Maluj, twórz, odkrywaj… czyli konkurs!

Maluj, twórz, odkrywaj… czyli konkurs!

Jesień się zbliża. Już czuć ją w powietrzu, widać w płaczącym niebie, w kałużach, w chłodnych wieczorach i porankach. Z przykrością żegnamy się z latem. Z długimi spacerami i beztroskim wygrzewaniem się na słoneczku.

Mając świadomość, że teraz więcej czasu jednak (w zależności od aury) będziemy spędzać w domu, intensywnie poszukuję inspiracji, co by robić z Małym w te długie wieczory.

Że Mały rozliczne talenty ma, to wiecie. I myślę, że chyba nadszedł czas nad rozwinięciem jego kreatywności. Wcześniej Synek nie skupiał się specjalnie nad tworzeniem czegokolwiek. Raczej był “chodzącą destrukcją”. Od pewnego momentu widzę jak wzrosło jego zainteresowanie pracami twórczymi… tj. oblepieniem mieszkania nalepkami, wpychaniem plasteliny w samochodziki, zwłaszcza te z otwieranymi drzwiami, kolorowaniem pisakami moich białych mebli (no kto to widział, żeby takie białe były).

Ale i nam trafił się prawdziwy hit. Farby w sztyfcie? Słyszałyście o takim wynalazku? Ja jestem zachwycona, a Mały jeszcze bardziej. A to co wychodzi spod jego małych rączek zachwyca mnie każdorazowo. I zastanawiam się czy zawsze tak będzie, ze każda jego bazgroła, dla mnie będzie dziełem sztuki?

Prawda, że całkiem sprytny wynalazek?

Jeśli chcecie same się przekonać jak to działa to mam dla Was niespodziankę, a raczej

Aby zdobyć zestaw farb w sztyfcie, wystarczy odpowiedzieć na pytanie:

Jakie znane dzieło sztuki najchętniej powiesiłabyś u siebie w domu i dlaczego?

Konkurs trwa od 16 do 30 września.

Zapraszam :)))



14 thoughts on “Maluj, twórz, odkrywaj… czyli konkurs!”

  • Ja chętnie powiesiłabym sobie na ścianie “Miękkie zegary” Salwadora Dalego lub trochę mniej znane dzieło “Ostatnia wieczerza” Vladimira Kush. Dlaczego? Pierwszy przypomina mi o tym, żeby cenić czas i wycisnąć z życia ile tylko się da. A drugi jest taki przekorny… kojarzy mi się z “Alicją w Krainie Czarów” – na chwilę obecną mam pocztówkę z tym malunkiem i uwielbiam się w nią wgapiać – ot po prostu 🙂

  • „ Matka Whistlera „ – Może nie powala kolorystyką i tematyką obrazu ale u mnie właśnie to on wywołuje uśmiech na twarzy -dlaczego ? Ponieważ dane było mi go oglądać w wraz z Rowanem Atkinsonem w filmie „JAŚ FASOLA -NADCIAGA TOTALNY KATAKLIZM „ uwielbiam ten film i aktora – zawsze poprawia mi humor i sprawia , że nawet najbardziej paskudny dzień, może odzyskać kolorowe barwy – Obraz po prostu bardzo dobrze mi się kojarzy – a myślę , że to wieszamy w naszych wnętrzach ma nas cieszyć i odprężać – ma powodować pozytywne odczucia i nie ważne czy będą to rysunki naszych dzieci , własne „bochomazy „ 😉 czy szary obraz z czyjąś matką 😉

  • „ Matka Whistlera „ – Może nie powala kolorystyką i tematyką obrazu ale u mnie właśnie to on wywołuje uśmiech na twarzy -dlaczego ? Ponieważ dane było mi go oglądać w wraz z Rowanem Atkinsonem w filmie „JAŚ FASOLA -NADCIAGA TOTALNY KATAKLIZM „ uwielbiam ten film i aktora – zawsze poprawia mi humor i sprawia , że nawet najbardziej paskudny dzień, może odzyskać kolorowe barwy – Obraz po prostu bardzo dobrze mi się kojarzy – a myślę , że to wieszamy w naszych wnętrzach ma nas cieszyć i odprężać – ma powodować pozytywne odczucia i nie ważne czy będą to rysunki naszych dzieci , własne „bochomazy „ 😉 czy szary obraz z czyjąś matką 😉

  • SŁONECZNIKI – VINCENT VAN GOGH uwielbiam ten obraz … lubię prostotę i precyzję. Leżąc na łóżku w zimowy poranek patrząc na ten obraz, od razu byłoby mi cieplej i milej na sercu… To wspomnienie lata i ogrzewającego nas słońca i przypomnienie piękna słoneczników i ich znaczenia.
    Agnieszka
    lendziona@interia.pl

  • Ja powiesiłabym u siebie obraz Pabla Picasso – Head od the woman… http://www.tate.org.uk/art/images/work/T/T06/T06928_10.jpg
    A dlaczego? Bo ten obraz jest mi niezwykle bliski z uwagi na to coś, co przypomina dłoń tej kobiety. Wygląda, jakby nie miała wszystkich palców – dokładnie tak jak ja! Brak mi 3 palców u lewej ręki. Ot, wada wrodzona – ale ten obraz spodobał mi się od pierwszego wejrzenia właśnie z uwagi na to podobieństwo. Szkoda tylko, że oryginał wisi w muzeum Tate Modern w Londynie, a nie w moim mieszkanku 😉

  • ja z chęcia powiesilabym sobie DAMA Z ŁASICZKĄ – LEONARDO DA VINCI, replika wisi u mnie w rodzinnym domu do dzisiaj- jako malutkie dzieci potrafilismy godzinami siedziec przed nia, nawet nie pamiętam dlaczego tak przed nia siedzielismy z kuzynostwem, chetnie bym sobie odpowiedziala na to pytanie 🙂

  • ja nie przepadam za wieszaniem znanych dzieł u siebie w domu, uważam że ich miejsce jest w muzeum:) ale jeśli mam wybierać wybrałabym portret Marilyn Monroe autorstwa Andy’ego Warhola. Dlaczego? Dlatego, że ta kobieta jest dla mnie niejako ikoną stylu, ikoną dlugowiecznej młodości- zmarła młodo i nikt nigdy nie skojarzy jej ze zgarbioną staruszką…jest ona legendą i do dzisiaj pozostaje uosobieniem wrażliwej, podniecającej seksualności i piękna kobiecego. Chciałabym, żeby po mnie tez pozostało takie wspomnienie;)

  • ja nie przepadam za wieszaniem znanych dzieł u siebie w domu, uważam że ich miejsce jest w muzeum:) ale jeśli mam wybierać wybrałabym portret Marilyn Monroe autorstwa Andy’ego Warhola. Dlaczego? Dlatego, że ta kobieta jest dla mnie niejako ikoną stylu, ikoną dlugowiecznej młodości- zmarła młodo i nikt nigdy nie skojarzy jej ze zgarbioną staruszką…jest ona legendą i do dzisiaj pozostaje uosobieniem wrażliwej, podniecającej seksualności i piękna kobiecego. Chciałabym, żeby po mnie tez pozostało takie wspomnienie;)

  • Nie lubię obrazów. Jednak dwa lata temu w muzeum natrafiłam na wystawę Stanisława Wyspiańskiego – Macierzyństwo . Każdy z nich jest wyjątkowy. Karmienie piersią jest dla mnie czymś bardzo ważnym, tym bardziej że moja fizjologia nie pozwoliła mi karmić piersią. Link do jednego z obrazów, który mógłby zawisnąć u mnie na ścianie http://muzeumsecesji.pl/galeria_pliki/wyspianski/wyspianski4.html

    Pozdrawiam
    http://www.witaaminkaa.blox.pl

  • Na mnie od zawsze wrażenie robił “Krzyk” Muncha. Już jako nastolatkę zafascynował mnie ten niezwykły obraz norweskiego artysty. Jako dorosła kupiłam sobie taki plakat i w antyramie powiesiłam w salonie na ścianie. Według wielu krytyków obraz przedstawia człowieka, którego przeszywa okropny ból egzystencji. Chyba to poczułam, gdy na obraz pierwszy raz spojrzałam. Obraz jest po prostu hipnotyzujący, niezwykły. Dlatego chciałabym chociaż zobaczyć go w oryginale, ale to niemożliwe, więc o powieszeniu u siebie na ścianie mogę jedynie pomarzyć. Jedno jest pewne, nie da się obok tego dzieła przejść obojętnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *