“Radzisz sobie”

Przypomniało mi się, jak będąc studentką, lat 22, wracałam do domu autobusem ze szkolną koleżanką. Drogi większości licealnych znajomych rozeszły się w różnym kierunku. Niektórzy poszli na studia, inni do pracy, a kolejni założyli rodziny. Koleżanka należała do tej trzeciej grupy. Zaraz po maturze wyszła za mąż i urodziła dziecko. Z wypiekami na policzkach opowiadała mi o swojej córeczce, o ząbkowaniu, o tym że kupy nie było od trzech dni, o pieluszkach… Jak można się domyślić niespecjalnie mnie to wszystko interesowało, dlatego zmieniłam temat:

– a co u Danusi? (naszej wspólnej znajomej)
– wiesz, właśnie urodziła chłopca. Ale jak ona sobie genialnie radzi! Sama jest, a i zakupy zrobione, dom wysprzątany, mały czyściutki pachnący… Ja tak nie potrafię…

Pffii… pomyślałam wtedy. Co to za filozofia poprowadzić dom i zajmować się dzieckiem? No żadna przecież. Nie rozumiałam przekazu wtedy. Ale co ja miałam za problemy? Dwa razu w roku sesja (fakt bywało stresująco), dobre notatki z zajęć, no i odwieczny problem, w co się ubrać na randkę z chłopakiem (obecnym mężem de facto). Nic a nic nie rozumiałam.

Wczoraj widziałam się ze znajomą, matką dwójki dzieci. Na pożegnanie powiedziała mi, że podziwia, jak sobie radzę…

I dopiero wtedy do mnie dotarło. Musiałam czekać dziesięć lat by zrozumieć. Bo macierzyństwo to nie zajęcie hobbystyczne, a prowadzenie domu, to nie wakacje w spa.
Muszę przyznać, ze żadna dotychczasowa praca nie wymagała ode mnie tyle poświęcenia, cierpliwości, zorganizowania, logicznego myślenia, wysiłku fizycznego jak opieka nad moim Synkiem. Z drugiej strony, żadna dotychczasowa praca nie dawała mi tyle spełnienia i szczęścia…

“Radzisz sobie”, to jeden z najważniejszych komplementów w moim życiu.



21 thoughts on ““Radzisz sobie””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *