Dziadek kontra rowerek. Pierwsze starcie.

“Dziura pokoleniowa” jest dla mnie czymś naturalnym. Czasem słucham głosu starszego pokolenia i wydaje mi się niewiarygodne, że “kiedyś wszystko wyglądało inaczej”. Pokolenie naszych rodziców też z niedowierzaniem patrzy w jakich warunkach wychowują się ich wnuki.

Pewnie nie jednemu dziadkowi łza w oku się kręci, że wnuczki mają wszystko co chcą: wspaniałe zabawki, słodycze na wyciągnięcie ręki, cudowne place zabaw… Pewnie nie jeden żałuje, że gdy sam wychowywał dzieci, o czymś takim mogli tylko marzyć. Nie jeden dziadek pragnie te swoje marzenia wnukom zrekompensować…

Dziadek mojego Synka na pewno! Nieba by mu przychylił, gdy tylko było to możliwe.

Jakże więc zdziwienie dziadka było wielkie na widok  rowerka biegowego… Na początku patrzył i oczami przewracał, potem odważył się i zapytał:
– dlaczego bez pedałów?.

I tu nastąpił mój monolog tłumaczący, co to jest rowerek biegowy, i na czym polega jazda na nim.

– nawet dzwonka nie ma – po czym wyciąga z torby trąbkę rowerową i mi wręcza. Migiem tę trąbkę na szafę wrzuciłam, dziękując i tłumacząc, że na takie piszczałki to trochę za wcześnie.

– a dlaczego na tym dużym nie jeździ?
Hmmm… Duży za duży trochę jest.

– a są takie super trójkołowe… widziałem… (i tu nastąpiło zachwalanie rowerków wszelakich, grających, mrugających, z napędem, hamulcami, dzwonkami, koszykami i kijami… i czego one nie miały)

– To  może pójdziemy na plac zabaw zobaczycie jak się na tym rowerku jeździ – bo co innego miałam zrobić w tej sytuacji?

Wyjeżdżamy. Mały dzielnie sobie truchta, a dziadek:
– przecież on nie jeździ tylko chodzi! (a tłumaczyłam pół godziny wcześniej na czym to polega) – dźwignij nóżki do góry, dziadek cię powiezie – mówi do Małego i łapie za kierownicę. Mały w ryk.

Reszta drogi na plac zabaw odbywa się w milczeniu.

Wieczorem relacjonuję Mr.Tacie spotkanie dziadka z rowerkiem…
– a po co ty się tłumaczysz, mogłaś mu powiedzieć, że rowerki bez pedałów teraz w promocji są, a na te z pedałami nas nie stać – i śmieje się w najlepsze.
– no tak… gdybym tak powiedziała, na bank dziadek sprezentowałby kolejny rowerek… nie daj Boże, grający, trąbiący, samo jeżdżący…

Taki dziadka przywilej, że dla wnuka chce wszystkiego co najlepsze… a wybrakowany rowerek, no cóż, to moja fanaberia…



12 thoughts on “Dziadek kontra rowerek. Pierwsze starcie.”

  • Ha ha mam to samo!
    Cudem udąło mi sie teściową powstrzymać przed kupnem chodzika oraz rowerka trójkołowego. W końcu zagroziłam, że rowerek wyląduje na strychu i ja ZABRANIAM dziecko na czymś takim wozić. Potem usiłowała zamontować kij w rowerku biegowym do podtrzymywania. Z|a rok zamierzam kupić Piotrkowi normalny niziutki rower z pedałami bez kółek bocznych. Teściowa już rok temu bez konsultacji ze mną kupiła od koleżanki używany rowerek z pedałami, większy i z bocznymi kólkami i śmiertelnie się na mnie obraziła gdy podziękowałam i powiedziałam, że będzie jak znalazł za parę lat jak będzie można te boczne kółka odkręcić i Piotrek odpowiednio urośnie, a na razie przechowam go w piwnicy. Zabroniłam wozić na tym dziecko. W kwestii rowerków jestem nieugięta. Moje dziecko samo bez upadków nauczyło się jeździć na rowerku biegowym i nie zamierzam bez sensu cofać go w naturalnym rozwoju motorycznym sadzając na pojazdach, kóre niczego nie wnoszą a tylko rozleniwiają.

  • Jak idziemy z Młodym na rowerek to starsi ludzie często się dziwią gdzie są pedały :)Ale raczej są pozytywnie nastawieni.
    A tych plastikowych “paskudów”, które grają, świecą i Bóg raczy wiedziec co jeszcze robią to ja niecierpię! Jeszcze w ciąży wszystkim mowiłam, żeby przypadkiem nie wpadli na pomysł, żeby nam to kupic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *