Miesiąc: Listopad 2013

Po co mi ten blog?

Po co mi ten blog?

Mam wolny wieczór. Na słuchawkach ulubiona nuta. Odpalam kompa i przeskakuję z bloga na blog. I śmieję się, kręcę nosem, kiwam głową przyznając rację. I złapałam się na tym, że czytam to wszystko jak NIE-BLOGERKA. Jakbym nie miała nic wspólnego z blogosferą. Odnalazłam radość czytania! […]

Tylko 4 minuty… then go to hell ;)

Tylko 4 minuty… then go to hell ;)

Lubię wyzwania, ale lubię też nie marnować czasu i mądrze nim zarządzać… A najbardziej na świecie lubię odkrywać. I dokonałam odkrycia niesamowitego! I zapałałam szczerą miłością! Ba! Przyznam się, że nawet jestem trochę uzależniona! Trwa 4 minuty! Daje rezultaty jak intensywne 4 godziny! Co to? […]

Prawo do złości

Prawo do złości

Jeszcze całkiem niedawno, bardzo żywo reagowałam na wszelakie formy ingerencji w moje “metody wychowawcze”. Potrafiłam godzinami argumentować swoje racje, choć często okazywało się, że moje prośby, groźby i życzenia echem odbijały się od ścian. Teraz przechodzę fazę ignorancji wszystkich “dobrych rad” i robię swoje. Ale czasem, no po prostu.. ręce opadają.

Podczas ostatniego spaceru, gdy już mieliśmy z Małym wracać do domu, ten zupełnie niespodziewanie wpadł w złość. W pewnym momencie zaczął krzyczeć i płakać, w końcu położył się na mokrym i zimnym chodniku i zaczął tupać nogami zanosząc się od płaczu. Podnieść się nie dał i nie reagował na mnie zupełnie. Przykucnęłam więc przy nim, i czekałam aż się uspokoi. Wtedy zagadał do mnie starszy pan:

– Powinna pani temu łobuzowi dać porządnego klapsa, a nie znosić takie fochy!

I nic tak nie wytrąca mnie z równowagi, jak tego typu komentarze. Całkiem niegrzecznie odpowiedziałam, że to nie jego sprawa. Pan oddalił się szybko, mrucząc coś pod nosem o “współczesnych matkach, które wszelkie rozumy pozjadały i wychowują dzieci na bandytów”.

I stercząc tak, przy wrzeszczącym maluchu, poczułam bezsilność, bo:

czy była to dla mnie komfortowa sytuacja? NIE!
czy potrafiłam szybko znaleźć z niej wyjście? no NIE!
czy sama wpadłam w irytację? TAK! W pewnym momencie miałam ochotę położyć się obok i też zacząć krzyczeć!

Ale tego nie zrobiłam bo, gdy jedna osoba wylewa swoje złości, druga musi zachować spokój… dla prawidłowego balansu. Żadną sztuką jest wzajemne nakręcanie negatywnych emocji, przecież one i tak prędzej czy później muszą ustąpić. Po prostu byłam na wyciągnięcie ręki, a gdy jego złość traciła na sile, zaproponowałam spacer do domu na ciepłe kakao. Mały złapał mnie za rękę i poszedł jak gdyby nigdy nic…

I tak sobie myślę, że złość dziecka, jest sytuacją bardzo niekomfortową dla dorosłego, bo w zasadzie nie wiadomo jak się zachować. Ale czy tylko z tego powodu, że czujemy się bezsilni, możemy odbierać dziecku prawo do złości? Przecież wszyscy mamy w sobie i pozytywne, i negatywne emocje, i do tego na różne sposoby z nimi sobie radzimy. Różnie je uzewnętrzniamy.

Co było przyczyną, nie wiem. Dlaczego Mały tak zareagował? Bo uczy się radzić z własnymi emocjami, i tak naprawdę dopiero je poznaje. I nie ma w tym przecież nic złego.

Bo w złości naprawdę nie ma nic złego… jest stanem naszego umysłu. Tu i teraz… i chyba lepiej, że czasem wychodzi, wtedy można oczyścić swój układ nerwowy. Oczywiście wolałabym, by sytuacja nigdy się już nie powtórzyła, ale nikt nie da mi na to gwarancji. I pewnie za każdym razem, będę się zastanawiać, co ja mam wtedy zrobić?

Na pewno zachować spokój!

(i pozwolić się pozłościć czasem… )

a dla wszystkich “wujków Dobra Rada” dedykacja muzyczna:

Kobieta? Pracująca?

Kobieta? Pracująca?

Są dla mnie sprawy i pojęcia oczywiste. Tak oczywiste, że nie często się nad nimi zastanawiam. Na pewno do nich należy: Praca, Samorealizacja, Kariera. Wrzucona w wir pracy, po prostu dawałam mu się porwać. Potrafiłam serce sobie wypruć dla sprawy. Przyszedł jednak i taki moment, że […]

Gada czy nie gada…?

Gada czy nie gada…?

Ostatnio jedna z blogowych koleżanek, Eveleo, zapytała mnie jak aktualnie wygląda sprawa rozgadywania się mojego Synka. I rzeczywiście… od czasu drugiej wizyty u logopedy, nie napisałam co dalej… A dalej… ulubionym językiem Małego jest “chiński”. Już oboje posługujemy się nim perfekcyjnie. Ale muszę przyznać, że […]