamMały kaszaleja kaszlęMały kichamnie piecze w gardleMały płacze (pewnie też go piecze) Dziś u Małego poprawa, a […]

Chodzę w “Bartkach”

Chodzę w “Bartkach”

Znam firmę Bartek bardzo dobrze od wielu już lat. Poznałam ją na długo zanim urodziłam mojego Syna. Znajome-Matki skutecznie uświadamiały mnie jak ważne są dobre jakościowo buty dla zdrowia i właściwego rozwoju stopy dziecka. Chcąc, nie chcąc znałam nowe modele i aktualne promocje. Gdy mój […]

Dwa lata

Dwa lata

Dokładnie dziś mijają dwa lata odkąd “siedzę w domu”.

Dwa lata temu, zaczynając siódmy miesiąc ciąży poszłam na swoje pierwsze L4. To znaczy, sama nie poszłam… zostało to na mnie wymuszone. Praca w korporacji skutecznie mnie osłabiła, wyssała ze mnie resztki energii i zdrowia. Poczułam się źle. Ginekolog wypisała mi L4 na dwa tygodnie z kategorycznym dopiskiem ODPOCZYWAĆ! (więcej…)

Na Zdrowie: Mrożonki

Na Zdrowie: Mrożonki

Po moim ostatnim poście z tego cyklu dostałam maila od Ani. Pozwolę sobie (za jej zgodą) opublikować fragment: “Lubię szpinak, ale tylko w liściach. Nie znoszę natomiast szpinaku w brykiecie. Za ten w liściach płaci się jak za złoto… dlatego w sezonie zimowym nie jem […]

Organizer na biżuterię

Organizer na biżuterię

Która kobieta nie ma problemów z ogarnięciem swojej biżuterii?Nie znam. Ostatnio by znaleźć kolczyki, musiałam wywalić cały kuferek, co wprawiło mnie w stan głębokiej frustracji. Postanowiłam wykorzystać pomysł stary jak świat, ale jak na razie najbardziej skuteczny. Na wieszaku zawiesiłam kawałek tiulu i wpięłam w  […]

Spokojnie rośnie…

Spokojnie rośnie…

Sytuacja w domu wycisza się troszeczkę. Wczoraj i dzisiaj Mały lata uśmiechnięty, chętny do zabawy, do pomocy, wyspany. Tak. I noc mieliśmy całkiem niezłą. Kilka pobudek, ale bez płaczu i z prawie natychmiastowym zaśnięciem.

Co było przyczyną? Obstawiam, że skok rozwojowy.
Wczoraj spakowałam całą wielką reklamówkę ubranek, bo nagle, tak z dnia na dzień prawie okazało się, że większość bluzek i bodziaków ma przykrótkie rękawy, rajstopki nie chcą się na pupę naciągać, spodnie mają całkiem modną długość 3/4… Nie ma opcji. Czas zaopatrzyć Synka w nowe ubranka w rozmiarze 96/98, z naciskiem na 98.

I włosy jakoś mu szybciej rosną. Kiedyś podcinałam go średnio co 6-8 tygodni a teraz co trzy. No i paznokcie dwa razy w tygodniu domagają się skrócenia.

 Śmiga w górę w zastraszającym tempie.

Przynajmniej jeśli chodzi o obuwie nie mamy problemu. Już przed sezonem przewidziałam, że Małemu może szybko stopa urosnąć, dlatego kupiłam zimówki w dwóch rozmiarach.

A na wiosnę czeka na nas zupełnie nowa para bucików:

Właśnie rozpoczęłam współpracę z firmą Bartek, producentem obuwia dziecięcego. Bardzo się z tego powodu cieszę, bo znam firmę doskonale, a i Mały swoje pierwsze “bartkowe” buciki już nosił.

Ale jaki dokładnie model będziemy testować, przeczytacie na początku przyszłego tygodnia…

Nocne i inne dramaty

Nocne i inne dramaty

Odkąd Synek zaczął ząbkować nasze nocki nie wyglądały zbyt różowo, jednak przyzwyczaiłam się i uznałam to za normę. Potem zaczęło być coraz lepiej… dwa, trzy wybudzenia i jakoś schodziło do 6.00. Teraz zaczął się nowy dramat. Mały śpi do 24.00… no góra do 2.00 i […]

Sam sobie robię śniadania!

Sam sobie robię śniadania!

Mały już jest całkiem samodzielny. Tak… rośnie moje Maleństwo, rośnie.Wczoraj na przykład sam zrobił sobie drugie śniadanie… Gdy myłam włosy, głowę nachylając nad wanną… przez szum prysznica słyszałam jak Mały do lodówki się dobiera. E tam, pomyślałam, nic do zmajstrowania w niej nie ma. Ucieszyłam […]

Na Zdrowie: Hity w mojej kuchni

Na Zdrowie: Hity w mojej kuchni

W zeszłym tygodniu pisałam o grzechach żywieniowych, a teraz będzie coś zupełnie przeciwnego. Zabierając się do napisania tego posta, robiłam listę rzeczy dobrych, bez których moje kuchnia nie istniałaby wcale. Wyszło tego tyle, że… ech, byłby to bardzo długi post. Postanowiłam rozbić go na klika wątków.

Dziś opowiem o moich najukochańszych produktach. Moja lista Top 3:

1. Czosnek!

Jadałam go od dziecka. Zajadała się nim moja prababcia, moja babcia, a mój ojciec to prawdziwy fan czosnku. Moja rodzinna kuchnia była bogata w ten składnik, a i ja czosnku sobie nie odmawiam. Dodaję go do większości moich dań, w różnych proporcjach i wcale nie przeszkadza mi jego specyficzny zapach. Gdy jestem przeziębiona pijam namiętnie mleko z czosnkiem i masłem. Oczywiście żadnych chińskich podróbek! Polski, pachnący, wyciskający łezkę w oku. Tylko taki kocham.

A czy wiecie, że czosnek
– działa żółciopędnie i przeciwskurczowo chroniąc przed zgagą
– inhaluje drogi oddechowe
– reguluje florę bkteryjną
– działa jak antybiotyk – ma właściwości antybakteryjne
– ma właściwości antygrzybicze i przeciwrobacze
– świeży sok z czosnku hamuje rozwój wirusów grypy!!!
– pomaga przy infekcjach dróg moczowych
– pomaga zmniejszyć ból podczas miesiączki
– obniża poziom cholesterolu we krwi
– ma właściwości antysklerotyczne

Dużo tego… więc jedzcie czosnek bo zdrowo jak cholera!

* źródło Wikipedia

2. Imbir

To moje najmłodsze odkrycie kulinarne. Zaczęłam stosować go regularnie od jakiś 2-3 lat, kiedy to pierwszy raz zafascynowałam się Kuchnią Pięciu Przemian. Lubię i ten w proszku i w korzeniu, w zależności od potrzeb stosuję zamiennie. Codziennie przynajmniej szczypta ląduje w rosole, owsiance, czasem kawie… szczególnie w okresie zimowym.

Imbir głównie:
– ułatwia trawienie
– łagodzi mdłości
– chroni przed tworzeniem zakrzepów
– łagodzi bóle miesiączkowe
– leczy przeziębienia
– leczy migreny
– działa przeciwobrzękowo
– dba o jamę ustną (działa odkażająco i odświeżająco)
– zwiększa koncentrację
– poprawia krążenie krwi

no i imbir stosuje się w preparatach odchudzająco-modelujaco-wyszczuplająco-antycellulitowych 🙂

Więcej przeczytacie TU

3. Szpinak

Zaczęłam go jeść tak naprawdę dopiero jak wyprowadziłam się z domu. Moi rodzice NIGDY nie gotowali szpinaku, bo “nie jesteśmy królikami i nie będziemy jeść trawy”. Jako dziecko nie wiedziałam jak szpinak smakuje, choć w ogrodzie mojej babci zarastał grządki…
Teraz nie mogę bez niego żyć. Potrawy ze szpinakiem to moje ulubione np. naleśniki ze szpinakiem, zupa szpinakowa, sola na szpinaku… przynajmniej raz w tygodniu szpinak musi być n stole.

A że do tego zdrowy jest, to dla mnie “skutek uboczny”, bo tak mi smakuje:
– zawiera łatwo przyswajalne żelazo
– witaminę C
– bogaty w przeciwutleniacze

100g gotowanego szpinaku zawiera:

  • 2,4 mg żelaza,
  • 600 mg wapnia,
  • ok. 20 kalorii,
  • 5,1 g białka,
  • 0,5 g tłuszczu,
  • 1,4 g węglowodanów,
  • 6,3 g błonnika,
  • 490 mg potasu,
  • 120 mg sodu,
  • 93 mg fosforu,
  • 59 mg magnezu,
  • 0,4 mg cynku,
  • 6000 mikrogramów witaminy A,
  • 0,07 mg witaminy B1,
  • 0,15 mg witaminy B2,
  • 0 4 mg witaminy B3,
  • 0,18 mg witaminy B6,
  • 25 mg witaminy C,
  • 2 mg witaminy E,
  • 140 mikrogramów kwasu foliowego.

  Fiu, fiu… całkiem nieźle jak na trawę :)))

Więcej o szpinaku możecie przeczytać TU

Nie wyobrażam sobie by, któryś z tych trzech produktów zniknął z powierzchni ziemi…
Smacznego!

Facet z jajami

Facet z jajami

Muszę się przyznać, że już dawno nikt mnie tak z równowagi nie wytrącił jak facet sprzedający jaja. Chodzi on co piątek po klatkach i próbuje je sprzedać. Nie dość, że nawołuje “Jajka sprzedaję!!!” to jeszcze dzwoni do każdych drzwi. Niestety jego wizyty handlowe pokrywają się […]