Gada czy nie gada…?

Ostatnio jedna z blogowych koleżanek, Eveleo, zapytała mnie jak aktualnie wygląda sprawa rozgadywania się mojego Synka. I rzeczywiście… od czasu drugiej wizyty u logopedy, nie napisałam co dalej…

A dalej… ulubionym językiem Małego jest “chiński”. Już oboje posługujemy się nim perfekcyjnie. Ale muszę przyznać, że robimy postępy. Drobnymi kroczkami idziemy do przodu. Coraz więcej dźwięków pojawia się w eterze. Naśladuje zwierzęta, odgłosy… i Skubany powtarza za mną pojedyncze słowa… ale niestety tylko raz. Dziś pięknie zawołał za mną “łap, łap”… i uciekł. I ja wiem, że on potrafi… i on też to wie… tylko jeszcze tej woli i odwagi brak!

Za to jedno zdanie wychodzi mu perfekcyjnie:

“gdzie jest moja mama?”

…gdy budzi się w środku nocy, płacze – gdzie jest moja mama?
…gdy znikam mu z pola widzenia – gdzie jest moja mama?…Gdzie? MAMAAAA!
…gdy zamykam się w łazience – gdzie jest moja mama? …ooo! Myj, myj! (woła do kratki w drzwiach)

ale gdy tylko pojawiam się w zasięgu jego wzroku to skacze i woła:

“tu je! tu je! tu je! Tu jest moja mama!!!”

Ćwiczymy jak tylko jest możliwość. Choć Mały coraz mniej garnie się do tego typu zabaw. I czekam…

I wiem, że nadejdzie moment, kiedy ten chłopiec zagada mnie na śmierć (a to trudne zadanie) 😉



13 thoughts on “Gada czy nie gada…?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *